Przez lata widziałam dziesiątki sposobów na rosół. Opalanie cebuli, odpowiednie proporcje mięsa i warzyw czy powolne gotowanie to dla mnie żadna nowość. Dlatego sądziłam, że w kwestii tej zupy trudno mnie jeszcze czymś zaskoczyć. A jednak mojej mamie się udało. Gdy zobaczyłam, co zamierza wrzucić do garnka, miałam ochotę złapać ją za rękę i błagać, żeby tego nie zrobiła. Efekt mocno mnie zaskoczył. 

Rosół wychodzi blady? Winny nie zawsze jest brak opalanej cebuli

Najczęstszym powodem bladego rosołu jest po prostu zbyt duża ilość wody w stosunku do mięsa i warzyw. Jeśli wlejesz jej za dużo, otrzymasz słabszy wywar zarówno pod względem smaku, jak i koloru.

Znaczenie mają też składniki. Marchew nadaje wywarowi ciepłą barwę, a cebula opalona nad palnikiem lub na suchej patelni pogłębia ją i sprawia, że rosół wygląda znacznie bardziej apetycznie. Nie przesadzaj jednak z przypalaniem cebuli, bo zamiast pięknego koloru możesz uzyskać gorzkawy posmak. Zwykły marketowy, zwykle bledziutki kurczak również nie pomaga. Dużo lepszy dla koloru (i dla smaku rosołu) będzie kurczak kukurydziany lub wiejska kura (widuję takie na swoim bazarku, zwykle mają lekko żółtą skórkę). 

Ważne jest również samo gotowanie. Rosół powinien tylko delikatnie „pyrkać”. Mocne bulgotanie nie sprawi, że szybciej nabierze koloru, za to może zmętnieć. Daj mu czas i nie mieszaj bez potrzeby.

Zobaczyłam, co mama wrzuca do rosołu. Chciałam natychmiast ją powstrzymać

Pewnego dnia mama wyjęła kawałek surowego buraka. Byłam przekonana, że za chwilę zrobi z rosołu czerwony barszcz. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takim sposobie, choć jako redaktorka kulinarna zetknęłam się już z naprawdę najróżniejszymi patentami.

Mama ze spokojem powiedziała, że znalazła tę poradę wiele lat temu w gazecie. Zaczęłam więc szukać i szybko okazało się, że patent z buraczkiem nie jest jej kulinarnym dziwactwem. Sposób krąży po internecie trochę pocztą pantoflową. 

Największe było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam efekt. Początkowo rosół zrobił się lekko różowy. Byłam pewna, że właśnie spełnia się mój najgorszy scenariusz. Po dalszym spokojnym gotowaniu kolor zaczął jednak zmieniać się w ciepły, głęboki odcień złota.

Kawałek buraka wystarczy. Tutaj liczą się czas i umiar

Jeśli chcesz wypróbować sposób mojej mamy, nie wrzucaj do garnka całego buraka. Na około 3 litry rosołu wystarczy niewielki kawałek surowego, obranego warzywa - mniej więcej 2-3 cm lub cienki plaster. Przy okazji możesz skroić więcej i zrobić zakwas do picia lub skroić na sałatkę na ciepło - na duszone buraczki do drugiego dania. 

AdobeStock Photographee.eu

Dodaj go pod koniec gotowania, kiedy rosół jest już właściwie gotowy i ma odpowiedni smak. Gotuj całość bardzo spokojnie przez około 10-15 minut i obserwuj kolor. Na początku może pojawić się różowawy ton, dlatego nie panikuj i nie dolewaj niczego do garnka.

Po mniej więcej kwadransie wyłów buraka. Nie zostawiaj go w rosole na długo, bo może zbyt mocno zabarwić wywar i zacząć wpływać na jego smak. Ten patent ma jedynie delikatnie podkręcić barwę, a nie zmienić rosół w barszcz. Jeśli zależy ci na kolorze przypominającym bursztyn, połącz ten trik z opaloną cebulą, odpowiednią ilością marchewki i cierpliwym gotowaniem na minimalnym ogniu.