Jak świat długi i szeroki różne kultury dzielą się kulinarnymi zwyczajami, przepisami i trikami, a składniki przekraczają granice swojej ojczyzny i często robią karierę tam, gdzie trawa jest bardziej zielona. To niby naturalny porządek rzeczy, ale gdy media społecznościowe doszły do głosu, zachwyt jednych nad czymś całkowicie zwyczajnym dla drugich stał się bardziej jaskrawy. 

Tak było w przypadku kompotu i pieczywa na zakwasie, teraz padło na karpatkę. Kraje anglosaskie odkrywają ją jak niebywałą nowość, u nas deser istnieje mniej więcej od lat 60., nikogo nie dziwi, a niektórych nawet nudzi swoim tradycyjnym obliczem. Jak to zwykle bywa, podczas gdy my poszukujemy inspiracji gdzie indziej, okazuje się, że nie doceniamy tego, co mamy.

Fenomen polskiego deseru za granicą – jak się zaczął i rozkręcił?

Pierwszy raz natknęłam się na zagraniczny zachwyt karpatką w dziale kulinarnym New York Times. Zdjęcie przedstawiało znajome pagórki parzonego ciasta i obfite kremowe nadzienie, ale coś nie do końca grało. W budyniowej masie tkwiły bowiem pasujące jak wół do karety wiśnie.

Choć nie jestem kulinarną purystką i nie przeszkadzają mi różne wariacje na temat klasyków, od razu poczułam pismo nosem i wiedziałam, jaka burza rozpęta się w komentarzach. Nie brakowało tam oczywiście pospiesznej korekty od zatroskanych internautów, że w Polsce nikt nie dodaje owoców do karpatki. 

Niemniej jednak przepis autorstwa Nicoli Lamb – cukierniczki i autorki książek kucharskich – był kamykiem, który poruszył lawinę. Nie tylko komentarzy twardogłowych Polaków, ale przede wszystkim peanów na cześć nietypowo prezentującego się deseru oraz jego specyficznej nazwy.

Do dyskusji pod postem na Instagramie włączył się nawet Przemysław Klima, który pochwalił się, że jego mama robi najlepszą karpatkę, i to tę prawdziwą. Którą zresztą, co ciekawe, kucharz serwuje w swojej niedawno otwartej piekarni w Krakowie. 

„Górskie” ciasto w wydaniu Nigelli Lawson

O naszym poczciwym cieście znów zrobiło się głośno dosłownie kilka dni temu za sprawą kulinarnego show „The Great British Bake Off”. Nigella Lawson, jedna z jurorów w programie, rzuciła uczestnikom wyzwanie przygotowania karpatki. Nazwała ją „księżniczką deserów”, ale zawodnicy zostali ostrzeżeni – chrupkie, pofalowane ciasto i aksamitne budyniowe nadzienie, które nie wypływa spod charakterystycznych pagórków, wymaga precyzji. 

Choć podstawowe elementy karpatki zostały w programie zachowane, polski deser został ciekawie podkręcony. Budyniowy krem zyskał posmak rumiankowej herbaty. W nadzieniu znalazły się też śliwki pieczone w cytrynie. 

Co ciekawe, to nie był pierwszy raz, kiedy Nigella Lawson dała się skusić polskiemu deserowi. Już 2 lata temu na jej stronie gościnnie znalazł się przepis na karpatkę pochodzący z książki „The Sweet Polish Kitchen” autorstwa Ren Behan.

Co świat mówi o naszym kultowym deserze?

W skrócie: same dobre rzeczy. Podczas gdy polscy komentatorzy podzielili się na oburzonych modyfikacjami i tych, którzy cieszą się, że rodzimy deser zyskuje rozgłos, reszta jest raczej zgodna: karpatka to nic innego jak „showstopper”. Czyli coś na tyle imponującego, że jest w stanie wstrzymać przedstawienie. Pojawiły się też takie pochwały, od których serce rośnie, takie jak: „to jest niebo”.

Konstruktywnym komentatorom nie umknął fakt, że nawet jeśli ciasto nie jest tradycyjnie polskie, owoce są świetnym urozmaiceniem, bo przełamują kwaskowatością treściwy krem. Tylko czekać, aż świat odkryje sernik krakowski, makowiec, miodownik i pleśniak. 

Fot. Adobe Stock, FomaA