Stwierdzenia, że Amerykanie odkryli swoim przepisem na gulasz Europę, użyłam oczywiście przewrotnie i trochę kąśliwie – mieszkańcy Stanów Zjednoczonych bowiem stereotypowo o Starym Kontynencie wiedzą zaskakująco niewiele. Tak naprawdę wielu miłośników tej potrawy może nawet nie zdawać sobie sprawy, że w rzeczywistości pochodzi z ona Węgier, nawet jeśli po drodze przeszła swoistą metamorfozę. Choć nazewnictwo jest znamienne – w oryginale gulyás, dla Amerykanów goulash. Różnica jest pozornie niewielka, ale w garnku gotuje się coś zgoła innego.

Kilka słów o prawdziwym węgierskim gulaszu

Tutaj raczej nic cię nie zdziwi, bo autentyczna węgierska wersja gulaszu jest zdecydowanie bliższa sercom Polaków niż ta amerykańska, o której za chwilę.

Zestaw obowiązkowy w garnku to: soczyste i miękkie kawałki długo gotowanej wołowiny, cebula oraz sproszkowana papryka smażona wcześniej w tłuszczu. Wszystko kąpie się w sosie na mięsnym wywarze z dodatkiem warzyw: pomidorów, papryki i marchewki.

Węgierski gulasz serwuje się z ziemniakami, kładzionymi kluskami lub pieczywem. Potrawa jest rozgrzewająca, sycąca, treściwa, aromatyczna, dobrze doprawiona i niezbyt gęsta – nie zaprawia się jej mąką ani śmietaną. 

To tyle na wstępie, dla przypomnienia i porównania. Teraz przejdźmy do tego, co wydarzyło się na talerzach amerykańskich smakoszy i dlaczego doszło do takich przemian. 

Jak Amerykanie przyrządzają gulasz?

Różnice stają się oczywiste, gdy tylko spojrzeć na poniższe zdjęcie. W oczy rzuca się przede wszystkim makaron kolanka – dodatek może niespecjalnie dziwny, ale mocno kojarzący się z amerykańskimi potrawami, takimi jak mac and cheese. 

Zamiast soczystych kawałków mięsa, obsmażonych, a potem gotowanych do miękkości, w garnku ląduje mięso mielone. Które nie potrzebuje długiej obróbki ani specjalnego traktowania, więc danie staje się proste i szybkie. 

Sos jest wyraźnie pomidorowy. Zresztą wiele przepisów wykorzystuje nie tylko samo warzywo (najczęściej z puszki lub w formie przecieru), ale także koncentrat, przez co danie różni się od oryginalnego zarówno barwą, jak i smakiem.

Z węgierskiego gulaszu zachowały się papryka – zarówno przyprawa, jak i warzywo – oraz esencjonalny wywar wołowy. Co ciekawe, amerykańską wersję często doprawia się także włoskimi ziołami i podaje z tartym serem.

Fot. Adobe Stock, myviewpoint

Skąd wzięła się ta jednogarnkowa hybryda?

Jak już wspomnieliśmy sobie na wstępie, amerykańska kuchnia to jeden wielki kulturowy kocioł. Niektóre potrawy zakorzeniły się w niej i przekształciły na tyle, że czasem trudno już prześledzić, co tak naprawdę się wydarzyło. W przypadku gulaszu można się jednak domyślać.

Przepis na rozgrzewającą potrawę z mięsem o historii sięgającej zwyczajów madziarskich pasterzy sprzed tysiąca lat, przywieźli ze sobą węgierscy imigranci do Ameryki na początku XX wieku. Co stało się dalej? Danie zaczęło żyć własnym życiem, ulegając wpływom niezwykle popularnej wówczas w Stanach kuchni włoskiej.

W ten sposób do garnków zamiast gulaszowej wołowiny zaczęło trafiać mielone mięso, a ziemniaki zostały wyparte przez makaron. Pomidory stały się jednym z głównych składników nie tylko ze względu na swoją popularność w kuchni włoskiej, ale także dlatego, że były tanie i łatwo dostępne.

W rezultacie węgierski gulasz zmienił się prawie nie do poznania w gęstą potrawkę z papryką i krótkim makaronem. Właściwie przypominałaby bolognese, gdyby nie dodatki i wybór kolanek zamiast spaghetti. 

Choć potrawa łamie zasady oryginalnego węgierskiego przepisu, nie da się odmówić jej smakowitości. Mięso, sos pomidorowy, papryka i makaron w końcu grają ze sobą doskonale, niezależnie jaką nazwę wspólnie sobie ustalą.