Kiedyś dostępny na każdym rogu, dziś wywołuje zdziwienie i niedowierzanie. Ten niepozorny przysmak był prawdziwym hitem PRL-u. Był tani, pożywny i pełen odżywczych składników. Choć przez lata nieco zapomniany, dziś wraca do łask. Sprawdź, jak się z nim obchodzić w kuchni, żeby było nie tylko zdrowo, ale i smacznie.
Przysmak z dawnych lat, który znikał ze stołu w mgnieniu oka
W czasach PRL nikt nie zastanawiał się nad modą na superfoods ani nie przeliczał zawartości kolagenu na gramy. Jadło się to, co było, i robiło się z tego to, co najlepsze. I właśnie wtedy na stołach gościły produkty, które dziś zyskały status kulinarnych ciekawostek. Wśród nich jedno danie cieszyło się szczególną popularnością – tanie, łatwo dostępne i zawsze „na wagę”.
Choć wielu z nas pamięta je z dzieciństwa lub stołówek, dziś młodsze pokolenia omijają je szerokim łukiem. Zupełnie niesłusznie.
Co ciekawe, te same osoby wydają niemałe pieniądze na kolagenowe mikstury czy azjatyckie przekąski, które mają identyczne działanie, a kosztują dziesięć razy więcej.
Kurze łapki, czyli przysmak na PRL-owskich stołach
Tak, mowa o kurzych łapkach, przysmaku, który w czasach PRL był nie tylko daniem, ale i sposobem na niemarnowanie żywności. Kupowało się je za grosze w sklepie mięsnym albo dostawało „gratis” przy zakupie korpusu. Gospodynie wiedziały, co z nimi zrobić: gotowały je na zupy, galarety, a czasem smażyły lub marynowały. Efekt? Aromatyczne danie, pełne smaku i... kolagenu.
Dziś wiemy, że kurze łapki to prawdziwa skarbnica białkowa. Zawierają duże ilości kolagenu, który korzystnie wpływa na organizm. Nic dziwnego, że w krajach azjatyckich, zwłaszcza w Chinach, Korei i Wietnamie, łapki są nieodłącznym elementem kuchni i jednym z najbardziej pożądanych przysmaków.
Dziś modne, ale darmo nie dają
Podczas gdy w PRL łapki trafiały na stół jako danie „z konieczności”, dziś stają się modnym rarytasem. W restauracjach serwuje się je z wykwintnymi sosami, jako przystawki w stylu azjatyckim, a niekiedy nawet jako danie główne. Tyle tylko, że surowe kurze łapki już nie kosztują grosze. Trzeba za nie płacić ok. 35-40 zł za kilogram, a czasami nawet po kilkanaście złotych za sztukę!
Kolagen w proszku, tabletkach czy napojach kosztuje sporo, a wiele z tych produktów bazuje właśnie na żelatynie pozyskiwanej z kurzych łapek. Innymi słowy: płacimy za to, co nasi dziadkowie mieli niemal za darmo i jedli w naturalnej, domowej formie.
Jak przyrządzić kurze łapki klasycznie i nowocześnie?
Jeśli chcesz wrócić do korzeni (i przy okazji zaoszczędzić), warto samodzielnie przygotować kurze łapki w domu. Najprościej jest ugotować je w wywarze z warzywami, liściem laurowym i zielem angielskim. Po kilku godzinach gotowania powstaje gęsta, naturalna galareta. Idealna na zimno z dodatkiem octu lub cytryny.
Możesz też spróbować wersji azjatyckiej: najpierw ugotuj łapki do miękkości, a potem podsmaż z czosnkiem, imbirem, sosem sojowym i odrobiną miodu. Taka przekąska zaskoczy nawet największych sceptyków.
Kurze łapki można też mrozić, dodawać do bulionu zamiast kości, a nawet blendować na pastę. To świetny dodatek do domowych pasztetów czy zup kremów, którym nadają aksamitną konsystencję.
















