Jeśli znasz problem ziemniaków, które są miękkie, ale jednocześnie wodniste, spływa z nich masło lub sos, to wiedz, że nie zawsze winna jest odmiana kartofli albo ich zbyt długie gotowanie. Wystarczy dodać jeden prosty etap po odcedzeniu warzyw.
Ten trik na przepyszne ziemniaki podpatrzyłam u babci
Moja babcia Zosia nigdy nie kończyła gotowania ziemniaków na samym odlaniu wody. Garnek wracał na kuchenkę, a ona jeszcze przez chwilę delikatnie nim potrząsała. Kiedy zaczęłam robić tak samo, szybko zauważyłam różnicę.
Po odlaniu wody na ziemniakach i na dnie garnka nadal pozostaje wilgoć. Łatwo ją przeoczyć, bo nie musi tworzyć wyraźnej kałuży. Widać ją jednak na powierzchni ziemniaków, które są mokre i błyszczące.
Jeśli od razu przełożysz je na talerz albo dodasz masło, ta wilgoć zostanie razem z nimi. Właśnie dlatego możesz mieć wrażenie, że ziemniaki są wodniste, chociaż wcale ich nie rozgotowałeś. Masło i sos również słabo trzymają się ich mokrej powierzchni.
Odparowywanie ziemniaków rozwiązuje ten problem. Po krótkim podgrzaniu bez wody ich powierzchnia staje się suchsza, matowa i lekko mączysta. Szczególnie dobrze widać to przy bardziej sypkich odmianach. Tak przygotowane ziemniaki znacznie lepiej łączą się z dodatkami.
Najłatwiej zauważysz różnicę, gdy podajesz je z masłem i koperkiem. Zamiast ślizgać się po mokrej powierzchni, roztopione masło dokładniej pokrywa ziemniaki. Podobnie jest z gęstym sosem pieczeniowym, grzybowym czy koperkowym.
Jak odparowuję ziemniaki po ugotowaniu?
Kiedy gotowane ziemniaki są już miękkie, dokładnie odlewam wodę. Po odcedzeniu od razu stawiam garnek z powrotem na kuchence i nie przykrywam go pokrywką.
Jeżeli palnik po wyłączeniu długo pozostaje gorący, wykorzystuję jego ciepło. Jeśli szybko stygnie, ustawiam najmniejszy możliwy ogień. Ziemniaki zostawiam tak na ok. 60 sekund.
W tym czasie kilka razy delikatnie potrząsam garnkiem. Nie robię tego energicznie. Chodzi o to, żeby ziemniaki lekko poobijały się o siebie i o ścianki naczynia. Dzięki temu ich powierzchnia stanie się nieco bardziej chropowata i mączysta. Dopiero po odparowaniu warzyw zdejmuję garnek z kuchenki i dodaję masło, posiekany koperek, natkę pietruszki albo sos z pieczeni.
Jak gotuję ziemniaki, żeby nie były wodniste?
Jeśli mam niewielkie ziemniaki podobnej wielkości, gotuję je w całości. Większe przekrawam na połówki albo ćwiartki. Tobie też polecam trzymać się tej zasady. Kawałki powinny być mniej więcej równe. Dzięki temu wszystkie będą gotowe w podobnym czasie.
Nie nalewam również pełnego garnka wody. Wystarczy tyle, żeby ziemniaki były przykryte. Po zagotowaniu zmniejszam moc palnika. Woda powinna spokojnie bulgotać, zamiast gwałtownie kipieć. Ziemniaki gotują się wtedy równomiernie i mniej obijają się o siebie.
Czas gotowania zależy od wielkości kawałków i samych ziemniaków. Dlatego po kilkunastu minutach zaczynam sprawdzać je cienkim nożem albo widelcem. Gdy wchodzi bez dużego oporu, ale ziemniak nadal zachowuje kształt, wiem, że pora odlać wodę.
Znaczenie ma też odmiana. Ziemniaki bardziej mączyste łatwiej się rozpadają, ale świetnie nadają się do puree, klusek i innych dań, w których zależy ci na sypkiej konsystencji. Odmiany bardziej zwarte dobrze sprawdzają się tam, gdzie kawałki powinny zachować kształt.
Jeśli kupuję ziemniaki oznaczone typem kulinarnym, do klasycznego obiadu najczęściej wybieram uniwersalny typ B. Typ C jest bardziej mączysty i sypki, a typ A pozostaje zwarty i dobrze sprawdza się między innymi w sałatkach.
Warto też pilnować momentu zakończenia gotowania. Nie czekaj, aż ziemniaki zaczną pękać i rozpadać się w wodzie. Wtedy zdążą już wchłonąć jej sporo, a ich konsystencja będzie znacznie gorsza. Lepiej odcedzić je wtedy, gdy są miękkie, ale nadal zwarte.
Babciny sposób stosuję dzisiaj właściwie automatycznie. Ten krótki dodatkowy etap sprawia, że nawet najzwyklejsze ziemniaki z wody smakują znacznie lepiej, a w moim domu uchodzą wręcz za rarytas.


Obserwuj nas na Google














