Jeszcze niedawno trzeba było wiedzieć, gdzie szukać tego borowika, a najlepiej wybrać się w konkretny rejon Polski. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Grzybiarze coraz częściej wracają ze zbiorów z całymi koszami charakterystycznych, smukłych okazów, które zdążyły już dorobić się swojskiej, potocznej nazwy – „amerykańce”. Są jadalne, smaczne i niezwykle ekspansywne. Czy ich błyskawiczna kariera w naszych lasach może zagrozić prawdziwkom i innym rodzimym grzybom?

Skąd „amerykaniec” wziął się w polskich lasach?

Tak grzybiarze nazywają złotoborowika wysmukłego (Aureoboletus projectellus), spotykanego również pod nazwami złotak wyniosły i borowik wrzosowy. Jego naturalnym domem jest Ameryka Północna. W ciągu kilkunastu lat zdołał jednak świetnie urządzić się również w Polsce.

W Europie pojawił się stosunkowo niedawno. Pierwsze stanowisko udokumentowano w 2007 roku – grzyb znaleziono w Mierzei Kurońskiej na Litwie. Jak przebył Atlantyk, nie wiadomo na pewno. Jedna z hipotez zakłada, że został przypadkowo zawleczony przez człowieka.

Do Polski dotarł niewiele później. Jego pierwszym królestwem stało się Pomorze, szczególnie okolice Łeby i latarni Stilo koło Sasina. Przez kilka lat „amerykaniec” pozostawał przede wszystkim nadmorską ciekawostką. Występował tam jednak tak licznie, że zaczął przyciągać grzybiarzy z innych części kraju. Niektórzy przyjeżdżali nad Bałtyk właśnie po niego.

Trudno się dziwić. Złotoborowik jest jadalny, a przy sprzyjających warunkach potrafi wyrastać całymi grupami. Tyle że z czasem najwyraźniej uznał, że nad Bałtykiem robi się dla niego za ciasno.

Znad morza ruszył w głąb Polski

Do 2016 roku niemal wszystkie potwierdzone polskie obserwacje złotoborowika pochodziły z Pomorza. Od 2017 roku zaczął jednak coraz szybciej pojawiać się w głębi kraju.

Skala tej wędrówki robi wrażenie. Badanie opublikowane w 2025 roku przyniosło informacje o 56 wcześniej nieodnotowanych stanowiskach, a obecność gatunku potwierdzono łącznie w 60 powiatach. Jego zasięg przesunął się ponad 600 km w głąb Polski.

Szczególnie ciekawie wygląda sytuacja na południowym wschodzie. Złotoborowiki znajdowano między innymi w lasach na północ od Rzeszowa. Grzyb zadomowił się tam do tego stopnia, że badacze natrafili na niego nawet na rzeszowskim targu. 

Ekspansję złotoborowika amerykańskiego świetnie widać w mediach społecznościowych. Gdy zaobserwować grupy grzybiarzy z całej Polski, można się przekonać, że prawie co drugi post dotyczy właśnie tych wysmukłych okazów, a w dodatku zbieracze chwalą się imponującymi łupami.

Wystarczy zajrzeć choćby na fanpage na Facebooku Grzybiarzwlesie (filmik poniżej). Okazuje się, że kosze pełne wyłącznie dorodnych borowików zza oceanu są coraz częstszym widokiem.

Chcesz znaleźć „amerykańca”? Szukaj sosny, piachu i wrzosów

Złotoborowik żyje w związku z korzeniami drzew, a w Europie wyjątkowo dobrze dogadał się z sosną zwyczajną. Szczególnie lubi piaszczyste podłoże oraz wrzosowiska. 

Sam grzyb wygląda dość charakterystycznie. Nie jest pękaty jak dorodny prawdziwek. Ma smukłą sylwetkę, brązowy lub cynamonowy kapelusz i długi, mocno bruzdowany trzon. Pod kapeluszem znajdują się żółtawe, później oliwkowe rurki.

Najbardziej interesujące dla grzybiarzy jest oczywiście to, że nadaje się do jedzenia. W miejscach, w których występuje licznie, szybko został zaakceptowany jako pełnoprawny grzyb do koszyka. Pomogło mu również to, że potrafi owocnikować naprawdę obficie.

Fot. Adobe Stock, Irina

Czy „amerykaniec” może wygryźć prawdziwki?

Złotoborowik jest w Polsce gatunkiem obcym, który bardzo szybko zwiększa swój zasięg. Badacze wskazują, że sposób jego rozprzestrzeniania przypomina typową inwazję biologiczną: po kilku latach stosunkowo spokojnej obecności następuje gwałtowna ekspansja na nowe tereny.

Stąd pojawia się pytanie, czy sukces „amerykańca” może oznaczać problemy dla naszych grzybów. Obawy dotyczą przede wszystkim konkurencji z rodzimymi gatunkami mikoryzowymi, które również korzystają z sosen. Wśród nich znajduje się chociażby uwielbiany przez grzybiarzy borowik szlachetny.

Na razie nie ma jednak dowodów, że złotoborowik rzeczywiście wypiera prawdziwki z polskich lasów. Nie ma więc powodu ogłaszać, że za kilka lat będziemy zbierać wyłącznie „amerykańce”. Błyskawiczna ekspansja gatunku sprawia jednak, że naukowcy uważnie mu się przyglądają.

Źródło: facebook.com/grzybiarzwlesie