Mam kilka takich produktów, które zawsze kupuję „na wszelki wypadek”. Wrzucam do koszyka bez większego namysłu, bo tanie, bo przyda się do kanapki, bo może dzieci zjedzą. Ale tym razem trafiłam na coś, co naprawdę mnie zaskoczyło. Nie wyglądało to jakoś wyjątkowo na półce, zwykłe opakowanie, zwykła etykieta. Kupiłam z myślą, że będzie to kolejny dodatek do chleba, który przeleży tydzień w lodówce. Tymczasem... nie zdążyłam wyjąć deski do krojenia.
Pasztet z indyka z Lidla
Chodzi o pasztet z indyka Pikok Pure, dostępny w Lidlu. Jeśli kojarzysz pasztety jako coś mdłego, nijakiego albo mocno przetworzonego, ten jest zupełnie inny. W składzie znajdziesz to, co chcesz mieć w takim produkcie:
- mięso z indyka
- mięso z kurczaka
- wątróbkę z indyka
- serca z indyka
- tłuszcz z indyka i kurczaka
- bułkę tartą (mąka pszenna, drożdże, sól, woda)
- przyprawy, zioła
- kaszę manną z pszenicy
- sól i odrobinę glukozy
Brzmi jak coś, co spokojnie mogłoby wyjść z piekarnika u babci. I taki też ma smak. Czuć w nim mięso, naprawdę je czuć. Nie jakąś tam nutę, ale prawdziwą mięsność. Jest lekko wątróbkowy, ale nie za bardzo. Przyprawy są delikatne, idealne, żeby nie zdominować smaku, tylko go podbić. Konsystencja? Zwarta, wilgotna, bez grudek i bez tej charakterystycznej „konserwowej” galaretki.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Z czym najlepiej smakuje ten pasztet?
To jeden z tych produktów, które wchodzą gładko praktycznie do wszystkiego. Ale mam swoje ulubione połączenia:
- Na kromce chleba z masłem i plasterkiem kiszonego ogórka, czyli klasyka, która nigdy się nie nudzi.
- Z bułką typu grahamka i odrobiną musztardy francuskiej dla tych, którzy lubią, jak coś chrupnie i lekko zaostrzy smak.
- Na ciepło, zapieczony pod cienką warstwą startego żółtego sera, brzmi dziwnie? Spróbuj.
- Jako nadzienie do wytrawnych naleśników, wystarczy dodać trochę podsmażonej cebulki i koperku.
- Na krakersach z ogórkiem konserwowym jako szybka przekąska dla gości, prosto, ale zawsze schodzi jako pierwsze.
Dlaczego warto go mieć w lodówce?
Bo nie musisz nic wymyślać. Otwierasz opakowanie i masz gotowy dodatek do śniadania, kolacji, a nawet przekąski. Nie potrzebujesz majonezu, sosu ani kombinowania. Pasztet robi robotę sam. W moim domu ten pasztet zniknął zanim zdążyłam rozłożyć stół. I tak, teraz kupuję dwa opakowania, jedno dla siebie, drugie dla pozostałych domowników. Tylko tak mam szansę zjeść choć kawałek. W Lidlu znajdziesz go w lodówkach, tam gdzie inne pasztety i smarowidła. Zazwyczaj nie stoi w centralnym miejscu, więc warto się dobrze rozejrzeć. Pudełko jest raczej niepozorne, więc można go łatwo przegapić. Kosztuje ok. 6-7 zł za opakowanie 210 g.
















