Lubię dynię i w sezonie naprawdę często po nią sięgam. Dodaję ją nie tylko do zup czy sosów. Trafia też do mojej owsianki, koktajli, a czasem nawet do kawy. Gdybym jednak za każdym razem miała wyciągać całą dynię, kroić ją, usuwać pestki i czekać, aż się upiecze, na pewno szybko straciłabym zapał. Moja sztuczka z dynią wprawia wszystkich w osłupienie, a jest naprawdę banalnie prosta.

Moja sztuczka z dynią

Dlatego robię dokładnie odwrotnie. Z dynią męczę się tylko raz, a później mam spokój na wiele kolejnych posiłków. Za jednym razem piekę większą porcję, miksuję miękki miąższ na gładkie puree i zamrażam. Nie robię jednak jednego wielkiego pojemnika, bo wtedy pojawia się kolejny problem: trzeba rozmrozić całość, nawet jeśli do śniadania potrzebuję zaledwie dwóch łyżek.

I właśnie tutaj przydaje się moja ulubiona sztuczka. Gotowe puree przekładam do zwykłej foremki na kostki lodu. Kiedy zamarznie, wyjmuję małe porcje i przesypuję je do szczelnego woreczka lub pojemnika. Od tej chwili dynia jest właściwie gotowa do użycia.

To dlatego mogę jeść ją nawet codziennie, a nóż i deska do krojenia pozostają w szufladzie. Rano wrzucam kostkę do gorącej owsianki, przy obiedzie kilka sztuk ląduje w sosie, a kiedy robię smoothie, wyjmuję porcję prosto z zamrażarki. Zamiast przygotowywać dynię od początku, po prostu sięgam po gotową kostkę.

Ten sposób rozwiązuje też problem resztek. Nie musisz zastanawiać się, co zrobić z otwartym pojemnikiem puree ani przez trzy dni gotować wszystkiego z dynią tylko po to, żeby jej nie zmarnować. Każda porcja czeka w zamrażarce na swoją kolej.

Zamiast kroić dynię codziennie, przygotuj ją raz i miej spokój na długo

Jeśli często jesz dynię, największym ułatwieniem nie jest znalezienie szybszego sposobu na jej krojenie. Jeszcze wygodniej jest w ogóle nie kroić jej przy każdym gotowaniu. Wystarczy przygotować większą porcję puree i zamrozić ją w małych porcjach.

Najpierw zajmij się samą dynią. Do puree bardzo dobrze nadaje się dynia hokkaido, piżmowa albo muszkatołowa. Hokkaido jest szczególnie wygodna, ponieważ po upieczeniu jej skórka staje się miękka i zwykle nie trzeba jej obierać. Przy dyni piżmowej możesz natomiast po upieczeniu łatwo oddzielić miękki miąższ od skórki łyżką.

Nie musisz od razu męczyć się z krojeniem dyni na drobną kostkę. Przekrój ją na pół albo na kilka dużych części. Jeśli jest wyjątkowo twarda, zacznij od odcięcia stabilnej podstawy, żeby nie przesuwała się po desce. Usuń pestki i włóknisty środek łyżką.

Ułóż kawałki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Możesz piec je miąższem do góry albo do dołu. Ja najczęściej kładę dynię przeciętą stroną na blasze, ponieważ dzięki temu jej wnętrze dobrze mięknie i nie wysycha.

Piecz ją w temperaturze około 190-200 stopni Celsjusza, aż widelec będzie wchodził w miąższ bez żadnego oporu. Czas zależy od wielkości kawałków. Mniejsze mogą być gotowe po około 30 minutach, większe potrzebują 45-60 minut.

Nie wyjmuj dyni tylko dlatego, że minął podany czas. Sprawdź ją widelcem. Jeżeli nadal jest lekko twarda, piecz dłużej. Do puree potrzebujesz naprawdę miękkiego miąższu. Im lepiej upieczona dynia, tym łatwiej uzyskasz później kremową konsystencję.

Po upieczeniu zostaw ją na kilka minut, żeby lekko ostygła. Jeśli używasz odmiany, której skórki nie chcesz zostawiać, wybierz miąższ łyżką. Następnie przełóż wszystko do blendera albo wysokiego naczynia i zmiksuj.

Nie dodawaj od razu wody. Dobrze upieczona dynia często miksuje się bez żadnego dodatkowego płynu. Jeżeli blender nie daje sobie rady, dolej jedną lub dwie łyżki wody, ale rób to ostrożnie. Zbyt rzadkie puree jest mniej uniwersalne.

Najlepsza konsystencja przypomina gęsty krem. Tak przygotowaną dynię możesz później wykorzystać zarówno do owsianki, jak i do sosu czy zupy. Nie doprawiaj jej na tym etapie. Neutralne puree daje najwięcej możliwości. Jednego dnia możesz połączyć je z cynamonem, a następnego z czosnkiem, curry albo parmezanem.

I właśnie dlatego warto zrobić od razu większą porcję. Jedno popołudnie z piekarnikiem i blenderem wystarczy, żeby później przez długi czas nie wracać do krojenia dyni za każdym razem, gdy najdzie cię na nią ochota.

Przełóż puree do foremki na lód

Kiedy puree jest już gotowe i przestudzone, zaczyna się najważniejsza część. Zamiast przekładać je do jednego dużego pojemnika, weź foremki do kostek lodu.

To właśnie ten niepozorny przedmiot sprawia, że dynia może pojawiać się w moich posiłkach niemal codziennie, a ja nie muszę codziennie jej przygotowywać. Jedna mała kostka puree to dokładnie taka porcja, jakiej często potrzebujesz do pojedynczego śniadania, kubka napoju albo niedużej ilości sosu.

Nakładaj puree łyżeczką do poszczególnych przegródek. Nie wypełniaj ich ponad brzegi. Warto też delikatnie stuknąć foremką o blat, żeby puree dobrze wypełniło rogi i nie zostały w środku większe pęcherzyki powietrza.

Jeśli chcesz mieć później większą kontrolę nad porcjami, sprawdź wcześniej, ile mieści jedna komora. W jednej foremce może to być łyżka, w innej dwie. Wystarczy raz nalać do jednej przegródki wodę, a potem przelać ją do łyżki lub małej miarki. Dzięki temu później będziesz wiedzieć, ile puree dokładnie dodajesz.

To bardzo przydatne na przykład przy pieczeniu. Jeżeli wiesz, że jedna kostka ma około 30 ml, możesz łatwo odmierzyć ilość potrzebną do ciasta, placuszków albo muffinek.

Wypełnioną foremkę włóż do zamrażarki. Najlepiej ustaw ją na płaskiej powierzchni, żeby puree nie wylało się do sąsiednich przegródek. Zostaw na kilka godzin, aż całkowicie zamarznie.

Kiedy kostki zrobią się twarde, wyjmij je i przełóż do woreczka do mrożenia albo szczelnego pojemnika. Dzięki temu foremka znów będzie wolna, a puree zajmie mniej miejsca.