W większości kraju na Wielkanoc jada się żurek albo ewentualnie barszcz biały, ale są też takie miejsca w Polsce, gdzie tradycyjną zupą na te święta jest barszcz czerwony. Ten idealny musi mieć nie tylko wyrazisty smak, ale także kolor, a z tym często bywają problemy. Czasem zamiast świątecznego, głębokiego rubinu w garnku wychodzi coś o odcieniu cegły albo brązu. Dobra wiadomość jest jednak taka, że da się tego łatwo uniknąć. Wystarcz trzymać się 2 złotych zasad, a barszczyk wyjdzie głęboko czerwony i przepyszny w smaku.
Zasada pierwsza - pilnuj czasu
Najczęstszy błąd przy wielkanocnym barszczu jest bardzo prosty: chcesz, żeby był bardziej aromatyczny, więc trzymasz go długo na ogniu. Wydaje się logiczne, bo wiele zup rzeczywiście zyskuje na smaku, kiedy wolno gotuje się na małej mocy palnika, ale czerwony barszcz nie lubi długiego gotowania i im dłużej pyrka na ogniu, tym brzydszy ma kolor. Długie gotowanie odbiera barszczowi nie tylko kolor, ale też pewną lekkość. Zupa robi się cięższa w odbiorze, mniej świeża, czasem wręcz lekko „ziemista”.
Nie chodzi tu o to, żeby ugotować go w pośpiechu, ale żeby nie męczyć go temperaturą dłużej, niż trzeba. Jeśli robisz barszcz na wywarze warzywnym albo lekkim rosole, najpierw przygotuj samą bazę, a dopiero potem dodawaj świeże lub pieczone buraki. Na samym końcu wlej natomiast do garnka zakwas, a dzięki temu smaki pięknie się połączą, ale kolor nie ucierpi tak bardzo.
Warto też pamiętać, że barszcz podgrzewany wiele razy również może zmieniać barwę. Dlatego na święta dobrze ugotować go wcześniej, ale finalne doprawienie i krótkie podgrzanie zrobić tuż przed podaniem. Jeśli po ugotowaniu odstawisz go i pozwolisz smakom spokojnie się przegryźć, często następnego dnia smakuje jeszcze lepiej. Nie musisz go wtedy gotować od nowa, tylko łagodnie zagrzać.

Fot. AdobeStock, Paweł Michałowski
Zasada druga - pamiętaj o 1 ważnym dodatku
Druga zasada brzmi niepozornie, ale działa znakomicie: pod koniec gotowania dodaj 1 łyżkę octu. Dla niektórych to stary domowy patent, dla innych kuchenny sekret, który dopiero odkrywają. Prawda jest taka, że właśnie taki drobiazg potrafi uratować kolor barszczu i sprawić, że zupa zachowa swoją głęboką, apetyczną czerwoność.
Najważniejszy jest tu moment. Octu nie warto wlewać na początku, kiedy wszystko dopiero się gotuje, bo wtedy buraczki nie zmiękną, a ich smak nie będzie miał czasu w pełni się wydostać. Znacznie lepiej zrobić to pod koniec, gdy barszcz jest już prawie gotowy. Zwykle wystarczy jedna łyżka na spory garnek, bo przecież nie chodzi o to, żeby zupa stała się wyraźnie kwaśna. Ocet ma jedynie delikatnie podbić jej charakter i pomóc utrzymać kolor.
Trzeba pamiętać też o tym, aby po dodaniu octu nie gotować już barszczu zbyt długo. Wlej go, zamieszaj, ewentualnie dosłownie chwilę podgrzej i wyłącz, a tylko w ten sposób zachowasz i smak, i kolor. Wszystkie te zasady są banalnie proste, ale to właśnie w nich tkwi klucz do idealnego barszczyku na Wielkanoc. Trzymaj się więc tej krótkiej rozpiski, a w tym roku z pewnością zupa wyjdzie nie tylko pyszna, ale i o zachwycającym kolorze.

















