Przez lata traktujesz go jak tło. Wrzucasz kawałek do bulionu, ścierasz do surówki, czasem dodasz do sałatki. I tyle. Sama długo tak robiłam. Aż któregoś dnia pokroiłam go w grube steki, skropiłam oliwą i wstawiłam do piekarnika. To był moment, w którym zrozumiałam, że to warzywo zasługuje na znacznie więcej niż rolę dodatku. Chodzi o seler korzeniowy. Niepozorny, chropowaty, trochę brzydki. Ale w środku kryje jasny, jędrny miąższ o intensywnym zapachu. W Polsce obecny od setek lat, a wciąż niedoceniany.

Zapomniany seler korzeniowy

Seler był znany w Polsce już kilkaset lat temu. Trafił do nas jako warzywo ogrodowe uprawiane przy dworach i w klasztorach. Z czasem stał się stałym elementem tzw. włoszczyzny. I tak już został, trochę w cieniu marchwi, trochę w cieniu pietruszki. Dziś wraca do łask w nowoczesnej kuchni. Szefowie kuchni robią z niego steki, carpaccio, a nawet „risotto” z drobno posiekanej bulwy. I wcale mnie to nie dziwi. To warzywo ma potencjał, który przez lata był po prostu niewykorzystany.

W mojej kuchni seler często pojawia się jesienią i zimą. To warzywo sezonowe, dobrze się przechowuje i jest dostępne praktycznie przez cały rok. Możesz kupić jedną dużą bulwę i wykorzystać ją na kilka sposobów w ciągu tygodnia: kawałek do zupy, kawałek do pieczenia, resztę do sałatki.

Jak smakuje seler korzeniowy?

Jego smak jest wyrazisty, lekko pikantny, z nutą orzechową. Po upieczeniu staje się słodszy i bardziej kremowy. Na surowo jest chrupiący i świeży. To warzywo zmienia się w zależności od obróbki, dlatego nie nudzi się tak szybko. Dla mnie to też warzywo „ratunkowe”. Kiedy w lodówce pustki, a nie mam czasu na zakupy, seler i kilka podstawowych dodatków wystarczą, żeby wyczarować coś konkretnego. Wystarczy oliwa, sól, pieprz i ulubione zioła. Resztę zrobi piekarnik.

Seler dobrze też łączy się z masłem, śmietaną, serem pleśniowym, jabłkiem, orzechami, a nawet z grzybami. Lubi zioła: tymianek, rozmaryn, szałwię. Dobrze czuje się też w towarzystwie czosnku i cytryny.

Seler korzeniowy, nie tylko do zupy

Możliwości jest naprawdę dużo. Wystarczy wyjść poza schemat zupy i surówki.

  • Steki z selera, pokrój go w grube plastry, natrzyj oliwą, czosnkiem i tymiankiem. Piecz około 30-40 minut w 190 stopniach, aż będą miękkie i rumiane. Podaj z sosem jogurtowym albo z masłem ziołowym.
  • Puree z selera, ugotuj w kostkę w osolonej wodzie, zblenduj z odrobiną masła i mleka. Smakuje delikatniej niż ziemniaczane, lekko orzechowo. Świetne do pieczonego kurczaka lub ryby.
  • Frytki z selera, pokrój w słupki, oprósz papryką wędzoną i pieprzem, piecz do chrupkości. To dobry zamiennik klasycznych frytek.
  • Zapiekanka, cienkie plastry przełóż śmietaną i serem, zapiecz jak gratin. Aromat jest głęboki i wyrazisty.
  • Sałatka na surowo, zetrzyj na grubych oczkach, dodaj jabłko, orzechy włoskie i jogurt. To klasyk, który zawsze się sprawdza.
  • Krem z pieczonego selera, upiecz wcześniej kawałki, potem zblenduj z bulionem i odrobiną śmietanki. Smak jest bardziej intensywny niż w tradycyjnej zupie jarzynowej.
  • „Ryż” z selera, drobno posiekaj lub zetrzyj i podsmaż krótko na patelni. Użyj jako bazy do dań w stylu stir-fry.