Praca redaktora kulinarnego nie jest lekka, oj nie. Dla tego przysmaku odłożyłam na później swoją ulubioną czekoladę z okienkiem i specjalnie zjadłam mniejsze śniadanie. Wszystko po to, by móc profesjonalnie i porządnie przetestować belgijski skarb. Takie słodycze wymagają specjalnych warunków. 

Czekolada belgijska z Biedronki - nie lada odkrycie

Takie okazje nie trafiają się zbyt często. Lubię pogrzebać sobie przy swoim ulubionym regale i wśród mnóstwa byle jakich słodyczy (oraz samych opakowań, które często również nie zachęcają, by po nie sięgnąć), trafiłam na skarb. Jestem estetką - kupuję w pierwszej kolejności oczami, więc wśród pstrokatych torebek i pudełek od razu zauważyłam eleganckie kartoniki z grafiką tak piękną, że mogłaby zdobić moje ściany w kuchni jako plakat. Taką czekoladę wręczysz na skromny, ale jednocześnie „jakby luksusowy” prezent jako coś wyjątkowego, bez poczucia pójścia po linii najmniejszego oporu.

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Belgijska czekolada 85% kakao - głosił dumnie napis. Po prostu musiałam sięgnąć po opakowanie i sprawdzić, w czym rzecz i gdzie jest haczyk, tym bardziej że cena również wydała mi się szokująco niska - całe 8,99 zł za tabliczkę 100 g - bez kombinowania i sztuczek z obniżaniem wagi produktu i sprzedawaniem mniejszych opakowań w tej samej cenie. Tyle potrafi obecnie kosztować czekolada produkowana na masową skalę i z głównego nurtu - taka, która nie ma nic wspólnego z kultową belgijską. Tym lepiej - można pomyśleć, że to błąd cenowy. Ucieszyłam się tym bardziej, gdy zobaczyłam, co jest w środku.

Do wyboru, jak widzisz, była też mleczna i biała, ale stwierdziłam, że przetestuję gorzką - właśnie 85%. To właśnie na jej podstawie można wywnioskować najwięcej: bo ma skład typowy dla klasycznej czekolady (niektórzy w ogóle nie uznają białej), a jej smak nie jest przykryty toną cukru. 

Jaka jest gorzka czekolada belgijska z Biedronki?

Po otwarciu papierowego kartonika widać klasyczne, szeleszczące sreberko. W dobie, gdy większość producentów zrezygnowała z niego na rzecz plastiku, to miła odmiana, która buduje na dzień dobry pozytywne pierwsze wrażenie. Kostki czekolady są cienkie, ale dość duże - jest się czym delektować. Są też bardzo, bardzo gładkie, jak tafla wody. Czekolada wygląda, jakby sam maître chocolatier osobiście ją wypolerował. 

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Jak smakuje ta gorzka czekolada z Biedronki? Kawałek po wzięciu do ust wolno się rozpuszcza i różnicę między tę czekoladą, a każdą inną gorzką wyraźnie czuć. Przy takim teście czuć zdecydowanie więcej niż gdyby po prostu gryźć i przełykać kostkę za kostką. Przede wszystkim, nie ma w niej irytującej, jakby cierpkiej czy palonej nuty typowej dla tańszych czekolad, która sprawia, że taką gorzką czekoladę czasami nieprzyjemnie się je. Przeciwnie - z każdą kolejną kosteczką mam wrażenie, że ta słodycz jest bardziej wyczuwalna. Na języku pozostawia głównie słodycz z lekko gorzkim, pylistym posmakiem kakao bez dodatków. Jakby po płynnej czekoladzie w deserowej wersji - jest dość kremowa. Czuć przyjemną łagodność - jednocześnie jednak czekolada jest intensywna w smaku i ma też taki aromat - zapach kakao czuć od razu po rozpakowaniu. 

Skład gorzkiej czekolady belgijskiej z Biedronki

Nie ma co koncentrować się tu na makroskładnikach. Wiadomo, że czekoladę jemy głównie dla przyjemności. Powiem tylko to, co najważniejsze dla łasuchów, które lubią przyjemności, a jednocześnie pilnują linii: 2 duże kostki (25 g) zawierają tylko 147 kcal. Producent wspomina o takiej kaloryczności przy 4 kostkach, ale te z opakowania są zdecydowanie większe niż standardowe. 2 kostki tej czekolady ważą właśnie 25 g - sprawdziłam na wadze kuchennej. A skład? Skład to bajka - zresztą spójrz, o tutaj:

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Belgijska receptura czekolady - co się za tym kryje?

Receptura do tej pory jest pilnie strzeżona, ale producenci ujawniają pewne detale, dzięki którym można rozpoznać prawdziwy belgijski wyrób. Korzystają ze starannie wyselekcjonowanych ziaren kakaowca. Czekolada z Biedronki ma ziarna oraz tłuszcz kakaowy z certyfikatem Rainforest Alliance, ale na opakowaniu nie ma informacji, skąd dokładnie pochodzą. Sam producent również jest ukryty, ale na kartoniku jest informacja, że czekoladę wyprodukowano w Belgii. Ponadto prawdziwa czekolada belgijska ma wyjątkowo gładką powierzchnię - i nie inaczej jest w tym przypadku. Obowiązkowo zawiera też więcej miazgi kakaowej niż inne czekolady na rynku. Minimum to 35% - tak jest w przypadku czekolady mlecznej, również dostępnej w belgijskiej serii. Dzięki temu czekolada ma głębszy i bardziej intensywny smak - kakao wysuwa się w nim na prowadzenie, a cukier jest zdecydowanie na dalszym planie.

Gorzka czekolada wg tej receptury rewelacyjnie sprawdzi się nie tylko na słodką przekąskę, ale również do ciast - jako dodatek czy jako składnik szybko zastygającej polewy. Warto wysupłać z portfela 8,99 zł i szarpnąć się na taką tabliczkę choć raz w miesiącu. Lepiej zjeść coś wyjątkowego, ale rzadziej, niż byle co i ciągle.