Przyznam, że kiedyś popełniłem w tym temacie gruby błąd. W środku letniego upału postanowiłem ugotować rosół dokładnie tak, jak robiłem to zwykle w inne pory roku.
Gar bulgotał przez kilka godzin, kuchnia zamieniła się w saunę mimo intensywnej pracy okapu, a domownicy zgodnie stwierdzili, że podniosłem temperaturę w domu: zarówno dosłownie, jak i w przenośni, irytując wszystkich swoim pomysłem. Sam również po kilku godzinach miałem serdecznie dość buchającego gorąca. Wcale nie zrezygnowałem jednak z rosołu latem. Zamiast tego zmieniłem sposób jego przygotowywania.
Jak gotować rosół w upały?
Najważniejsza zasada jest prosta: nie gotuj rosołu w samo południe. Znacznie lepiej nastawić garnek wieczorem, gdy na dworze robi się chłodniej lub z samego rana. Długie, spokojne gotowanie jest wtedy znacznie bardziej komfortowe i nie zamienia kuchni w rozgrzane piekło.
Po ugotowaniu zupy wieczorem pozwól rosołowi spokojnie ostygnąć, a następnie wstaw go do lodówki. Następnego dnia wystarczy podgrzać tylko taką ilość, jaką planujesz zjeść. Nie musi być bardzo gorący. Latem znacznie przyjemniej smakuje podany w umiarkowanej temperaturze, dzięki czemu nie daje uczucia dodatkowego rozgrzania organizmu.
Warto też zadbać o lekkość samej zupy. Nie przesadzaj z ilością dodatków, bo latem ciężkie porcje po prostu mniej smakują. Rosół ma być aromatyczny, ale jednocześnie świeży i delikatny. Dzięki temu nawet podczas największych upałów pozostaje przyjemnym obiadem, a nie kulinarnym wyzwaniem.
Jak podawać rosół w gorące dni?
To właśnie sposób podania najbardziej zmienił moje podejście do letniego rosołu. Zamiast tradycyjnej, ogromnej porcji makaronu, gotuję i podaję go znacznie mniej. Dodatkowo coraz częściej zastępuję klasyczny makaron pszenny lżejszym makaronem ryżowym, który sprawia, że cała zupa wydaje się delikatniejsza i bardziej letnia.
Drugim patentem jest duża ilość świeżej zieleniny. Szczypiorek, natka pietruszki czy nawet mniej oczywisty koperek i kolendra dodają wywarowi świeżości i sprawiają, że smakuje zupełnie inaczej niż zimą. Nie żałuję zielonych dodatków, bo właśnie one nadają tej wersji lekkości.
Największe zaskoczenie z talii moich rosołowych asów budzi jednak plaster cytryny lub limonki. Podpatrzyłem ten pomysł w azjatyckich zupach, takich jak pho. Kilka kropel soku wyciśniętego z cytryny delikatnie przełamuje smak rosołu i dodaje mu orzeźwiającego charakteru. To niewielka zmiana, ale efekt jest naprawdę wyraźny.
Getty Images, Olga Peshkova
Dzięki temu wszystkiemu można spokojnie delektować się smakiem rosołu nawet wtedy, gdy termometr pokazuje ponad 30 stopni. W moim domu taka letnia wersja rosołu wygrała z chłodnikami. Teraz, gdy tylko robi się gorąco, nikt nie pyta, czy będzie zimna zupa. Wszyscy pytają tylko, czy do rosołu będzie cytryna czy limonka.


Obserwuj nas na Google














