Nie ukrywam, że do wszelkich słodyczowych nowinek mam szczególną słabość. Gdy tylko w sklepach pojawia się coś nietypowego, od razu budzi to moją ciekawość. Szczególnie interesują mnie produkty inspirowane zagranicznymi trendami, które jeszcze kilka lat temu były w Polsce praktycznie nieznane.
Tym razem zadanie okazało się jednak trudniejsze niż zwykle. Na trop nowego przysmaku trafiłem stosunkowo wcześnie, ale szybko okazało się, że nie jestem jedyną osobą, która chce go spróbować. Coraz większą popularnością w Polsce cieszą się bowiem słodycze z dodatkiem matchy. Młodzież doskonale zna ten składnik z kawiarni, deserów, lodów czy napojów i chętnie sięga po wszystko, co nawiązuje do tego modnego smaku.
Efekt? Kilka razy wracałem z zakupów z pustymi rękami. Dopiero po kolejnej wizycie w Lidlu udało się znaleźć ostatnie opakowanie leżące na półce. Po spróbowaniu pierwszego kawałka zrozumiałem, skąd bierze się całe zamieszanie. I w lot pojąłem, że autorowi tego przysmaku należą się najwyższe słowa uznania. Ale zanim o tym smakołyku, parę słów trzeba tu powiedzieć o matchy.
Moda na matchę
Jeszcze niedawno matcha była produktem kojarzonym głównie z Japonią i specjalistycznymi sklepami z herbatą. Dziś można ją znaleźć praktycznie wszędzie. Pojawia się w kawiarniach, cukierniach, lodziarniach, a nawet w supermarketach.
Co to takiego? Matcha to sproszkowana zielona herbata o bardzo charakterystycznym smaku. Łączy delikatną goryczkę z roślinnymi i lekko trawiastymi nutami. To właśnie ten nietypowy profil smakowy sprawia, że tak dobrze komponuje się ze słodkimi dodatkami. Szczególnie często zestawia się ją z białą czekoladą, która swoją kremowością i wysoką słodyczą łagodzi bardziej wyrazisty charakter herbaty.
Nie bez znaczenia jest również wygląd. Intensywnie zielony kolor od dawna działa na wyobraźnię konsumentów. Produkty z dodatkiem matchy wyróżniają się na sklepowych półkach i świetnie prezentują się na zdjęciach publikowanych w internecie. W czasach mediów społecznościowych taki detal potrafi mieć ogromne znaczenie.
Truskawki w białej czekoladzie i matchy - co to za produkt
Bohaterem całego zamieszania są liofilizowane truskawki oblane białą czekoladą z dodatkiem zielonej herbaty matcha o raczej mało zaskakującej nazwie Matcha Strawberry. Już samo połączenie brzmi interesująco, ale dopiero po przełamaniu pierwszego kawałka można zobaczyć, na czym polega jego urok.
Redakcja MojeGotowanie.pl
W środku znajduje się chrupiąca, lekka truskawka zachowująca intensywny owocowy smak. Na zewnątrz umieszczono grubą warstwę białej czekolady z dodatkiem matchy, która nadaje całości jasnozielony kolor i charakterystyczny aromat.
Najciekawszy okazuje się kontrast tekstur. Najpierw wyczuwalna jest gładka i słodka czekoladowa otoczka, a chwilę później pojawia się krucha struktura owocu. Dzięki temu produkt nie przypomina klasycznych draży ani tradycyjnych czekoladek.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Na uwagę zasługuje również balans smaków. Truskawka wnosi przyjemną owocową kwasowość, biała czekolada odpowiada za deserową słodycz, a matcha dodaje delikatnie herbacianego charakteru. Żaden z elementów nie dominuje całkowicie nad pozostałymi, co sprawia, że trudno poprzestać na jednej sztuce.
Liofilizowane owoce - przyszłość rynku słodyczy?
Coraz więcej producentów eksperymentuje z liofilizowanymi owocami i trudno się temu dziwić. Proces liofilizacji pozwala usunąć wodę z produktu przy zachowaniu jego kształtu, koloru i dużej części naturalnego smaku. Dzięki temu owoce stają się wyjątkowo lekkie i chrupiące.
To otwiera zupełnie nowe możliwości dla branży słodyczy. Klasyczne bakalie w czekoladzie od lat cieszą się popularnością, ale liofilizowane owoce oferują zupełnie inne doświadczenie. Są bardziej kruche, intensywniejsze w smaku i dają efekt, którego nie zapewniają tradycyjne suszone dodatki.
W ostatnich latach na rynku pojawiły się liofilizowane maliny, truskawki, jagody czy banany w różnych rodzajach czekolady. Wersja z dodatkiem matchy pokazuje jednak, że producenci coraz śmielej łączą kilka trendów jednocześnie. Jeśli zainteresowanie konsumentów utrzyma się na obecnym poziomie, podobnych eksperymentów można spodziewać się znacznie więcej.


Obserwuj nas na Google














