Nie przepadam za sklepową kiszoną kapustą - to już zupełnie nie to samo, co kiedyś, nawet w wersji ze słoika. Często mam ochotę zapytać sprzedawcę czy producenta, gdzie ten kwas, bo w ogóle go w niej nie czuję - jest jałowa. Czasami jeszcze kapusta z beczki sprzedawana na bazarze mi podchodzi, ale najlepiej smakuje mi taka własnej roboty. Wymyśliłam, by dodać do niej coś ekstra - i mam przyjemną w smaku, korzenną (oraz piękną!) kiszoną kapustę. Trzeba jednak uważać z ilością, bo łatwo przekroczyć granicę między ciekawym smakiem a nieprzyjemną goryczką.
Kiszona kapusta z kurkumą wygląda i smakuje znacznie lepiej
Do kiszonej kapusty dodaję mieloną kurkumę. Pierwszy powód jest bardzo prosty: kolor. Zwykła kiszonka po pewnym czasie potrafi zrobić się blada albo lekko szarawa. Z kurkumą dostaję piękny, złocisty odcień, który utrzymuje się także po ukiszeniu. Staram się też, by kapusta, którą kupuję do kiszenia nie miała zielonych czy żółtawych miejsc - z obserwacji wiem, że taka szarzeje najchętniej.
Podoba mi się też to, co kurkuma robi ze smakiem. Dodaje lekko korzennej, musztardowej nuty i sprawia, że kwaśna kapusta nie jest taka jednowymiarowa. Nie sypię jej jednak „na oko” dużą garścią. Na jedną małą główkę używam od 1/2 do maksymalnie 1 łyżeczki mielonej kurkumy. Z kurkumą łatwo przesadzić. W zbyt dużej ilości może dać wyraźną goryczkę, zarówno w zimnej kiszonce, jak i podczas gotowania czy duszenia.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą doceniam po czasie. Taka kapusta podczas przechowywania dłużej zachowuje świeżość, atrakcyjny kolor i wyrazisty smak. Oczywiście nadal trzeba pilnować podstaw: dobrze ją ubić, trzymać pod sokiem i po ukiszeniu schować w chłodne miejsce.
Kurkumę dodaję od razu. Tak wychodzi najlepiej
Kurkumy nie wsypuję do gotowej kiszonki. Dodaję ją już do poszatkowanej kapusty razem z solą. Potem wszystko dokładnie mieszam i ugniatam, aż kapusta zmięknie i zacznie puszczać sok.
Dzięki temu przyprawa rozprowadza się równomiernie i nie zostawia intensywnie żółtych grudek w jednym miejscu. Dopiero potem przekładam kapustę do słoika i mocno ubijam.
Mam też jedną praktyczną zasadę: zawsze zakładam rękawiczki. Kurkuma barwi dłonie naprawdę mocno. Wystarczy kilka minut ugniatania i dłonie oraz paznokcie mogą zrobić się żółte. Uważaj też na jasne deski i plastikowe miski - mogą zostać na nich żółte ślady.
Jeśli robisz taką kapustę pierwszy raz, zacznij od połowy łyżeczki mielonej kurkumy na 1 małą główkę. Kolor i smak już będą zauważalne. Przy kolejnej partii możesz zwiększyć ilość do całej łyżeczki, ale ja tej granicy nie przekraczam.
Co pasuje do kiszonej kapusty z kurkumą?
Do kapusty z kurkumą nie zawsze dodaję klasyczny kminek. Znacznie bardziej pasuje mi tutaj kmin rzymski. Daje cieplejszy, lekko orientalny aromat i dobrze łączy się z charakterem kurkumy.
Często dorzucam też marchewkę. Nie tylko dobrze smakuje, ale razem z kurkumą daje jeszcze ładniejszy kolor. Jeśli mam ochotę na ostrzejszą wersję, dokładam świeży imbir, czosnek albo trochę chili. Na bazie tak ukiszonej kapusty, po dodaniu do niej miodu i odrobiny oleju, powstanie pyszna surówka do obiadu.
Ciekawie wychodzi również kapusta kiszona ze świeżym ananasem i kurkumą. Wtedy kiszonka robi się bardziej tropikalna, lekko owocowa i bardzo nietypowa. Najbardziej lubię połączenia kurkumy z marchewką i imbirem albo kurkumy z kminem rzymskim, chili i czosnkiem.
Nie wrzucam jednak wszystkiego naraz. Wolę wybrać dwa lub trzy dodatki i dać im wybrzmieć. Dzięki temu kapusta nadal smakuje jak kapusta kiszona, ale ma własny, dużo ciekawszy charakter.


Obserwuj nas na Google














