Soczysta ryba w panierce lub bez to coś, o czym marzy każdy smakosz w czasie wigilijnej kolacji czy nawet w zwykły (zazwyczaj piątkowy) obiad. Niestety jednak często nasze rozbuchane oczekiwania rozmijają się z szarą rzeczywistością. Smażone filety rybne lub kawałki ryby ze skórą nieraz wychodzą nam jak sflaczałe kapcie, w których zwykle nie ma ani krztyny wilgoci. Przyczyna? Zazwyczaj zbyt długie smażenie.

Czym grozi przesmażenie ryby?

O zbyt długim smażeniu ryby na patelni świadczy nie tylko jej nienajlepszy smak. Już sam paskudny swąd smażonej ryby to często oznaka jej zbyt długiego przebywania na rozgrzanym oleju na patelni.

Przesmażone ryby tracą na swojej soczystości z każdą niepotrzebną sekundą dalszego smażenia. Jak temu zaradzić? Jak zorientować się, że ryba jest już usmażona? Czy można wywnioskować to po jej złocistej skórce? 

Czy da się sztywno określić czas smażenia ryby na patelni? Niestety niekoniecznie, choć niektórzy sugerują 3-4 minuty z każdej strony lub maksymalnie 6-7 minut w przypadku większych kawałków lub tyle samo czasu na smażenie ryby ze skórką (czas na smażenie od strony skóry. To jednak tylko czysta teoria, bo czas smażenia może zależeć od stu tysięcy różnych czynników, jak stopień rozgrzania oleju czy po prostu rodzaj ryby.

Na szczęście jest na to inna, znacznie lepsza i uniwersalna metoda. Chodzi tu o niepozorną, staromodną, ale niezwykle skuteczną „metodę na czubek”.

Jak działa „metoda na czubek”?

Zastanawiasz się pewnie, o jaki czubek może tutaj chodzić? Już spieszymy z odpowiedzią – to po prostu czubek noża! Ta metoda sprawdza się w każdej kuchni, a zwłaszcza w tej, w której brakuje profesjonalnego termometru czy zaawansowanej technicznie sondy do mierzenia temperatur wewnątrz mięsa.

„Metodę na czubek” opatentowali kucharze, którzy dawniej z rzadka miewali dostęp do tego typu gadżetów. By w miarę dokładnie sprawdzić ciepłotę mięsa (w tym także ryb), czyli jednocześnie przesądzić o jego wysmażeniu wbijali w jego środek zimny nóż. Potem przykładali jego czubek do swoich warg, by sprawdzić jego temperaturę. Jeśli metalowe ostrze zdążyło się dobrze nagrzać po krótkim „pobycie” w mięsie, oznaczało to, że mięso jest już gotowe.

Taka metoda niczym nie różni się właściwe od tego, co robi się termometrem ze stekami czy innymi pieczeniami, poza tym, że nie dysponujemy tutaj dokładną, wymierną wartością wyrażoną w stopniach Celsjusza, tylko musimy sami określić, czy temperatura osiągnęła już ok. 63-65 st. C. Różnica polega na tym, że nie trzeba tutaj wydawać ciężkich pieniędzy za profesjonalny sprzęt, którego i tak używa się raz od wielkiego dzwonu!