Dewolaje to danie, które wielu osobom kojarzy się z restauracją albo rodzinnymi uroczystościami. Chrupiąca panierka, soczyste mięso i aromatyczne masło wypływające po przekrojeniu sprawiają, że trudno pomylić je z innymi kotletami czy zrazami. Problem w tym, że przygotowanie ich w domu bywa dość wymagające. Okazuje się jednak, że życie można sobie znacznie ułatwić. Bez zawijania i bez zbędnego stresu przy patelni. A na talerzu i tak nadal ląduje kurczak z charakterystycznym, maślano-ziołowym aromatem.

Sprytna podmianka w krokach przygotowania

Jeśli śledzisz nasz kanał nadawczy, to może ci się wydawać, że o kotletach napisaliśmy już wszystko. A jednak znalazł się jeszcze jeden as w rękawie.

Dewolaje powstają według dobrze znanego schematu. Do rozbitej piersi kurczaka wkładasz schłodzone ziołowe masło, zwijasz mięso w ciasny rulon, panierujesz i smażysz. To właśnie ten etap sprawia najwięcej problemów. Wystarczy drobne pęknięcie mięsa albo zbyt wysoka temperatura tłuszczu, a masło wypłynie jeszcze na patelni, a danie straci już swój urok i soczystość. 

Można jednak podejść do tej kultowej potrawy zupełnie inaczej. Zamiast zamykać sos w środku, przygotuj zwykłe panierowane kotlety z piersi kurczaka. Dopiero kiedy będą gorące i idealnie złociste, połóż na każdym cienkie plasterki schłodzonego ziołowego masła.

To właśnie wtedy dzieje się cała magia. Masło zaczyna powoli się topić od ciepła mięsa. Nie znika od razu, lecz stopniowo zamienia się w gęsty, aromatyczny sos. Część wsiąka w chrupiącą panierkę, część spływa na talerz i tworzy dokładnie to, czego oczekujesz od klasycznego dewolaja.

Taki sposób przypomina podawanie steków z masłem ziołowym. Nikt nie próbuje ukrywać go w środku mięsa, bo nie ma takiej potrzeby. Liczy się smak, który pojawia się podczas jedzenia. Tutaj efekt jest bardzo podobny. Podczas podróży po Europie można też spotkać się z takim podaniem klasycznych wiedeńskich sznycli. 

Fot. Getty/iStock, myasinirik

Masło przygotuj wcześniej. To ono robi całą robotę

Choć cały patent jest prosty, warto poświęcić chwilę samemu masłu. To ono nadaje kotletom charakter i sprawia, że trudno odróżnić je od klasycznych dewolajów.

Podstawą jest dobrej jakości masło o wysokiej zawartości tłuszczu. Wymieszaj je z drobno posiekaną natką pietruszki, odrobiną koperku lub szczypiorku oraz przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Na koniec dodaj kilka kropel soku z cytryny, niewielką szczyptę soli i świeżo zmielony pieprz. 

Gotowe masło uformuj w wałek, zawiń w papier do pieczenia lub folię spożywczą i włóż do lodówki. Powinno być dobrze schłodzone przed podaniem. Dzięki temu na gorącym mięsie nie rozpłynie się od razu, lecz będzie topić się stopniowo.

Jeśli lubisz eksperymentować, nic nie stoi na przeszkodzie, by przygotować kilka wersji. Świetnie sprawdzi się masło z dodatkiem estragonu, tymianku, czosnku niedźwiedziego albo skórki z cytryny. Każda z tych wersji nada kotletom nieco inny charakter.

Jak podać kotlety z kurczaka „prawie po kijowsku”?

Tak przygotowane kotlety najlepiej podawać od razu po usmażeniu. Właśnie wtedy masło rozpuszcza się najładniej i tworzy naturalny sos. Nie warto czekać kilkunastu minut, bo mięso zacznie stygnąć, a efekt nie będzie już tak spektakularny.

Klasycznym dodatkiem są pieczone lub gotowane ziemniaki, ale równie dobrze sprawdzą się frytki albo delikatne purée. Do tego wystarczy coś świeżego i lekkiego – brokuły, fasolka szparagowa, surówka z kapusty lub sałata ze śmietaną.