W świecie bakalii, zdominowanym przez migdały, pistacje i orzechy włoskie, pojawił się przybysz z amazońskiej dżungli, który ma wszelkie zadatki na kulinarną gwiazdę. I to dosłownie, bo jego owoce wyglądają jak punkciki na niebie z rysunku przedszkolaka. Orzechy Inków, znane jako sacha inchi, od wieków są cenione w Ameryce Południowej, a dziś coraz śmielej podbijają kuchnie na innych kontynentach. Mają ciekawy smak, mnóstwo kulinarnych zastosowań i jeszcze jednego asa w rękawie. A kryje się on w butelce.

Sacha inchi – co to takiego?

Orzechy Inków to jadalne nasiona tropikalnego pnącza Plukenetia volubilis, które pochodzi z Ameryki Południowej. Roślina występuje przede wszystkim w Amazonii i jest szczególnie kojarzona z Peru. Miejscowa ludność zna ją od wielu pokoleń, a dziś sacha inchi zdobywa popularność także poza swoim naturalnym środowiskiem.

Największą ciekawostką są owoce tego pnącza. Przypominają małe gwiazdy o 5–6 ramionach. Początkowo mają zielony kolor, ale w miarę dojrzewania brązowieją i wysychają. W każdej części takiej gwiazdki znajduje się nasiono ukryte w twardej łupinie.

Choć powszechnie nazywa się je orzechami, pod względem botanicznym są nasionami. Po usunięciu łupiny i odpowiedniej obróbce nadają się do jedzenia. Mają jasny kolor, a ich kształt przypomina nieco spłaszczony migdał.

Czy można kupić je w Polsce? Tak, choć nie znajdziesz ich jeszcze na półkach każdego supermarketu. Najlepiej szukać ich w sklepach internetowych z egzotyczną żywnością lub produktami ekologicznymi. Mogą występować pod nazwą sacha inchi, orzechy Inków lub inca peanuts. Ich dostępność bywa ograniczona, dlatego najłatwiej szukać ich przez Internet. 

Jak smakują nasiona amazońskich gwiazdek?

Największą zaletą sacha inchi w kuchni jest ich uniwersalność. Odpowiednio uprażone nasiona mają delikatnie orzechowy, lekko ziemisty smak. Niektórzy porównują je do orzeszków ziemnych, inni odnajdują w nich nuty prażonych pestek słonecznika.

Ich charakterystyczną cechą jest chrupkość. Dzięki niej świetnie sprawdzają się wszędzie tam, gdzie potrawie brakuje wyrazistej struktury. Wystarczy posypać nimi kremową zupę, sałatkę lub porcję jogurtu, by zwykłe danie nabrało innego charakteru.

Orzechów Inków nie należy jednak jeść na surowo. Najwygodniej kupować gotowe, prażone sacha inchi przeznaczone do spożycia. W sklepach można spotkać wersje naturalne, solone oraz przyprawiane. Te pierwsze są najbardziej uniwersalne. Pasują zarówno do słodkich śniadań, jak i do wytrawnych potraw. 

Do czego dodawać orzechy Inków? 

Orzechy Inków bardzo łatwo wprowadzić do codziennego gotowania. Nie wymagają skomplikowanych przepisów ani specjalnego przygotowania, jeśli kupisz je już uprażone.

W sałatkach dobrze łączą się z rukolą, burakiem, awokado i serem feta. Ich chrupkość ciekawie kontrastuje z miękkimi warzywami. Możesz także posiekać je i wymieszać z pestkami dyni, a następnie posypać taką mieszanką pieczoną marchewkę.

Sacha inchi świetnie pasują również do musli, granoli i owsianki, podobnie jak każde orzechy. W deserach możesz wykorzystać je zamiast migdałów. Dobrze komponują się także z daktylami i gorzką czekoladą, dlatego warto dodawać je do domowych batoników.

Spróbuj również wykorzystać sacha inchi w pesto. Zastąp nimi orzeszki piniowe lub przynajmniej ich część, dodaj bazylię, czosnek, parmezan i oliwę, a następnie wszystko zmiksuj. Powstanie ciekawa wersja klasycznego sosu do makaronu.

Olej, który zawstydza niejeden superfood. Jak wykorzystać go w kuchni?

Z nasion sacha inchi tłoczy się również olej, który jest jednym z najbardziej interesujących produktów otrzymywanych z tej amazońskiej rośliny. Ma jasnozłotą barwę i delikatny, orzechowy aromat.

Jego skład sprawia, że sacha inchi często wymienia się wśród produktów określanych mianem superfood. Olej z orzechów Inków wyróżnia się bardzo wysoką zawartością nienasyconych kwasów tłuszczowych, zwłaszcza omega-3. Pod tym względem może śmiało konkurować z cenionym olejem lnianym. 

Olej sacha inchi najlepiej sprawdza się na zimno. Nie warto wykorzystywać go do smażenia, ponieważ wysoka temperatura niszczy jego wartości. Możesz skropić nim sałatkę z pomidorów, polać pieczone warzywa lub dodać kilka kropel do hummusu. Świetnie smakuje również w prostym dressingu z sokiem z cytryny.

Pamiętaj tylko o odpowiednim przechowywaniu. Olej sacha inchi jest wrażliwy na światło, powietrze i ciepło. Trzymaj go w szczelnie zamkniętej butelce, a po otwarciu najlepiej w lodówce.

Fot. Getty/iStock, yasuhiroamano