Nie ma co owijać w bawełnę – wchodząc do Biedronki, na pewno nikt nie czuje się jak w delikatesach w stylu gourmet, gdzie panuje przyjemny półmrok i spokojna atmosfera, a z głośników sączy się przystępny jazz. Ale charakterystyczny rozgardiasz w przyjaznym markecie to cena, jaką płacimy za tanie zakupy i ogrom asortymentu.

Nie oznacza to jednak, że w Biedronce nie da się znaleźć produktu, którego nie powstydziłaby się elegancka restauracja. Gdy zobaczyłam te paczki wyróżniające się lśniącym, czarnym „pokrowcem”, od razu wiedziałam, że wylądują w moim koszyku. Musiałam się powstrzymywać, żeby poprzestać na jednej sztuce.

Powiew luksusu w dyskoncie – wyjątkowa krewniaczka pizzy

Pinsa już od jakieś czasu robi furorę w większości marketów. Z restauracyjnego hitu stała się częstą bywalczynią działów z włoskimi produktami w Biedronce czy Lidlu. Stanowi gotowy pomysł na danie, a jednocześnie nie jest typowym „gotowcem” – powstaje z tradycyjnej receptury, bez zbędnych spulchniaczy i można tworzyć z niej dowolne kompozycje. 

Ale pinsa z dodatkiem trufli jest dla mnie nowością. To luksusowy grzyb, który na świeżo kosztuje krocie i jest jednym z najdroższych składników kulinarnych świata. Zazwyczaj spotyka się go w dobrych restauracjach albo w formie przetworzonej – w paście lub oliwie, gdzie są jego śladowe ilości. Nie bez powodu ten wariant pinsy należy do serii gourmet. 

Jej ogromną zaletą jest łatwość i szybkość przygotowania. Wystarczy włożyć ją do piekarnika lub air fryera na około 10 minut. Przyjmie praktycznie każdy dodatek. Na czele z serem, ale można też kombinować między innymi z salami lub szynką parmeńską, suszonymi pomidorami i ziołami.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Sztuczny aromat czy naturalny dodatek?

Jeśli chodzi o produkty truflowe, łatwo dać się oszukać, bo często efekt zawdzięczają syntetycznym związkom chemicznym, które niewiele mają wspólnego z grzybem z włoskich lasów. Od razu zaciekawiona sprawdziłam skład pinsy. I owszem, znajduje się w niej aromat, ale jest też dobra wiadomość – zawiera suszoną czarną truflę. Nie jest to ogromny procent, bo zaledwie 0,1%, ale już niewielka ilość tego niezwykłego grzyba potrafi zrobić dużo.

Pinsa rzeczywiście jest bardzo aromatyczna, zwłaszcza po podgrzaniu, i nie smakuje w żaden sposób sztucznie. To świetny produkt dla tych, którzy chcieliby spróbować trufli w przystępnej formie, zwłaszcza, że placek nie jest drogi.

Gdzie szukać tego produktu gourmet i ile trzeba zapłacić?

Pinsa truflowa to produkt firmy 33 Fine Foods, która sprowadza perełki włoskiej kuchni i dzieli się nimi z polskim konsumentem. W portfolio marki i w Biedronkach można znaleźć także inne warianty, między innymi pinsę z peperoncini lub czosnkiem, pinsę mini oraz pełnoziarnistą.

Opakowanie o wadze 230 g to koszt około 12–13 zł (w zależności od obowiązującej oferty). Wystarczy na posiłek dla 2 osób, jeśli pinsa zostanie urozmaicona dodatkami jak klasyczna pizza. Można też pokroić ją w kwadraciki i podać jako przekąskę lub dodatek do zup.