Szarlotka, wiewiórka, tarta tatin, „niewidzialne” ciasto, jabłka pod kruszonką, strucla, rolada – skromne owoce z polskiego sadu można przyrządzić na słodko w tylu wersjach, że gdy zacząć je wyliczać, zawrót głowy masz jak w banku. Tym bardziej dziwi, że zakochani w jabłeczniku Polacy prawie kompletnie zapomnieli o deserze o ponad 100-letniej historii, który nie dość, że daje zabłysnąć owocowemu nadzieniu, to jeszcze jest prosty, szybki i tani. Melszpejz (także: melszpajz) – słowo, które figuruje już głównie w starych słownikach – zasługuje na wielki powrót.
Melszpejz – co to takiego i dlaczego ma szansę powrócić?
Samo słowo melszpejz pochodzi z połączenia niemieckich wyrazów mehl (mąka) i speise (potrawa). Prościej się nie da, to oznacza zwyczajnie mączną zapiekankę. Mimo zachodniego źródłosłowu deser wywodzi się ze wschodu, a konkretnie z kuchni wileńskiej. I mimo językowego położenia nacisku na mąkę, nie ona odgrywa tu główną rolę. Deser często bazuje głównie na jajkach i przypomina suflet. Rośnie w piekarniku, ale potem naturalnie opada, zostawiając miękką, wilgotną pierzynkę.
Mąka w swoim czystym wydaniu jest na tyle nieistotna w starych przepisach, że mogą ją zastąpić sucharki, bułka tarta, okruszki ciasta, czerstwy chleb, a nawet naleśniki. Dzięki czemu deser jest nie tylko prosty i „fiaskoodporny ”, ale również pasuje do filozofii zero waste.
Zaciekawił mnie ten patent na jabłka, bo nie słyszałam o nim dotychczas w kontekście tradycyjnej polskiej kuchni, za to kojarzy mi się z anglosaskimi deserami takimi jak cobbler oraz bread pudding lub butter pudding, które przewijają się w internetowych przepisach, niepomne nawet, że mają swojego odpowiednika u nas.
Rośnie jednak zainteresowanie staropolskimi przepisami i twórcy contentu w mediach społecznościowych coraz częściej odkopują patenty z pożółkłych książek kucharskich. W ten sposób zresztą sama trafiłam na melszpejz i zaczęłam drążyć temat. Okazuje się, że receptury oparte na najprostszych technikach zasługują na uwagę i mają szansę powrócić w ramach zainteresowania kuchnią retro.
Różne oblicza melszpejzu
Melszpejz może być zapiekanką powstałą z lekkiego ciasta podobnego do biszkoptowego, którym pokrywa się plasterki jabłek. To deser trochę w stylu cobbler, gdzie nie trzeba się martwić kruchym spodem. Wystarczy wysmarować naczynie żaroodporne masłem i na jego dnie umieścić owoce. To deser delikatny i idealny do zajadania bezpośrednio z brytfanki, najlepiej z gałką lodów waniliowych.
Inna wersja to ciasto, które znam jako pudding chlebowy. Wystarczy ułożyć w foremce z jabłkami na przemian kawałki bułki, chałki, rogalików lub innego słodkiego pieczywa, a następnie oblać wszystko jajeczno-mleczną masą. W ten sposób powstaje szybka zapiekanka na słodko.
Z kolei przepis najbliższy kuchni kresowej i najczęściej przewijający się jako kulinarny „comeback” to jabłkowy melszpejz parzony. W którym główną rolę odgrywa ciasto jak na karpatkę lub ptysie, ale nie trzeba uprzednio przygotowywać odrębnych blatów. Wystarczy przełożyć surową masę owocami i zapiec.
Przykładowy przepis z ciasta parzonego
W książce „Kucharka litewska” Wincentyny Zawadzkiej z 1913 roku można znaleźć następujące proporcje na parzony melszpejz:
- 1 szklanka mleka
- 1/2 szklanki masła
- 1 szklanka mąki
- 1 i 1/2 szklanki startych jabłek
- 2–3 łyżki cukru
- 5 jajek
- opcjonalnie: 1 łyżka bułki tartej (w oryginale: „sucharka”)
Ciasto przygotowuje się podobnie jak na klasyczne pâte à choux, z tą różnicą, że do zdjętej z palnika ciepłej masy z mleka, masła i mąki dodaje się wyłączne żółtka. Białka należy ubić na pianę i delikatnie wmieszać. Tak przyrządzone ciasto wystarczy przełożyć jabłkami i zapiec na złoto.


Obserwuj nas na Google














