W polskiej tradycji często skupiamy się na przyprawach, które znamy od pokoleń. Jałowiec, liść laurowy czy ziele angielskie mają swoje stałe miejsce w marynatach i pieczeniach. Tymczasem w regionach śródziemnomorskich od dawna ceniono owoce pewnej rośliny, którą u nas kojarzono przede wszystkim z ważnymi uroczystościami rodzinnymi. Jej gałązki trafiały do wianków i dekoracji, a szczególnie często pojawiały się w bukietach panien młodych, gdzie symbolizowały miłość i nadzieję. Dziś mało kto zdaje sobie sprawę, że oprócz wartości sentymentalnej ma również kulinarne oblicze.

Kulinarny skarb południa Europy

Mowa o mircie zwyczajnym (Myrtus communis), wiecznie zielonym krzewie rosnącym przede wszystkim w krajach basenu Morza Śródziemnego. Choć dziś kojarzony jest głównie z ogrodami i dawnymi tradycjami, przez stulecia był cenioną rośliną użytkową. Co ciekawe, w starożytnym Rzymie mirt należał do najważniejszych roślin aromatycznych, a jego owoce i liście wykorzystywano w kuchni, jeszcze zanim pieprz stał się powszechnie dostępną przyprawą. Z tego powodu mirt trafiał do mięs, farszów i wyrobów wędliniarskich, gdzie pomagał podkreślać smak potraw.

W przeciwieństwie do wielu przypraw sprowadzanych z odległych krajów mirt był łatwo dostępny dla mieszkańców południowej Europy. Jego jagody zbierano jesienią i zimą, a następnie suszono, dzięki czemu mogły być wykorzystywane przez wiele miesięcy. Do dziś w niektórych regionach Włoch i na Sardynii uchodzą za lokalny specjał, choć poza obszarem Morza Śródziemnego pozostają mało znane. 

Jakie miejsce zajmuje mirt w kuchni śródziemnomorskiej?

Jagody mirtu najmocniej zakorzeniły się w kuchni Sardynii i Korsyki. To właśnie tam od wieków aromatyzuje się nimi pieczone mięsa, dziczyznę oraz lokalne wędliny. Mirt jest także związany z historią włoskiej mortadeli – zanim pieprz stał się łatwo dostępny, owoce tej rośliny wykorzystywano do nadawania wyrobom aromatu. Zresztą sama nazwa „mortadela” jest czasem wiązana z łacińskim myrtatum (przyprawione mirtem), choć ta etymologia jest sporna.

Na Sardynii szczególne miejsce zajmuje porceddu, czyli tradycyjny pieczony prosiak. Mięso często piecze się na gałązkach mirtu lub przykrywa je nimi później, dzięki czemu nabiera charakterystycznego zapachu. Ciekawostką jest również tradycja z Kalabrii, gdzie gałązki mirtu wykorzystywano podczas przygotowywania suszonych fig. Najbardziej znanym produktem związanym z mirtem pozostaje jednak sardyński mocny trunek, powstający z dojrzałych jagód.

Fot. Adobe Stock, fkruger

Dlaczego warto wymienić jałowiec na owoce mirtu?

Miłośnicy pieczeni i dziczyzny doskonale znają jałowiec. To jedna z najpopularniejszych przypraw do cięższych mięs. Jagody mirtu mogą jednak stanowić ciekawą alternatywę.

Ich aromat jest bardziej złożony i subtelniejszy. Nie dominuje potrawy tak mocno jak jałowiec, dzięki czemu łatwiej podkreśla naturalny smak mięsa. Świetnie komponuje się z wieprzowiną, jagnięciną, kaczką czy dziczyzną. Dobrze współgra z czosnkiem, rozmarynem oraz tymiankiem. Podczas pieczenia jagody stopniowo oddają aromat, który nadaje potrawie ciekawej głębi i śródziemnomorskiego charakteru.

Jagody mirtu w codziennych potrawach

Najprostszym sposobem jest dodanie ich do marynaty. Rozgniecione owoce można połączyć z oliwą, czosnkiem i ulubionymi ziołami, a następnie natrzeć nimi mięso przed pieczeniem. Dobrze sprawdzają się również w gulaszach oraz w długo gotowanych sosach.

Jagody mirtu można dodawać także do konfitur, chutneyów i wytrawnych przetworów podawanych do mięs. W krajach śródziemnomorskich często wykorzystuje się je tam, gdzie w Polsce sięga się po jałowiec lub ziele angielskie.

Choć w naszych sklepach nadal nie należą do najpopularniejszych przypraw, coraz częściej można znaleźć je w sklepach z produktami śródziemnomorskimi i zielarskimi. Warto dać im szansę. To jeden z tych składników, który potrafi odmienić smak pieczeni, a jednocześnie ma za sobą historię znacznie ciekawszą niż większość przypraw stojących na kuchennej półce.