Wśród codziennych zakupów łatwo przegapić coś, co może z powodzeniem stać się stałym elementem śniadania, deseru albo szybkiej przekąski. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe serki, ale wystarczy przeczytać etykietę, by zrozumieć, że to coś zupełnie innego. 

W Lidlu można je znaleźć w lodówkach z nabiałem. To niewielkie opakowania sygnowane marką Pilos z napisem „High Protein”. Kto raz sięgnie po taki serek, często wraca po niego regularnie.

Redakcja MojeGotowanie.pl

Serek proteinowy z Lidla – co to jest?

To kremowy serek o gładkiej konsystencji, zamknięty w poręcznym plastikowym kubeczku. Z wyglądu przypomina jogurt, ale w smaku jest gęstszy i bardziej aksamitny. Warianty smakowe zmieniają się co jakiś czas. Obok klasyków jak wanilia czy czekolada, pojawiają się też bardziej egzotyczne połączenia, jak właśnie brzoskwinia z marakują (na zdjęciu powyżej) czy mango z kokosem.

Wyróżnia go przede wszystkim jedno. To zdecydowanie wysoka zawartość białka. Prawie 25 gramów w jednym opakowaniu to wynik, którego próżno szukać w zwykłych deserach mlecznych. I choć na opakowaniu wyraźnie podkreślono, że nie zawiera dodatku cukru, smak jest zaskakująco przyjemny, lekko słodki, bez chemicznego posmaku.

Nie jest to produkt przeznaczony wyłącznie dla osób trenujących czy liczących kalorie. Coraz częściej trafia do koszyków tych, którzy po prostu chcą czegoś szybkiego, smacznego i gotowego od razu do zjedzenia.

Serek proteinowy z Lidla – kiedy warto po niego sięgnąć?

Choć z wyglądu nie różni się wiele od zwykłych jogurtów, pod względem praktycznym sprawdza się w znacznie większej liczbie sytuacji. Na przykład wtedy, gdy nie ma czasu na przygotowanie śniadania – wystarczy wyjąć z lodówki i gotowe. Konsystencja jest na tyle gęsta, że można go jeść łyżeczką, a nie pić jak kefir, co sprawia, że syci na znacznie dłużej.

Sprawdza się również jako coś „na ząb” między posiłkami. Niewielkie opakowanie łatwo zmieścić w torebce lub plecaku, a zjedzenie go zajmuje mniej niż pięć minut. W gorące dni dobrze smakuje schłodzony, natomiast zimą daje poczucie lekkiej słodyczy, której często wtedy brakuje.

Nie trzeba mieć planu, żeby po niego sięgnąć – często po prostu wystarczy chwila ochoty na coś dobrego, a serek proteinowy staje się świetną alternatywą dla klasycznych deserów mlecznych czy batonów.

Skład serka proteinowego z Lidla

Serek składa się głównie z twarogu (50%) i jogurtu (40%), a owocowy smak zawdzięcza wsadowi brzoskwiniowo-marakuja (10%). W składzie serka znajdują się dwa słodziki: acesulfam K oraz sukraloza. To substancje słodzące pochodzenia syntetycznego. 

Acesulfam K jest ok. 200 razy słodszy od cukru i nie ma kalorii, a sukraloza nawet 600 razy słodsza – również nie dostarcza energii, bo po prostu nie jest trawiona przez organizm. W przeciwieństwie do naturalnych słodzików, takich jak stewia czy erytrytol, które pozyskuje się z roślin (odpowiednio z liści stewii i z owoców), acesulfam i sukraloza powstają w procesach chemicznych. Różnią się też smakiem. 

Niektórzy wyczuwają w słodzikach syntetycznych pewien „metaliczny” posmak, którego stewia czy erytrytol nie mają. W przypadku tego serka smak jednak jest dobrze zbalansowany, a słodziki nie dominują. Całość pozostaje przyjemna i deserowa, mimo braku dodatku klasycznego cukru.