Te mrożone owoce w czekoladzie są wprost genialne. Kupiłam „na spróbowanie”, ale w kościach czułam już ekscytację i wiedziałam, że to będzie przepyszne. Teraz wrzucam do koszyka przy każdej wizycie w Lidlu albo Biedronce. Przy kasie upewniam się, że wylądują na końcu taśmy i nawet nie pakuję tej paczuszki do torby, tylko zabieram osobno. Otwieram opakowanie jeszcze zanim dojdę do domu, najczęściej w samochodzie pochłaniam całość.
Malina w czekoladzie ChillBerry z Lidla i Biedronki
Na pierwszy rzut oka może brzmi to banalnie: owoc oblany czekoladą. Tyle, że tutaj kilka szczegółów tak się łączy i komponuje, że smak jest po prostu bosku. Maliny (lub inne owoce) są mrożone, a cienka warstwa mlecznej czekolady przyjemnie chrupie i pęka przy pierwszym kęsie. W środku czeka lodowato-chłodny, ale już odmrożony, lekko kwaskowy owoc, który idealnie balansuje słodycz czekolady.
Ten produkt jest w stałej ofercie Lidla i Biedronki przynajmniej od kilku miesięcy, ale wypatrzyłam go na półce dopiero teraz. Może przez to, że zazwyczaj nie przeglądam dokładnie zawartości zamrażarek. Błąd, bo ominął mnie taki skarb.
Producent zaleca, by po otwarciu odczekać przed jedzeniem około 10–15 minut, wtedy smak jest najlepszy. W moim przypadku to po prostu czas robienia zakupów i czekania przy kasie. Czekolada delikatnie mięknie, a malina nie jest już lodowatym kamykiem, ale ma soczyste wnętrze. Efekt to deser, który smakuje jak coś z dobrej restauracji, a nie z zamrażarki w markecie.
Ta seria potrafi wciągnąć
Choć klasyczna malina w mlecznej czekoladzie to absolutny hit i mój ulubiony smak, w ofertach sklepów są także inne warianty owoców.
W sprzedaży można znaleźć między innymi inne owoce z marki Chill Berry:
- maliny w białej czekoladzie, trochę słodsze,
- borówki w mlecznej czekoladzie,
- melon w mlecznej czekoladzie (jakie to musi być przepyszne!),
- truskawki w białej czekoladzie,
- truskawki w mlecznej czekoladzie.
- ananas w białej czekoladzie,
- wiśnie w mlecznej czekoladzie,
- maliny w różowej czekoladzie,
- banany w mlecznej czekoladzie,
- mango w mlecznej czekoladzie, które łączy tropikalną nutę z klasyczną słodyczą kakao.
Ten przysmak potraktuję jako serię do przetestowania i będę czaić się na inne smaki. Pojedyncze opakowanie ma 150 g i kosztuje ok. 15 zł. To sporo, ale te słodycze są tak pyszne i zastępują mi inne słodkości, że zupełnie nie waham się czy wydać kolejne 15 zł.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Dlaczego ten produkt robi taką furorę?
Według mnie sekret tkwi w kontraście tekstur. Z jednej strony mamy czekoladę, która kojarzy się z ciężkim, sycącym deserem. Z drugiej owoc, który wnosi świeżość i kwasowość. Mrożona forma sprawia, że całość jest zaskakująco lekka i odświeżająca. Dzięki mrożeniu owoce w środku smakują jak świeżo przygotowane. Nie są kandyzowane, suszone, a realnie soczyste.
To dla mnie idealna alternatywa dla lodów. Nie kapie, nie wymaga łyżeczki, można ją zjeść w biegu – dokładnie tak robię po wyjściu ze sklepu. Kilka kulek wystarczy, by zaspokoić ochotę na coś słodkiego, bez poczucia, że właśnie zjadło się tabliczkę czekolady.
















