Nie sposób odmówić racji Michałowi Wrzoskowi, który zauważył, że większość Polaków robi dziś już codzienne zakupy właśnie w popularnych dyskontach. Sęk w tym, że trzeba wiedzieć, jak to robić, by nie naciąć się na różnego rodzaju buble. Jego zdaniem największym błędem jest ocenianie produktów wyłącznie po reklamie, opakowaniu czy znanej marce. Znacznie więcej można wyczytać z etykiety.
Najgorsza woda z Lidla według Michała Wrzoska
Jako pierwsza na czarnej lidlowej liście Wrzoska znalazła się woda alkaliczna Alcalia. Dietetyk uważa, że jest to jeden z tych produktów na sklepowych półkach, za które najłatwiej przepłacić. Zwraca uwagę, że mimo chwytliwych haseł marketingowych woda ta kosztuje wyraźnie więcej od zwykłej wody, a jednocześnie zawiera niewiele składników mineralnych. Jego zdaniem klienci płacą przede wszystkim za obietnice umieszczone na etykiecie.
Wędliny i nabiał na celowniku Wrzoska
Kolejnym produktem są parówki drobiowe Baroni. Wrzosek wskazuje, że zawierają jedynie 55 proc. mięsa oddzielanego mechanicznie, a pozostałą część składu stanowią między innymi woda, skrobia, skórki i inne dodatki. Według niego osoby sięgające po parówki powinny wybierać produkty z wyższą zawartością mięsa i prostszym składem.
Na liście znalazła się także szynka morlińska wędzona marki Morliny. W tym przypadku ekspert zwraca uwagę przede wszystkim na relację ceny do jakości. Jak podkreśla, produkt kosztuje ponad 50 zł za kilogram, a zawartość mięsa wynosi około 70 proc. To jego zdaniem dobry przykład, że wysoka cena nie zawsze oznacza lepszy skład.
Krytycznie ocenił również napój mleczny Pilos, który zawiera bardzo dużą ilość cukru. Równie sceptycznie wypowiada się o napoju kakaowym Puchatek. Zwraca uwagę, że cukier stanowi zdecydowaną większość produktu, podczas gdy kakao jest jedynie niewielkim dodatkiem, mimo że opakowanie może sugerować coś zupełnie innego.
Dżem, baton i przyprawa. Ich etykiety mogą mylić klientów
Na liście pojawiła się również konfitura morelowa Maribel Bio. Wrzosek zauważa, że cukier znajduje się na pierwszym miejscu w składzie, a owoców jest mniej niż mogłaby sugerować nazwa produktu. Podkreśla też, że określenia takie jak „bio” czy wykorzystanie cukru trzcinowego nie zmieniają w żadnym razie proporcji składników.
Pod lupę trafił również baton musli Crownfield. Dietetyk przekonuje, że sama nazwa „musli” może sprawiać wrażenie lepszego wyboru, jednak po analizie składu nie widzi wyraźnej przewagi nad klasycznymi batonami.
Wrzosek nie oszczędził także mieszanki przyprawowej Kania. Ekspert zauważył, że choć opakowanie eksponuje warzywa, to pierwsze miejsca w składzie zajmują sól i mąka. Według niego klient kupuje przede wszystkim przyprawę opartą na tanich składnikach, a nie mieszankę bogatą w warzywa.
Gotowe produkty na liście Wrzoska
Wśród produktów, których Wrzosek nie poleca, znalazł się również ser topiony Tylżycki. Jak zauważa, na pierwszym miejscu w składzie znajduje się woda, a producent informuje jedynie o 10-procentowej zawartości sera tylżyckiego. W jego ocenie trudno uznać taki produkt za dobry wybór dla osób szukających sera o wyraźnym udziale tego składnika.
Ostatnią pozycją jest pasta jajeczna z bekonem Chef Select. Ekspert zwraca uwagę, że skład otwiera olej, a nie jajka czy bekon. Zamiast sięgać po gotowy produkt, ekspert pokazał w swoim filmiku osobiście, niemalże z zegarkiem w ręku, jak w zaledwie kilka minut przygotować domową pastę z jajek, dobrej jakości szynki, awokado oraz podstawowych przypraw.
Podsumowując swoje zakupy, Michał Wrzosek podkreśla, że absolutnie nie zniechęca do robienia zakupów w Lidlu. Jego główny przekaz jest prosty. Warto poświęcić kilkanaście sekund na przeczytanie etykiety. Według niego to właśnie skład produktu, a nie jego cena, rozpoznawalna marka czy atrakcyjne opakowanie, najlepiej pokazuje, co faktycznie trafia do koszyka.
Źródło: Michał Wrzosek/YouTube


Obserwuj nas na Google














