Ziemniaki to podstawa polskiej kuchni, a czasami i moja podstawa kolacji, gdy nie chce mi się robić nic innego. Pieczone robimy do obiadu, do mięsa, do ryby, a czasem same, z sosem. Powinny być złote jak dukaty, chrupiące z wierzchu i miękkie w środku. Problem w tym, że wiele osób skupia się wyłącznie na temperaturze i przyprawach, a pomija to, co dzieje się wcześniej. A właśnie ten etap decyduje o tym, czy chrupiące ziemniaczki będą „jak z restauracji”, czy po prostu poprawne. Jeśli masz wrażenie, że robisz wszystko dobrze, a efekt nadal nie zachwyca, to prawdopodobnie tu leży problem.

Namaczanie ziemniaków - klucz do chrupkości

Jeśli marzą ci się chrupiące ziemniaczki, namocz od bardzo prostej, ale często pomijanej rzeczy: moczenia ziemniaków w zimnej wodzie. Ten krok pozwala pozbyć się nadmiaru skrobi, która odpowiada za to, że ziemniaki w piekarniku czy frytkownicy czasami bardziej się duszą niż pieką.

Po obraniu i pokrojeniu ziemniaków wrzuć je do dużej miski z zimną wodą. Woda powinna je całkowicie przykrywać. Zostaw je tak na 45-60 minut. W tym czasie zauważysz, że woda robi się mętna. To właśnie skrobia, której chcesz się pozbyć. Dzięki temu przy pieczeniu ziemniaki łatwiej się rumienią, a ich powierzchnia staje się podatna na złapanie chrupkości.

Do wody warto dodać łyżeczkę soku z cytryny. Nie chodzi o smak, tylko o kolor. Cytryna zapobiega ciemnieniu ziemniaków, zwłaszcza jeśli kroisz je wcześniej i nie chcesz, żeby wyglądały nieapetycznie jeszcze przed pieczeniem.

Po namaczaniu ziemniaki trzeba bardzo dokładnie osuszyć. To kluczowe. Mokre kawałki nigdy nie będą chrupiące, bo będą się dusić - czy to w piekarniku, czy w air fryerze. Ja osuszam je dokładnie ręcznikiem papierowym lub czystą ściereczką. Dopiero wtedy są gotowe na kolejny etap.

Ten jeden krok sprawia, że po upieczeniu ziemniaki są złote i chrupiące na zewnątrz, a w środku zostają puszyste i niemal kremowe. Bez tego możesz piec je nawet godzinę i nadal nie uzyskasz tego samego efektu.

Jak przygotować ziemniaki do pieczenia?

Kiedy ziemniaki są już osuszone, czas na tłuszcz i dodatki. Tu wiele osób popełnia błąd, zalewając je olejem, a tego wcale nie potrzeba dużo. Wystarczy, że lekko spryskasz lub skropisz je olejem. Chodzi tylko o cienką warstwę, która pomoże w rumienieniu. Ja używam też innego myku: wylewam na dłoń 1 łyżeczkę miodu i mieszam takimi rękami ziemniaki z resztą dodatków. Miód pomoże stworzyć na ziemniakach złocistą, skarmelizowaną skórkę. W połączeniu z odpowiednimi przyprawami ziemniaki na pewno nie będą słodkie. 

Jeśli pieczesz ziemniaki w frytkownicy beztłuszczowej, bardzo polecam rozgrzać ją wcześniej. Wystarczy 5 minut nagrzewania, a różnica jest naprawdę wyczuwalna. Gorące powietrze od razu zaczyna pracować nad skórką ziemniaków, zamiast je powoli podgrzewać. Skórka podpieka się i „zamyka” momentalnie.

Pamiętaj też, żeby nie przeładowywać kosza air fryera. Ziemniaki muszą mieć przestrzeń, żeby gorące powietrze mogło swobodnie krążyć. Jeśli wrzucisz ich za dużo, zaczną się dusić, a nie piec. To samo dotyczy blaszki. Kartofelki powinny leżeć jedną, dość luźną warstwą. W przeciwnym razie zaczną się zaparzać. 

Temperatura i czas pieczenia mają znaczenie

W frytkownicy powietrznej piekę ziemniaki w 200 stopniach C, w trybie roast. To ustawienie daje najlepszy balans między rumienieniem a miękkim wnętrzem. Na start wystarcza 10 minut.

Po tym czasie potrząsam koszem albo delikatnie mieszam ziemniaki. Ten moment jest ważny, bo pozwala im równomiernie się dopiec. Następnie piekę je kolejne 10 minut. Już po 20 minutach mam gotowe złociste „sztabki”.

Jeśli jednak kroisz ziemniaki na większe kawałki, będą potrzebować więcej czasu. Wtedy dokładam jeszcze 10-15 minut, aż będą miękkie w środku i ładnie zrumienione z każdej strony. Nie bój się sprawdzać widelcem. Jeśli wchodzi bez oporu, są gotowe.

W piekarniku zasada jest podobna, ale czas pieczenia będzie dłuższy. Ważne, żeby piec ziemniaki na dobrze nagrzanej blasze i najlepiej w jednej warstwie. Tu też warto je raz lub dwa razy przemieszać.