Jeszcze kilka lat temu zawsze obierałam pomidory klasycznie, jak nauczyła mnie mama. Nacinanie na krzyżyk, wrzątek, zimna woda, zdejmowanie skórki palcami. Działało, ale tylko wtedy, gdy miałam więcej czasu i cierpliwości. Najbardziej irytowało mnie jednak to, że przy marnych dwóch pomidorach trzeba było brudzić pół kuchni i zużywać energię elektryczną. Dopiero później odkryłam metodę, która sprawdza się lepiej przy codziennym pichceniu na szybko i, co najważniejsze, nie zmienia konsystencji pomidorów.
Trik, który działa nawet przy bardzo dojrzałych pomidorach
Największy problem z pomidorami polega na tym, że ich skórka jest cienka, śliska i mocno przylega do miękkiego miąższu. Zwykły nóż często tylko rozrywa powierzchnię, a klasyczna obieraczka ślizga się po skórce, zamiast ją podważyć. Efekt zwykle jest ten sam – sok na dłoniach i pomidor, który bardziej przypomina przecier niż składnik do sałatki czy sosu.
Dlatego od dawna używam karbowanej obieraczki. Ma drobne ząbki, które łatwiej chwytają skórkę i nie wymagają mocnego nacisku. Dzięki temu można obrać pomidora całkowicie na surowo, bez sparzania albo wcześniejszego wkładania do zamrażarki.
Najlepiej sprawdzają się spokojne, krótkie ruchy. Nie trzeba dociskać ostrza ani próbować ściągać skórki jednym długim pasem. Wystarczy lekko prowadzić ostrze po powierzchni. Skórka schodzi cienko, a miąższ zostaje praktycznie nienaruszony.
To szczególnie przydatne przy pomidorach malinowych i dużych letnich odmianach. Są soczyste, delikatne i po sparzeniu często robią się zbyt miękkie. Przy obieraniu na surowo zachowują jędrność i świeży smak.
Dlaczego wrzątek nie zawsze się sprawdza?
Parzenie pomidorów ma sens wtedy, gdy trzeba obrać ich naprawdę dużo. Jeśli jednak przygotowujesz szybki sos, sałatkę albo kilka kanapek, cała procedura z gotowaniem wody bywa zwyczajnie męcząca.
Przez lata najbardziej przeszkadzało mi to, że pomidory po sparzeniu często robiły się bardziej wodniste, wystarczyła chwila nieuwagi i lekkie przeciągnięcie. Przy sosie nie ma to znaczenia, ale przy świeżych daniach różnica jest już wyraźna. Pomidor obrany na surowo zachowuje naturalną strukturę i nie rozpada się podczas krojenia.
Duży plus tej metody to też szybkość. Nie trzeba czekać na zagotowanie wody ani chłodzić pomidorów w misce z lodem. W praktyce obrane dwa czy trzy pomidory są gotowe szybciej, niż zdążyłaby zagotować się woda w czajniku.
Co zrobić, żeby z pomidorów nie wyszła papka?
Przy pomidorach łatwo przesadzić z siłą. Wiele osób próbuje obierać je tak samo jak ziemniaki. Tymczasem tutaj najważniejsza jest delikatność. Ząbkowana obieraczka ma sama złapać skórkę. Jeśli mocno ją dociskasz, zacznie wycinać miąższ i pomidor szybko straci kształt.
Znaczenie ma też stopień dojrzałości. Najlepiej obiera się pomidory jeszcze ciągle jędrne. Bardzo miękkie egzemplarze mogą się gnieść pod palcami. Wtedy lepiej przeznaczyć je od razu na sos albo przecier.
Czasem problemem jest również tępe ostrze. Nawet dobra ząbkowana obieraczka po czasie traci na jakości. Jeśli zaczyna szarpać skórkę, zamiast ją płynnie zdejmować, warto ją wymienić.
Ja zwykle zaczynam obieranie od boku pomidora, a miejsce przy szypułce zostawiam na koniec. Dzięki temu łatwiej utrzymać owoc stabilnie w dłoni i nic się nie rozgniata.
Patent nie tylko do pomidorów
Ząbkowana obieraczka świetnie radzi sobie także z innymi śliskimi owocami i warzywami. Bardzo dobrze obiera brzoskwinie, nektarynki czy kiwi. Przydaje się też do cienkiej skórki papryki, zwłaszcza gdy nie chce się jej piec ani przypalać nad ogniem.
To jeden z tych kuchennych gadżetów, które często leżą zapomniane w szufladzie, a potrafią naprawdę ułatwić codzienne gotowanie. Sama długo traktowałam ją jak zbędny dodatek. Dzisiaj używam jej częściej niż zwykłej obieraczki do warzyw.

















