Do dziś pamiętam, jak mama robiła mnie w konia, podsuwając mi do ust łyżkę, mówiąc coś w stylu: konduktor wpuszcza do pociągu tylko dzieci, które zjadły całe śniadanie. To był dzień, kiedy mieliśmy jechać do mojej ukochanej babci, a przede mną na stole stał talerz znienawidzonej przeze mnie potrawy. Prawdę mówiąc, ta domowa nie była taka zła i z czasem już nie kaprysiłam, ale przedszkolna wersja do dzisiaj śni mi się po nocach. I nie są to sny przyjemne. Cóż takiego wspominam w ten sposób? Codzienność PRL-u.

Zupa mleczna: symbol PRL

Dla jednych to mniej lub bardziej przyjemnie kojarzony smak dzieciństwa i domowych lub przedszkolnych poranków. Dla innych kulinarna trauma sprzed lat. Ten, kto nie mierzył się z rosnącymi w gardle grudkami kaszy manny na mleku lub śliskimi jak dżdżownice po deszczu kluskami w mleku, ten nie wie, o czym mówię. Ale trzeba zupie mlecznej przyznać jedno – to było ciepłe i sycące danie, które dało się przygotować zawsze, bo akurat mleka za PRL-u nie brakowało.

W PRL zupa mleczna była traktowana jako pełnowartościowy posiłek, najczęściej podawano ją na śniadanie lub kolację. W wielu domach jadło się ją kilka razy w tygodniu, a czasem nawet codziennie. I szykowało się ją na różne sposoby, stałym składnikiem było jedynie ciepłe lub gorące mleko.

Rodzaje zup mlecznych w PRL-u

Zupa mleczna występowała za komuny w różnych, z konieczności przaśnych wersjach. Szykowało się ją z tym, co akurat było w domu lub co dotarło do kuchni w przedszkolu czy stołówce. Rozkoszować się można było zatem taki daniami jak:

  • Zupa mleczna z makaronem. Gorące mleko, a w nim zwykle drobny makaron. Luksusem był makaron w kształcie literek – jak słowo daję, taka wchodziła jakoś łatwiej. Nieco mniej smakowało mleko ze zwykłymi kluskami w postaci świderków czy połamanych na krótsze odcinki tasiemek lub niteczek.
  • Zupa mleczna z ryżem. Bardzo popularna w domach i stołówkach. Ryż gotowano bezpośrednio w mleku lub wcześniej w wodzie. Często była gęsta, niemal jak deser. U mnie w domu, na osłodę obowiązku zjedzenia takiej zupy, był syrop wiśniowy, którym mama skrapiała mi zawartość talerza. Było nieco bardziej kolorowo i apetycznie.
  • Zupa mleczna z kaszą manną. Jedna z najbardziej znienawidzonych przez dzieci, głównie przez grudki. W wersji dobrze zrobionej była jednak aksamitna i delikatna. W przedszkolu nie można było na taką liczyć, a moja mama wiedziała, że wystarczy w zupie jedna grudka i zupa dalej „nie wejdzie”, a wręcz szczęściem będzie, jeśli „nie wyjdzie z powrotem”.
  • Zupa mleczna z płatkami. Najczęściej z płatkami owsianymi lub kukurydzianymi. Szybka i tania, często serwowana na kolację. Pierwszy raz jadłam zupę mleczną ze słodkimi płatkami kukurydzianymi, gdy ciotka z Holandii przysłała nam paczkę z rarytasami. To było coś!
  • Zupa mleczna z kluskami lanymi lub zacierkami. Wersja wytrawna lub półsłodka, kojarzona raczej z domową kuchnią niż stołówkami.

Zupy mleczne można było jadać na słodko, czyli mleko bez soli lub z dodatkową porcją słodyczy w postaci cukru lub syropu owocowego. Czasami jednak jadało się je na słono, czyli to samo co zwykle (mleko + ryż lub kluski), ale z solą.

