Kto powiedział, że w listopadzie grzybiarz może co najwyżej powspominać udane zbiory i popatrzeć na suszone prawdziwki w słoiku? Najwyraźniej same grzyby nic o tym nie wiedzą, bo ani myślą schodzić ze sceny. 2 listopada ruszyłam do lasu, choć rozsądek podpowiadał, że mogę wrócić co najwyżej z katarem. Tymczasem trafiłam na prawdziwe grzybowe pospolite ruszenie. Koszyk zapełniał się w najlepsze, a jeden ze znalezionych okazów kazał mi poważnie zakwestionować, czy przyroda na pewno nadąża za kalendarzem.

W którym miejscu sypnęło grzybami? 

Zacznę od informacji, która zapewne najbardziej interesuje innych zapalonych zbieraczy, czyli lokalizacji. Dokładnego miejsca oczywiście nie zdradzę. Każdy przecież wie, że dobrego grzybowego adresu pilnuje się niemal tak samo jak numeru PIN do karty. Mogę jednak uchylić rąbka tajemnicy.

Wybrałam się do lasu mieszanego na pograniczu województwa mazowieckiego i kujawsko-pomorskiego, w okolicy jezior. Rosły tam zarówno drzewa iglaste, jak i liściaste, a pomiędzy nimi znajdowały się piaszczyste polanki. Właśnie takich miejsc szukałam, ponieważ moim głównym celem były gąski zielonki oraz siwki.

Nie bez powodu wybrałam właśnie ten teren. Gąski lubią piaszczyste podłoże, a ich kapelusze często pozostają częściowo schowane. Trzeba więc uważnie patrzeć pod nogi. Czasem wystarczy dostrzec niewielkie wybrzuszenie, żeby odkryć całkiem dorodny okaz.

Już po pierwszych znaleziskach wiedziałam, że wyprawa nie będzie stracona, bo gąski rosną zwykle w grupach. Z każdym kolejnym grzybem koszyk robił się cięższy, a ja zaczynałam żałować tylko jednego: że listopadowy dzień jest tak krótki.

Poszłam po gąski, ale las mnie zaskoczył. 

Moim głównym celem były gąski, czyli grzyby, które potrafią pojawiać się jeszcze późną jesienią. Szczególnie siwki, znane również jako gąski niekształtne, często można znaleźć w listopadzie, nawet kiedy inne popularne gatunki są już rzadkością. Wyzbierałam też gąski zielonki, które uwielbiam marynować.

Szybko okazało się jednak, że las przygotował dla mnie znacznie bardziej urozmaiconą ofertę. Oprócz gąsek trafiłam na maślaka sitarza, zajączka, podgrzybka brunatnego, a nawet borowika szlachetnego, czyli prawdziwka.

Ten ostatni sprawił mi największą radość. Prawdziwki kojarzą mi się przede wszystkim z wcześniejszą częścią sezonu, dlatego znalezienie jednego 2 listopada było wyjątkowo miłym akcentem. Rzadko można pochwalić się takim okazem na początku miesiąca, w którym zwykle zjawia się już pierwszy śnieg.

Co ciekawe, grzyby były w dobrym stanie. Nie były nasiąknięte wodą ani spleśniałe, a większość nie miała robaków. Choć to pewnie ostatni dzwonek na jędrne okazy, nadal można na nie liczyć. 

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Dlaczego grzyby wciąż rosną w listopadzie? Nie zawsze rządzi data

Wielu grzybiarzy kończy sezon wraz z październikiem, ale grzyby nie mają przecież kalendarza. O tym, czy nadal pojawiają się w lesie, decydują przede wszystkim temperatura i wilgotność podłoża oraz przebieg pogody w poprzednich tygodniach.

Jeśli jesień jest łagodna, a ziemia nie zdążyła mocno przemarznąć, nawet w listopadzie można znaleźć gatunki kojarzone z wrześniem i październikiem. Prawdziwki czy podgrzybki występują wtedy znacznie rzadziej, ale nie jest to niemożliwe.

Listopad to również naturalny sezon na gąski. Siwki potrafią pojawiać się nawet w grudniu, szczególnie na piaszczystych terenach pod sosnami. Podobnie bywa z zielonkami, choć te są jeszcze trudniejsze do znalezienia, bo kolor ich kapeluszy zlewa się z barwą opadłych liści. To gatunki, które nie boją się niższych temperatur i można je zbierać nawet po pierwszych przymrozkach.

Jakie jeszcze grzyby można wypatrzyć późną jesienią?

W listopadzie warto wypatrywać nie tylko gąsek, podgrzybków czy ostatnich prawdziwków. W lasach można jeszcze znaleźć opieńki, boczniaki ostrygowate, płomiennice zimowe i wodnichy późne.

Szczególnie ciekawe są boczniaki, które rosną na pniach i obumarłych drzewach liściastych, często w charakterystycznych skupiskach. Z kolei płomiennice zimowe potrafią pojawiać się nawet po przymrozkach. 

Warto więc zaglądać nie tylko pod sosny, ale również na martwe drewno i w okolice starych pniaków. Pamiętaj jednak, że późnojesienne gatunki mają trujące sobowtóry, dlatego zbieraj wyłącznie grzyby, które potrafisz bezbłędnie rozpoznać.