Niedawno byłam w Kauflandzie - pierwszy raz od kilku lat, bo (niestety) nie mieszkam już tak blisko tego sklepu jak wcześniej. Półki z warzywami i owocami świeciły już pustkami, co o tej porze specjalnie mnie nie zdziwiło. Sieć często przecenia wybrane owoce i warzywa nawet o kilkadziesiąt procent na około 2 godziny przed zamknięciem, więc pod koniec dnia sporo produktów jest już wykupionych.
Moją uwagę przyciągnęły jednak kartony z dużym napisem sugerującym regionalne pochodzenie. Grójeckie znam dobrze, ale ta nazwa nic mi nie mówiła. Podeszłam więc sprawdzić, co właściwie kryje się w środku.
Znalazłam Elizę z Raciechowic. To jabłko ma charakter
W pudłach leżały jabłka Eliza z Raciechowic. To odmiana wyhodowana w Holandii ze skrzyżowania odmian septer i koksa pomarańczowa. Tym, którzy znają intensywnie pachnącą i smakowitą koksę, nie trzeba już ich dłużej reklamować. Owoce są średnie lub duże, mają zielonożółtą skórkę pokrytą intensywnym czerwonym rumieńcem i jasnymi punkcikami.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Najciekawszy jest jednak miąższ. Jasny, zwarty, soczysty i twardy przyjemnie chrupie przy każdym kęsie. Eliza łączy słodycz z wyraźną kwaskową nutą, dzięki czemu nie jest mdła. Co ciekawe, w miarę przechowywania owoce stają się słodsze, a ich smak łagodnieje. Dlatego jeśli kupione jabłko okaże się dla ciebie zbyt kwaskowe, daj mu trochę czasu.
Nie tylko do schrupania. Eliza aż prosi się o szarlotkę
Elizę możesz zjeść prosto ze skrzynki, ale jej zwarty i twardy miąższ daje znacznie więcej możliwości. To świetny wybór do szarlotki, jabłecznika, racuchów oraz innych deserów, w których kawałki owoców nie powinny natychmiast zamienić się w mus.
Ministerstwo Rolnictwa wymienia Elizę m.in. wśród odmian używanych do tradycyjnego zapiekanego jabłuszka lubelskiego w cieście. Muszą być takie odmiany, które są kwaskowate i nie rozpadają się po upieczeniu, nie nadają się odmiany na szarlotkę i deserowe - a jabłka Elise się do nich zaliczają. Podobnie jak idared czy boskoop czy jonatan.
Wypróbuj ją również do prażenia na zimę, musu, kompotu czy innych domowych przetworów. Jeśli przygotowujesz nadzienie do szarlotki, pokrój owoce na większe kawałki i podgrzewaj je krótko z cynamonem oraz odrobiną cukru. Najpierw jednak spróbuj jabłek - przechowywana dłużej Eliza robi się coraz słodsza, więc może potrzebować mniej cukru, niż zakładasz.
Moje przypadkowe znalezisko z Kauflandu okazało się znacznie ciekawsze, niż sugerowała zwykła skrzynka jabłek. Za 5,99 zł za kilogram dostałam chrupiącą, soczystą odmianę, która pasuje zarówno do jedzenia na surowo, jak i do pieczenia oraz przetworów. Jeśli zobaczysz Elizę z Raciechowic na zakupach, warto wrzucić kilka sztuk do koszyka.
Jabłka z Raciechowic wysyłano aż do Wiednia. Wieś ma sadownictwo we krwi
Raciechowice leżą w Małopolsce, w powiecie myślenickim, na obszarze Beskidu Wyspowego. Tamtejsze sady korzystają ze specyficznego podgórskiego mikroklimatu. Południowe stoki zapewniają owocom dużo słońca, a spore różnice temperatur między dniem i nocą sprzyjają ich wybarwieniu oraz wpływają na smak, zapach i jędrność.
Sadownictwo ma tu długą historię. W źródłach z 1830 roku pojawia się informacja o sprowadzaniu drzew owocowych z Królewca. Dawne jabłonie rosły tak wysoko, że do zbiorów trzeba było podobno łączyć trzy drabiny. Owoce wożono do Krakowa, Wieliczki i Zakopanego, a najlepsze egzemplarze z dworskich sadów wysyłano do Wiednia - zawijane pojedynczo w papier lub serwetki.
Dziś „Jabłko z Raciechowic” znajduje się na ministerialnej Liście Produktów Tradycyjnych, a same Raciechowice są gminą ekologiczną - czyli regionem, który stawia na ochronę środowiska, dba o zrównoważony rozwój i redukcję śladu węglowego.
Redakcja MojeGotowanie.pl


Obserwuj nas na Google














