Gdy jednak w Biedronce trafiłem na promocję na jeden z moich ulubionych smaków wśród tego typu produktów, nie skończyło się na jednym kubeczku. Wziąłem taki zapas, że przy kasie rzeczywiście można było zauważyć kilka zaciekawionych spojrzeń w stronę mojego koszyka.

Mus proteinowy z Biedronki 

Co to za produkt? Chodzi o Go Active Protein Mousse o smaku pistacjowym. To niewielki mleczny deser sprzedawany w charakterystycznym czarno-zielonym kubeczku. Na wieczku od razu rzuca się w oczy informacja o 17 g białka w porcji. Producent podaje też, że 51 proc. energii produktu pochodzi z białka.

Redakcja MojeGotowanie.pl

Na co dzień taki kubeczek kosztuje 2,99 zł, ale podczas promocji cena spadła do 1,99 zł za sztukę przy zakupie trzech opakowań. Właśnie dlatego zamiast trzech w moim koszyku znalazło się ich znacznie więcej. Przy różnicy złotówki na każdym kubeczku przy większym zapasie robi się już całkiem konkretna oszczędność, szczególnie jeśli jest to produkt, który i tak  w moim przypadku kupuje się regularnie.

W sprzedaży można znaleźć również wariant banan-toffi. Próbowałem obu i dla mnie zdecydowanie wygrywa pistacja. Bananowo-karmelowe smaki zwykle są dość intensywne i słodkie, natomiast ten zielony mus wydaje mi się znacznie przyjemniejszy do jedzenia samodzielnie.

Czy naprawdę smakuje pistacjami?

Tu warto od razu uczciwie zaznaczyć jedną rzecz. Jeśli ktoś spodziewa się smaku przypominającego świeżo łuskane pistacje albo porządną włoską pastę pistacjową, może być zaskoczony. W składzie deseru pasta pistacjowa stanowi zaledwie 0,1 proc. produktu.

Smak jest więc bardziej tym, co wiele osób zna jako „smak pistacjowy” ze słodyczy, lodów, wafelków czy kremów. Jest wyraźnie aromatyczny, lekko marcepanowy w odbiorze i nie ma wiele wspólnego z intensywnym, naturalnym smakiem samych orzechów. Mnie zupełnie to jednak nie przeszkadza. W tego rodzaju gotowym deserze nie szukam zamiennika garści pistacji, tylko czegoś smacznego, wygodnego i przyjemnego w konsystencji.

A właśnie konsystencja jest jedną z mocniejszych stron tego produktu. Po zerwaniu wieczka widać jasny, zielonkawy mus. Jest wyraźnie napowietrzony, lekki na łyżeczce, ale jednocześnie kremowy. Nie przypomina gęstego budyniu ani zwartego puddingu proteinowego. Bardziej kojarzy się z puszystym deserem mlecznym, który można zjeść prosto z lodówki. I to w zaskakująco szybkim tempie jak na białkowe specyfiki.

Redakcja MojeGotowanie.pl

Skład tego deseru: czego się spodziewać?

Co właściwie znajduje się w kubeczku? Podstawą musu jest mleko półtłuste, którego według etykiety jest 89,3 proc. Dalej znajdują się między innymi białka mleka, skrobie modyfikowane, żelatyna wołowa, naturalne aromaty, karagen, guma guar, regulator kwasowości oraz wspomniana pasta pistacjowa.

Deser nie ma dodatku cukrów, ale nie oznacza to, że jest pozbawiony słodkiego smaku. Zawiera naturalnie występujące cukry z mleka, a dodatkowo jako słodzik zastosowano sukralozę. Zielonkawy kolor nie pochodzi natomiast z dużej ilości pistacji. Na liście składników widnieją również barwniki, w tym karoteny oraz kompleksy miedziowe chlorofili.

To warto wiedzieć przede wszystkim po to, żeby kupować świadomie. Sam napis „pistacjowy” może sugerować deser przygotowany na bazie sporej ilości orzechów, tymczasem tutaj pistacja pełni raczej rolę dodatku smakowego i raczej symbolu.