Pierwszy raz trafiłam na niego w Biedronce, zupełnie przypadkiem. Leżał obok innych owoców, pojawia się tam tylko od czasu do czasu, więc łatwo go przegapić. Nie był tak oczywisty jak mango czy ananas, raczej trochę nie na miejscu. Dopiero etykieta podpowiedziała, że to kuzyn kartofla i że raczej nie robi się z niego obiadu. To wystarczyło, żebym wrzuciła kilka sztuk do koszyka. Dopiero w domu wyszło, jak bardzo ten niepozorny produkt potrafi namieszać w smaku i zastosowaniach.
Czym wyróżnia się tamarillo na tle innych owoców?
Tamarillo na pierwszy rzut oka wygląda jak podłużny pomidor. I to porównanie będzie wracać często, bo to w końcu ta sama rodzina roślin. Skórka jest gładka, dość twarda, czasem lekko błyszcząca. Kolor zależy od odmiany, od czerwieni, przez bordo, aż po żółć. Już samo to sprawia, że trudno przejść obok niego obojętnie. Faktycznie jest spokrewnione i z ziemniakiem, i z pomidorem. Wszystkie należą do tej samej rodziny, czyli psiankowatych.
Po przekrojeniu widać galaretowaty środek z nasionami. Trochę jak w pomidorze, trochę jak w marakui, ale bez intensywnej kwasowości. Miąższ przy skórce jest bardziej zwarty i suchy, w środku miękki i soczysty. Skórki się nie je, bo jest gorzka i potrafi zepsuć całe wrażenie. Wystarczy przekroić owoc na pół i wybrać miąższ łyżeczką albo sparzyć i obrać jak pomidora.
To, co najbardziej go wyróżnia, to balans smaku. Tamarillo nie jest jednoznacznie słodkie. Ma w sobie kwasowość porzeczki, lekkość kiwi i delikatną goryczkę, która kojarzy się z grejpfrutem. Dzięki temu nie męczy, nawet jeśli użyjesz go w większej ilości. Dla mnie to owoc, który bardziej inspiruje niż zaspokaja ochotę na coś słodkiego.
Cena tamarillo potrafi się wahać i to dość mocno. Najczęściej spotykam je w cenie od około 6 do 10 zł za sztukę, w zależności od wielkości i miejsca zakupu. W popularnych marketach, takich jak Biedronka, pojawia się raczej okazjonalnie i wtedy cena bywa bardziej przystępna.
Adobe Stock, michaelnero
Jak smakuje i do czego go porównać?
Jeśli mam komuś wytłumaczyć smak tamarillo, zawsze mówię, żeby wyobraził sobie pomidora, który postanowił zostać owocem deserowym. Brzmi dziwnie, ale coś w tym jest. Kwasowość jest wyraźna, ale nie agresywna. Słodycz pojawia się dopiero po chwili i jest raczej subtelna. Do tego dochodzi lekka cierpkość, która fajnie czyści podniebienie.
W porównaniu do mango tamarillo jest dużo lżejsze i mniej kremowe. Z marakują łączy je świeżość i aromat, ale bez tej intensywnej perfumowości. Z kolei do śliwki jest mu blisko w wersji bardziej kwaśnej i surowej. To owoc, który dobrze odnajduje się w towarzystwie cukru, miodu albo syropu klonowego, ale sam z siebie też ma charakter.
Ja lubię próbować go na surowo, bez dodatków, żeby złapać jego naturalny smak. Potem łatwiej zdecydować, w którą stronę iść w kuchni.
Jak używać tamarillo w kuchni na słodko i na wytrawnie?
- Najczęściej trafia do deserów i to nie bez powodu. Tamarillo świetnie nadaje się na musy, kremy i sorbety. Wystarczy wybrać miąższ, dodać odrobinę cukru i zmiksować. Taki mus dobrze łączy się z jogurtem, sernikiem na zimno albo panna cottą. Lubię też nakładać go warstwami do szklanki z granolą.
- Dobrze sprawdza się w dżemach i konfiturach, szczególnie jeśli połączysz go z jabłkiem albo gruszką. One łagodzą kwasowość i zagęszczają całość. Tamarillo dodaje wtedy charakteru i koloru. Możesz zrobić z niego też sos do naleśników albo gofrów. Wystarczy podgrzać miąższ z odrobiną miodu i soku z cytryny.
- Na wytrawnie też potrafi zaskoczyć. Pasuje do sosów do pieczonych warzyw, serów pleśniowych i mięs. Ja czasem robię z niego szybki chutney z cebulą i imbirem. Nie dominuje, ale ładnie przełamuje tłustość. W kuchni to składnik, który zachęca do testów, a nie do trzymania się sztywnych przepisów.
Na co uważać i jak najlepiej go przygotować?
Najważniejsza zasada to nie jeść skórki. Nawet jeśli wygląda niewinnie, potrafi być naprawdę gorzka. Najprościej jest przekroić owoc i wyjąć środek łyżką. Jeśli chcesz użyć całego miąższu, sparz owoc wrzątkiem i zdejmij skórkę jak z pomidora.
Zwróć uwagę na dojrzałość. Zbyt twarde tamarillo będzie bardziej kwaśne i płaskie w smaku. Dojrzałe lekko ugina się pod palcami. Jeśli trafi ci się zbyt kwaśne, nie skreślaj go od razu. Cukier, miód albo nawet banan w deserze potrafią zrobić różnicę. Przechowuj je w lodówce, ale przed użyciem wyjmij na chwilę, żeby nabrało temperatury pokojowej. Smak jest wtedy pełniejszy.
















