Dobra pomidorówka nie potrzebuje wielu składników. Jeszcze we wrześniu chętnie przygotowuję ją ze świeżych, dojrzałych pomidorów, ale w październiku sezon na te naprawdę smaczne powoli dobiega końca. Wtedy częściej sięgam po pomidory z puszki, pulpę, passatę albo koncentrat. Zupa nadal wychodzi smaczna, choć czasami czegoś jej brakuje. Zwykle ulepszałam ją mascarpone, cukrem, miodem albo dodatkową porcją przypraw. Dziś korzystam z patentu, którego nauczył mnie mąż. A on z kolei podłapał go w restauracji, w której przez jakiś czas pracował.
Jedna łyżka i pomidorówka smakuje jak z dobrej restauracji
Sekretem jest jasna pasta miso, czyli japońska pasta przygotowywana najczęściej z fermentowanej soi, ryżu i soli. Wystarczy jedna łyżka dodana do niemal gotowej zupy pomidorowej, żeby zauważyć różnicę. Pomidorówka staje się bardziej wyrazista, pełniejsza w smaku i dobrze zbalansowana. Nie smakuje przy tym jak azjatycka zupa. Nadal jest tą samą, swojską pomidorówką, tylko dopracowaną w każdym szczególe.
Dlaczego to działa? Wszystko za sprawą umami, czyli tzw. piątym smaku, który kojarzy się z esencjonalnym bulionem, długo duszonym mięsem czy parmezanem. Pomidory same w sobie są bogate w umami, a fermentowana pasta sojowa (pełna naturalnego umami) dodatkowo je podkreśla. Dzięki temu nawet pomidorówka na koncentracie może smakować tak, jakby gotowała się znacznie dłużej.
Najlepiej wybierz jasną pastę miso, nazywaną shiro miso. Jest delikatniejsza, lekko słodkawa i nie dominuje nad pomidorami. Ciemna pasta, zwłaszcza czerwona, ma mocniejszy, bardziej intensywny smak, ponieważ zwykle fermentuje dłużej. Jeśli masz tylko taką, zacznij od połowy łyżki i sprawdź efekt.
Pamiętaj też o soli. Zarówno jasne, jak i ciemne miso jest bardzo słone. Dlatego przygotowując pomidorówkę, wstrzymaj się z końcowym dosalaniem, dopóki nie dodasz pasty. Spróbuj zupy dopiero po jej wymieszaniu. Bardzo możliwe, że dodatkowa sól okaże się zupełnie niepotrzebna.
Otwartą pastę przechowuj szczelnie zamkniętą w lodówce, zgodnie z zaleceniami producenta.
Nie wrzucaj jej prosto do garnka. Jeden błąd odbiera cały efekt
Mąż zwrócił mi uwagę na jeszcze jedną rzecz. Pastę miso trzeba potraktować inaczej niż koncentrat pomidorowy. Koncentrat lubi krótkie podsmażenie na tłuszczu. Nabiera wtedy intensywniejszego aromatu, traci część surowej kwasowości, a jego smak staje się bardziej skoncentrowany. Z miso jest odwrotnie.
Długie gotowanie i mocne smażenie pozbawiają pastę części jej charakterystycznego aromatu. Dlatego dodaję ją dopiero pod koniec przygotowywania pomidorówki, kiedy wszystkie pozostałe składniki są już ugotowane.
Jak to zrobić? Do miseczki włóż 1 łyżkę jasnej pasty miso na około 1-1,5 litra zupy. Dolej niewielką chochlę gorącej pomidorówki i dokładnie wymieszaj, aż pasta całkowicie połączy się z porcją zupy - jak śmietana. Tak przygotowaną mieszankę wlej z powrotem do garnka, zamieszaj i delikatnie podgrzej całość. Nie doprowadzaj już zupy do wrzenia.
Ten sposób przypomina hartowanie śmietany, choć w przypadku miso chodzi przede wszystkim o dokładne rozprowadzenie pasty. Dzięki temu nie zostają w zupie słone grudki, a smak rozejdzie się równomiernie.
Pasta miso - mój naturalny „wzmacniacz smaku” do wielu dań
Pastę miso znajdziesz w sklepach z żywnością azjatycką i w internecie, ale warto rozglądać się za nią również podczas zwykłych zakupów. Bywa dostępna w Lidlu i Biedronce. Ja swoją kupiłam parę miesięcy temu w Lidlu, za 7,99 zł (za 200 g) - pasta jest jednak tak wydajna, że wciąż jeszcze jej nie zużyłam. Widziałam ją również w Aldi. Szukaj przede wszystkim na półkach z sosami i produktami kuchni azjatyckiej. Dostępność zależy jednak od sklepu i aktualnej oferty.
Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne
Pasta miso przyda ci się nie tylko do stworzenia pysznej zupy pomidorowej. Mój mąż dodaje odrobinę miso do sosu pieczarkowego, duszonej cebuli, a nawet do zwykłego bulionu, jeśli uzna, że brakuje mu głębi. Świetnie sprawdza się również w sosie do makaronu, sosach mięsnych, duszonych grzybach czy kremie z pieczonych warzyw.
Właściwie możesz wykorzystać ją wszędzie tam, gdzie zwykle sięgasz po maggi albo sos sojowy, żeby podkręcić smak potrawy. Wszystkie te dodatki wzmacniają wrażenie umami, choć każdy ma nieco inny aromat. Miso daje dodatkowo lekko orzechową, fermentowaną nutę.
Spróbuj też rozmieszać pół łyżeczki jasnego miso z odrobiną masła i dodać do gorących ziemniaków lub podsmażonych pieczarek. To jeden z tych drobnych kuchennych trików, po których trudno wrócić do samej soli i pieprzu.
Można ją wykorzystać nawet do deserów, np. do ciasteczek czekoladowych, wypieków z karmelem czy do ciast czekoladowych (np. brownie). Pasta sojowa podkręci ich smak. Miso nadaje się też do podkręcenia smaku solonego karmelu.


Obserwuj nas na Google














