Dobrze pamiętam ten dzień - do Dino pojechałam niby tylko po kilka rzeczy na obiad, ale przy półce z przetworami przepadłam. Stały tam słoiki z egzotycznym połączeniem smaków, które od razu podsunęło mi pomysł na weekendowe śniadanie. Wzięłam od razu 6, bo nie wiedziałam kiedy kolejny raz pojawię się w Dino, a byłam przekonana że mam przed oczami murowany hit. Przy kasie ludzie tylko zerkali, co takiego wykupiłam, a że ciężko było mi dźwigać tyle słoików, kolejka rozstąpiła się na boki, żeby ułatwić mi przejście.
Najlepszy letni dodatek do gofrów
Mam kilka produktów, których nie kupuję pojedynczo. Jeśli wiem, że coś znika u nas w ciągu dwóch dni, od razu robię zapas i oszczędzam sobie kolejnej wycieczki do sklepu. Tak jest właśnie z owocami w żelu Stovit o smaku mango-marakuja, które kilka tygodni temu pierwszy raz znalazłam w Dino. Słoik kosztuje 9,99 zł, a odkąd pierwszy raz podałam jego zawartość do gofrów, regularnie wracam po następne.
W środku nie znajdziemy zwykłego dżemu. To owoce w żelu o smaku mango i marakui, dlatego konsystencja jest zupełnie inna. Całość jest gęsta, ale jednocześnie miękka i łatwa do nakładania. Widać też pestki marakui, które od razu zdradzają egzotyczny charakter produktu.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Ja najbardziej lubię nakładać sporą łyżkę na jeszcze ciepłe gofry. Do tego kleks bitej śmietany albo jogurtu greckiego i naprawdę niewiele więcej potrzeba. Słodki, tropikalny smak mango bardzo dobrze łączy się z charakterystyczną kwaskowatością marakui.
Podobny patent wykorzystuję przy naleśnikach. Zamiast klasycznego dżemu smaruję je serkiem waniliowym albo twarożkiem, dodaję owoce w żelu i zawijam. W kilka minut powstaje deser, który wygląda znacznie bardziej efektownie, niż wskazywałby czas przygotowania.
Jeden słoik, a pomysłów mam co najmniej kilkanaście
Na gofrach i naleśnikach możliwości wcale się nie kończą. Owoce w żelu świetnie pasują do racuchów, pankejków, omletów na słodko i tostów francuskich. Można polać nimi owsiankę, kaszę mannę albo ryż na mleku. Ja czasem dodaję łyżkę do jogurtu naturalnego i posypuję wszystko granolą.
Słoik przydaje się również podczas robienia deserów. Mango z marakują można wykorzystać jako warstwę do sernika na zimno, panna cotty, budyniu, kremu mascarpone czy deseru z chia. Świetnie wygląda w przezroczystych pucharkach przełożone bitą śmietaną, pokruszonymi bezami albo herbatnikami.
Latem mam jeszcze prostszy patent: nakładam owoce na lody waniliowe lub śmietankowe. Kwaśniejsza nuta marakui przełamuje ich słodycz i nagle zwykła gałka lodów zamienia się w całkiem efektowny deser.
Właśnie za tę uniwersalność najbardziej lubię ten produkt. Nie muszę kupować świeżego mango, czekać, aż dojrzeje, ani zastanawiać się, co zrobić z resztą owocu. Odkręcam słoik i w kilkanaście sekund mam gotowy dodatek do drugiego śniadania albo deseru.


Obserwuj nas na Google














