Lubię ziemniaczane kluski przede wszystkim za ich prosty, swojski smak. Czasami jednak mam ochotę trochę go przełamać. Nie chcę przy tym robić klusek, które z ziemniaczanymi mają już niewiele wspólnego. Dlatego latem do masy dodaję składnik, który nie dominuje, tylko delikatnie zmienia jej charakter. Kluski smakują o niebo lepiej.

Ten letni dodatek zmienia zwykłe kluski. Różnicę poczujesz już po pierwszym kęsie

Moim letnim dodatkiem jest kalafior. Nie wrzucam jednak do ciasta surowych różyczek. Najpierw gotuję je do miękkości, bardzo dokładnie odcedzam, a następnie rozgniatam lub przeciskam przez praskę. Tak przygotowany kalafior łatwo łączy się z ziemniakami i właściwie znika w masie.

To właśnie dlatego kluski wyglądają niemal tak samo jak klasyczne. Kalafior jest jasny, więc nie zmienia wyraźnie ich koloru. Jeśli dobrze go rozdrobniesz, w przekrojonej klusce nie zobaczysz też dużych kawałków warzywa.

Najważniejszy jest dla mnie jednak smak. Kalafior ma lekką słodycz i charakterystyczną warzywną nutę. Po połączeniu z ziemniakami staje się ona znacznie subtelniejsza. Nie obawiaj się więc, że kluski będą smakowały jak gotowany kalafior podany do obiadu. Ziemniaki nadal grają pierwsze skrzypce, a warzywo jedynie dodaje im więcej charakteru.

Zwykle zaczynam od bezpiecznej proporcji. Na około 700 g ugotowanych ziemniaków biorę 250-300 g ugotowanego i dobrze odciśniętego kalafiora. Taka ilość pozwala wyczuć różnicę, ale nie utrudnia formowania klusek. Jeśli robię je pierwszy raz dla kogoś, kto jest przywiązany do tradycyjnego smaku, dodaję nawet trochę mniej kalafiora.

Kalafior w kluskach ma jednego wroga. Przez ten błąd ciasto zrobi się klejące

Kalafior gotuję tylko do momentu, aż będzie miękki. Nie powinien jednak rozpadać się w garnku. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest ugotowanie go na parze, ponieważ chłonie wtedy mniej wody.

Po ugotowaniu nie spieszę się z dalszą pracą. Przekładam różyczki na sito i zostawiam, żeby odparowały. Jeśli widzę, że są bardzo wilgotne, lekko je odciskam. Ten drobiazg robi ogromną różnicę. Mokry kalafior oznacza mokre ciasto, a mokre ciasto oznacza więcej mąki.

Do masy dodaję mąkę ziemniaczaną. Jeśli przygotowuję kluski podobne do śląskich, korzystam ze starej metody: wyrównuję masę w misce, dzielę ją umownie na cztery części, jedną wyjmuję, a puste miejsce wypełniam mąką ziemniaczaną. Potem dokładam wyjętą porcję i krótko zagniatam.

Nie wyrabiam ciasta długo. Łączę składniki tylko do uzyskania jednolitej masy. Formuję niewielkie kulki i robię palcem charakterystyczne wgłębienie. Na tym etapie kalafior jest już praktycznie niewidoczny.

Zanim wrzucę całą partię do garnka, robię prostą próbę. Kluski zawsze trzymają kształt

Gotowanie wygląda prawie tak samo jak przy klasycznych kluskach, ale pierwszą sztukę zawsze traktuję jako próbę. To mój najprostszy sposób na uniknięcie garnka pełnego rozpadającej się masy.

  1. W dużym garnku zagotowuję osoloną wodę, a potem zmniejszam ogień. Woda powinna delikatnie wrzeć, a nie gwałtownie bulgotać. Wrzucam jedną kluskę. Jeśli zachowuje kształt, gotuję kolejne. Jeśli zaczyna się rozpadać, wyławiam ją i do surowej masy dodaję niewielką ilość mąki ziemniaczanej.
  2. Kluski wrzucam partiami. Po wypłynięciu na powierzchnię daję im jeszcze około 1-2 minut, zależnie od wielkości.
  3. Wyjmuję je łyżką cedzakową i od razu podaję albo rozkładam luźno na talerzu. Nie układam gorących klusek w wysoką stertę, ponieważ wtedy mogą się do siebie przykleić.

Masło i bułka tarta to dopiero początek. Z tymi dodatkami smakują mi najbardziej

Pierwszą porcję polecam podać możliwie prosto. Sama najczęściej wybieram masło i zrumienioną bułkę tartą. To połączenie dobrze pasuje zarówno do ziemniaków, jak i kalafiora. Świetna jest również cebula wolno smażona na maśle, aż zrobi się złota i słodka.

Jeśli kluski mają być częścią klasycznego obiadu, możesz potraktować je dokładnie tak jak śląskie. Pasują do pieczeni, rolad, duszonego mięsa i sosu grzybowego. Charakterystyczne wgłębienie zatrzymuje sos, więc pod tym względem niczego nie tracisz.

Latem wolę jednak lżejsze dodatki. Podsmażam kluski na maśle, dorzucam trochę koperku albo natki pietruszki i podaję je z surówką. Dobrym dodatkiem są też podsmażone kurki. Ziemniaki, kalafior, masło i grzyby tworzą zestaw, który według mnie nie potrzebuje już ciężkiego sosu.