Włosi potrafią być w sprawie swojej narodowej kuchni bardzo zasadniczy. Odpowiedni kształt klusek do konkretnego sosu i właściwy stopień ugotowania to tylko początek przykazań, a wylanie wody z garnka po makaronie traktuje się jak występek. Tym zabawniejsze, że w Bari powstało danie, które zachowuje się jak kulinarny buntownik. Spaghetti bruciati z kilku żelaznych reguł nie robi sobie zupełnie nic. Co więcej, swoją sławę zawdzięcza czemuś, co w przypadku większości makaronów uznalibyśmy za ewidentną kuchenną wpadkę.
Czym jest spaghetti bruciati?
Spaghetti bruciati to specjalność kojarzona z Bari, stolicą Apulii. Na pierwszy rzut oka składniki nie zapowiadają niczego niezwykłego. Podstawą są makaron, pomidory, oliwa, czosnek oraz ostra papryczka. Zaskoczenie przychodzi dopiero wtedy, gdy zobaczysz sposób przygotowania.
Na patelnię trafia suche spaghetti i stopniowo chłonie dolewany płyn. W pewnych momentach nitki zaczynają przywierać do rozgrzanego dna i mocno się przypiekać.
I właśnie o to chodzi. Gotowe spaghetti nie powinno mieć jednolitego koloru ani struktury. Obok czerwonych od pomidorów nitek pojawiają się fragmenty brązowe, mocno przypieczone, a miejscami nawet bardzo ciemne. Jedne pozostają bardziej miękkie, inne są wyraźnie chrupiące.
To odróżnia potrawę od zwykłego spaghetti. Intensywny smak bierze się nie tylko z samych składników, lecz także z kontaktu makaronu i pomidorów z mocno rozgrzaną patelnią. Sos staje się gęsty i skoncentrowany, a przypieczone miejsca mają dodawać potrawie charakteru.
Reguły włoskiej kuchni idą w odstawkę
Pierwsza różnica między znanymi powszechnie włoskimi daniami a spaghetti bruciati jest najbardziej oczywista: makaron nie gotuje się w tradycyjny sposób w dużym garnku osolonej wody. Zamiast tego stopniowo mięknie na patelni, chłonąc pomidorowy płyn. Technika może nieco przypominać przygotowywanie risotta. Druga osobliwość to przywieranie. Przy większości dań zrobilibyśmy wszystko, żeby mu zapobiec. Tutaj jest częścią całego pomysłu.
Nietypowa jest również konsystencja. Jedną z podstawowych rzeczy, których oczekujemy od dobrze przygotowanego włoskiego makaronu, jest odpowiedni stopień ugotowania. W spaghetti bruciati sytuacja jest bardziej skomplikowana. Poszczególne nitki mogą różnić się strukturą, ponieważ nie wszystkie mają taki sam kontakt z płynem i patelnią. Ta nierówność nie jest wadą, tylko częścią doświadczenia.
Jak podaje się spaghetti bruciati?
Po tak nietypowej technice można spodziewać się równie osobliwej listy dodatków. Tymczasem jest odwrotnie. Spaghetti bruciati podaje się bardzo prosto, ponieważ główną atrakcją mają pozostać pomidory i przypieczony makaron.
Na talerz trafiają nitki pokryte gęstą pomidorową warstwą, z widocznymi ciemnymi fragmentami. Nie próbuje się ich ukrywać pod dużą ilością sosu. Charakterystyczne przypieczenie powinno być widoczne.
W smaku danie jest wyraziste. Pomidory dają słodycz i kwasowość, czosnek aromat, a ostra papryczka wyraźną pikantność. Do tego dochodzi „pazur” mocno przypieczonych fragmentów. Dzięki temu z kilku bardzo prostych składników powstaje potrawa, która nie potrzebuje rozbudowanej oprawy.
Danie nie wymaga góry startego sera. W podstawowej wersji najważniejszy pozostaje pomidorowy charakter potrawy. Można spotkać różne współczesne wariacje, ale im więcej dodatków pojawia się na talerzu, tym łatwiej przykryć cechę, dla której to spaghetti stało się sławne.
Fot. Getty/iStock, bonchan
Inne potrawy, w których „przypalenie” jest atutem
To, co na pierwszy rzut oka wygląda jak kuchenna wpadka, w wielu częściach świata jest najbardziej pożądaną częścią potrawy. Świetnym przykładem jest hiszpańska paella. Na dnie szerokiej patelni tworzy się socarrat, czyli cienka, mocno przypieczona i chrupiąca warstwa ryżu. Dla wielu osób to właśnie ona jest najlepszym kąskiem z całego naczynia.
Podobny efekt, choć w zupełnie innym wydaniu, znajdziesz w serniku baskijskim. Jego wierzch piecze się do bardzo ciemnego, miejscami niemal czarnego koloru, podczas gdy środek pozostaje jasny, miękki i kremowy. Ten kontrast jest jedną z najważniejszych cech deseru.
Szczególnie dużo przykładów znajdziemy w daniach z ryżu. W Iranie ogromnym powodzeniem cieszy się tahdig, czyli złocista i chrupiąca warstwa powstająca na dnie garnka. Koreański nurungji to z kolei przypieczony ryż pozostający na dnie naczynia. Podobnego efektu szuka się w bibimbapie podawanym w gorącym kamiennym naczyniu, gdzie ryż stykający się ze ściankami staje się chrupiący.
Do tej samej rodziny kulinarnych „kontrolowanych przypaleń” można zaliczyć również neapolitańską pizzę. Ciemne cętki na rantach powstające podczas bardzo krótkiego pieczenia w niezwykle gorącym piecu są charakterystycznym elementem i nie oznaczają automatycznie, że pizza została spalona.
Dlatego warto otworzyć się na różne wersje potraw i nie odsyłać od razu dania w restauracji, zakładając, że jest spalone, choć trzeba przyznać, że granica bywa rzeczywiście bardzo cienka.


Obserwuj nas na Google














