Ten niepozorny słoiczek znalazłam kiedyś w Dino. Kosztował tylko 5,49 zł, więc stwierdziłam, że spróbuję. W domu wystarczyła jedna kolacja, żeby mąż oznajmił, że na razie mogę darować sobie robienie hummusu i guacamole. Półżartem, półserio - naprawdę dał mi tymczasowy zakaz szykowania tych past, bo smarowidło do chleba z Dino okazało się tak pyszne.
Niepozorny słoiczek z Dino zrobił u nas furorę
Uwaga - ten artykuł będzie serią moich pochwał o wegańskiej paście pomidorowej Devaldano. Produkt zamknięto w słoiczku o pojemności 280 g. Sam wygląd pasty od razu wzbudził moją ciekawość. Ma intensywny, pomarańczowo-pomidorowy kolor i gęstą konsystencję, która aż prosi się o rozsmarowanie na świeżej kromce.
Za słoiczek w Dino zapłaciłam 5,49 zł. Przy obecnych cenach gotowych smarowideł uznałam, że za taką kwotę warto dać mu szansę. Początkowo plan był prosty: spróbować raz, a jeśli nam nie podejdzie, więcej nie kupować. Tyle że już po otwarciu słoika zaczęło się podjadanie.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Najpierw posmarowałam pastą kromki świeżego chleba. Do tego pomidor, kilka plasterków ogórka i garść rukoli. Nic więcej nie było potrzebne. Pasta jest dla mnie właśnie takim produktem, który pozwala zrobić ciekawą kanapkę bez wyciągania połowy zawartości lodówki.
Pasta pomidorowa zamiast hummusu i guacamole
W naszym domu do tej pory królowały dwa smarowidła. Regularnie robiłam hummus, a kiedy trafiały się dobre awokado, przygotowywałam guacamole. Oba nadal bardzo lubimy, ale wymagają zakupów i chwili pracy. Tutaj wystarczy odkręcić słoiczek.
Mąż spróbował pasty jeszcze zanim zdążyłam przygotować wszystkie kanapki. Po chwili wrócił po kolejną kromkę i stwierdził, że autentycznie po pierwszym gryzie zamurowało go z wrażenia. Orzekł, że mogę zrobić sobie przerwę od domowych smarowideł. I muszę przyznać, że miałam dokładnie takie samo zdanie.
Pasta sprawdza mi się nie tylko na zwykłym chlebie. Smaruję nią chrupiące grzanki, bagietkę i tortille. Można wykorzystać ją również jako bazę do kanapek na ciepło - wystarczy pieczywo, trochę pasty, ulubione warzywa i ewentualnie ser.
Świetnym pomysłem jest także podanie jej jako dipu. Stawiam słoiczek obok pokrojonych warzyw albo krakersów i właściwie przekąska robi się sama. Przydaje się szczególnie wtedy, gdy ktoś wpada bez zapowiedzi, a ja nie mam ochoty przygotowywać skomplikowanych przystawek.
Największą zaletą tego słoiczkowego odkrycia jest dla mnie jego uniwersalność. Jeden słoiczek może uratować kilka śniadań czy kolacji. Nadaje się do pieczywa, grzanek i tortilli, ale widzę dla niej również miejsce w bardziej obiadowych zastosowaniach.
Odrobinę można dodać do makaronu, wykorzystać do posmarowania spodu domowej pizzy albo dorzucić do sosu, gdy brakuje mu wyrazistości. To właśnie lubię w takich produktach najbardziej - kupuję je z jednym zastosowaniem w głowie, a później okazuje się, że możliwości jest znacznie więcej. To dlatego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że odkryłam w Dino najlepsze smarowidło do chleba.


Obserwuj nas na Google














