Czasami o tym, czy owoc trafi do koszyka ponownie, decydują drobiazgi: łatwo odchodząca pestka, zwarty miąższ albo odpowiednia równowaga słodyczy i kwaśnego smaku. W tym przypadku wszystkie te zalety spotkały się w jednym owocu. I właśnie dlatego warto zapamiętać nazwę odmiany tej śliwki. 

Wyglądają jak nawoskowane. W dłoni mieszczą mi się tylko dwie

Mowa o śliwkach haganta. To odmiana, która od razu zwróciła moją uwagę wyglądem. Owoce są duże - w mojej dłoni mieszczą się właściwie tylko dwie sztuki, a nie mam małych dłoni. Skórka ma głęboki, ciemnofioletowy, bakłażanowy kolor, który w przypadku mocno dojrzałych owoców wydaje się niemal czarny. Pokrywa ją charakterystyczny jasny nalot, przez który śliwki wyglądają trochę jak nawoskowane.

Wygląd to jednak dopiero początek. Haganta ma mięsisty, zwarty i dość „gęsty” miąższ. Nawet bardzo dojrzały owoc nie rozpada się przy gryzieniu i sok nie spływa po dłoni. Do tego dochodzi smak: sporo słodyczy i lekki, wyraźny kwasek, który zostaje na języku jeszcze przez chwilę. To właśnie on sprawia, że kolejny kęs nie wydaje się przesadnie słodki i chce się zjeść tyle, ile akurat jest na talerzyku - najchętniej bez limitu.

Red. MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Pestka wychodzi prawie sama. Przy pieczeniu docenisz to podwójnie

Kolejna zaleta wychodzi na jaw po przekrojeniu owocu. Z pestką nie trzeba się szarpać. Wystarczy ją lekko pociągnąć, a odchodzi od miąższu. Połówki pozostają przy tym całe i nie są poszarpane. Jeśli przygotowujesz placek z większej ilości owoców, szybko docenisz taką wygodę.

Do ciasta śliwki haganta nadają się zresztą znakomicie także z innego powodu. Zwarty, mięsisty miąższ nie oddaje łatwo dużej ilości soku, więc owoce nie powinny niepotrzebnie rozmoczyć wypieku. Ponieważ śliwki są spore, nie potrzebujesz też kilkudziesięciu sztuk, żeby szczelnie przykryć nimi wierzch drożdżówki, kruchego placka czy ucieranego ciasta.

Nie tylko do ciasta. W słoiku pokażą, co potrafią

Taką konsystencję warto wykorzystać również podczas przygotowywania przetworów. Haganta dobrze sprawdzi się na powidła, marmoladę i dżem czy sos do mięsa. Naturalny kwasek jest wyczuwalny nawet w mocno dojrzałych owocach, dlatego smak przetworów nie powinien być mdły i takie przetwory najprawdopodobniej nie będą wymagać dodatkowego przełamywania sokiem z cytryny.

Możesz zrobić z niej także kompot. Do marynowania wybieraj natomiast jędrniejsze, mniej dojrzałe sztuki, które lepiej zachowają kształt w słoiku. Jednego zastosowania bym jej nie polecała. Jeśli planujesz sok śliwkowy, poszukaj bardziej soczystej, wodnistej odmiany. Mięsistość haganty, która jest wielką zaletą w cieście i przetworach, tutaj staje się akurat minusem.

Jeżeli podobnie jak ja długo szukasz śliwki, która naprawdę cię przekona i sprawdzi się niemal do wszystkiego, zapamiętaj nazwę haganta. Duże owoce, łatwo odchodząca pestka, zwarty miąższ oraz słodycz przełamana przyjemnym kwaskiem tworzą bardzo udane połączenie i alternatywę dla węgierek. U mnie kosztują tyle samo, 8 zł za kilogram. Ja następnym razem z bazarku zabiorę ich więcej - część do ciasta, a resztę od razu przeznaczę do słoików.