Taka zimowa mizeria zdecydowanie potrafi poprawić humor w listopadzie lub w lutym. Czyli wtedy gdy do sezonu ogórkowego na działkach jeszcze daleko, a ogórkom szklarniowym daleko smakiem i zapachem do gruntowych. Mizerię do słoików robię z przywiązaniem do jednej nadrzędnej zasady. Uświetni każdy obiad poza sezonem. Po otwarciu słoika ogórki pozostaną chrupiące i jędrne - nie klapną smutno, jak to często ma miejsce. Teraz ogórki są najlepsze, więc to dobry moment, który warto wykorzystać. Nie tylko na kiszenie, ale też na marynowanie, jak to przy mizerii.
Sekret chrupiącej mizerii do słoików - pasteryzacja
Robiąc taką mizerię, pasteryzuję przetwory przez najkrótszy możliwy czas. To jest ten jedyny etap, którego pilnuję jak oka w głowie. W przypadku mizerii z solą, cukrem i octem wystarczy ok. 8 minut od chwili zagotowania wody. Pamiętam o tym, że pasteryzacja to po prostu gotowanie i szkło nagrzewa się błyskawicznie - a oddaje ciepło wyjątkowo wolno. Po przegotowaniu mizeria podczas studzenia wciąż więc będzie jeszcze mięknąć.
Słoiki z tak przygotowanymi ogórkami wyjmuję tuż po przeprowadzeniu pasteryzacji. Nie studzę ich dla wygody w garnku, jak innych przetworów. Wyjmuję je ostrożnie z gorącej wody, by jak najszybciej przerwać etap gotowania, przez rękawicę kuchenną lub specjalny chwytak.
Czego nie dodaję do mizerii na zimę (a co warto dorzucić)?
Do przetworów nie dodaję oczywiście na etapie przygotowania nabiału, by całość mi się nie zepsuła. Z tego samego powodu nie pasteryzuję też zabielanych zup. Śmietanę, jogurt (a czasem i kefir) dodaję dopiero tuż przed podaniem.
W mizerii na zimę nie musi być octu, ale ja dla smaku go dodaję, bo lubię bardziej wyraziste sałatki tego typu. Zalewę tworzy sam sok, który puszczają pokrojone ogórki podczas leżakowania w mieszance soli i cukru.
Dla smaku i aromatu zdarza mi się dodawać świeży koperek i czosnek - ogórki macerują się już z ich dodatkiem. Taka baza mizerii jest moim zdaniem jeszcze smaczniejsza (ale można te dodatki pominąć, a doprawić potem).
Jak robię mizerię do słoików?
Plasterki ogórków (ok. 2 kg) mieszam z niejodowaną solą kamienną (1 łyżką z niewielką górką), taką samą ilością cukru oraz 3 pełnymi łyżkami octu jabłkowego. Jest on łagodniejszy niż spirytusowy - nadaje smak, ale go nie tłumi warzyw. Ogórków nie obieram, bo skórka pomaga im zachować formę, a sama mizeria jest z nią ładniejsza i lepiej chrupie.
Odkładam miskę z ogórkami na 2-3 godziny, wtedy puszczają one sok i tworzy się naturalna marynata. W międzyczasie mieszam sałatkę kilka razy. Następnie już tylko układam ogórki w wyparzonych słoikach, lekko upychając, by pozbyć się nadmiaru powietrza, zalewam powstałą marynatą do ok. 1-2 cm od wieczka, zakręcam mocno i krótko pasteryzuję.
O czym jeszcze pamiętam, robiąc mizerię na zimę?
Nie kroję ogórków zbyt cienko, bo wtedy na pewno stracą jędrność i staną się wiotkie i po połączeniu ze śmietaną czy jogurtem, wręcz nieprzyjemnie oślizgłe. Kroję je w nieco grubsze plastry niż do letniej mizerii do zjedzenia na bieżąco.
Takie ogórki, po późniejszym zabieleniu i doprawieniu koperkiem oraz pieprzem, będą idealnie chrupiące - stworzone do każdego obiadu czy nawet do podjadania bez dodatków. Więcej o samym krojeniu ogórków na taką mizerię znajdziesz w innym naszym tekście:


Obserwuj nas na Google