AdobeStock, Татьяна Пинкасевич

Gdzie serwowano zupy mleczne?

Ta potrawa była wszędobylska. W domach, przedszkolach, szkołach, internatach, w barach mlecznych. To było najłatwiej dostępne danie i naprawdę wiele ludzi się nim żywiło. Potrawa była też tania jak barszcz. Wystarczyło mieć parę groszy w kieszeni i na zupę mleczną w barze mlecznym zawsze wystarczyło.

W domach była często spotykana, ale nieobowiązkowa (szczęściarze, ci, co nie musieli jej często zajadać). W przedszkolach była, o ile dobrze pamiętam, codziennie. Oczywiście czasami z ryżem, czasami z kluskami, czasami z kaszą manną. Pamiętam, że postrachem dzieciaków (moim też!) były kożuchy z mleka, które zawsze szybko wykwitały na porcji zupy mlecznej.

Zupy mleczne królowały też w szkolnych i zakładowych stołówkach, sanatoriach, szpitalach. Nie ma się co dziwić, że stała się kulinarnym symbolem słusznie minionej epoki, bo częściej ją w tamtych czasach jadaliśmy niż kotlety mielone czy schabowe, a nawet częściej niż kanapki, przynajmniej na śniadanie.

Zupa mleczna na słodko

Oto klasyczna wersja domowa, dokładnie taka, jaką robiono w wielu kuchniach.

Do garnka wlej mleko i powoli podgrzewaj, pilnując, by się nie przypaliło. Gdy mleko zacznie się lekko gotować, wsyp makaron, ryż albo kaszę mannę, w zależności od tego, co wolisz. Gotuj na małym ogniu, często mieszając. Na koniec dodaj cukier do smaku i ewentualnie mały kawałek masła (tak robiła moja babcia). Zupa powinna być delikatna, kremowa i niezbyt gęsta.

Podawaj od razu, najlepiej na ciepło. Mieszaj często, żeby nie zrobił się kożuch. No chyba że ci on nie przeszkadza, to wtedy możesz poczekać, aż wystygnie, bez mieszania.

Zupa mleczna na słono z domowymi kluseczkami

Ta wersja była rzadziej spotykana w stołówkach, ale często szykowana w domach.

Zagotuj mleko z niewielką ilością soli. W osobnej misce wymieszaj jajko z mąką i odrobiną wody i soli, tak aby powstało dość gęste, ale lejące ciasto. Gdy mleko zacznie się gotować, cienkim strumieniem wlewaj ciasto, mieszając łyżką.

Kluseczki powinny się ściąć i wypłynąć na powierzchnię. Gotuj jeszcze chwilę, aż będą miękkie. Na koniec dodaj odrobinę masła. Zupa powinna być delikatna, lekko słona i bardzo sycąca.

Dlaczego warto i dzisiaj jeść zupy mleczne?

Poza kwestiami zdrowotnymi zupy mleczne mają wiele zalet, które nadal są aktualne:

  • szybko się je szykuje, są więc idealne na zabiegane poranki,
  • są tanie, nawet przy dzisiejszych cenach,
  • mają silny wymiar nostalgiczny, przypominają dom i dzieciństwo, przynajmniej starszym członkom społeczeństwa,
  • są lekkie, ale sycące, nie obciążają jak ciężkie dania,
  • można je łatwo modyfikować, zmieniając dodatki,
  • sprawdzają się szczególnie dobrze w chłodne dni.

Dobrze zrobiona zupa mleczna, bez grudek i przypaleń, potrafi być naprawdę smaczna. Dla jednych to powrót do przeszłości, dla innych odkrycie prostoty, której dziś często brakuje w kuchni. Bo nie oszukujmy się – mleko z granolą czy płatkami kukurydzianymi to nie jest prostota, to droga na skróty i raczej śniadaniowy fast food niż posiłek. A dobra zupa mleczna, zwłaszcza z domowymi lanymi kluseczkami, jest prawdziwym posiłkiem. Prostym, ale posiłkiem.