Mieszkam niedaleko Placu Imbramowskiego w Krakowie i regularnie robię tam zakupy. Mam też swoje ulubione stoisko - u pani Ani, przy ulicy, tuż obok Biedronki. Ostatnio wypatrzyłam u niej ogromne renklody, niemal jak małe jabłka. Wzięłam kilka na próbę, a przy okazji zaczęłyśmy rozmawiać o śliwkach. Zapytałam, które pani Ania wybrałaby do suszenia i na powidła. „Damaszki” - odpowiedziała od razu. Nie wiedziałam, o czym dokładnie mówi, więc musiałam „pociągnąć ją” za język. W końcu koniec języka za przewodnika.
„Babcia jadła je na kilogramy”. Dziś mało kto o nie pyta
Damaszki, nazywane też damachami, uruchomiły u pani Ani całą lawinę wspomnień. Opowiadała, że jej babcia potrafiła jeść je na kilogramy, a drzewa owocowały tak obficie, że gałęzie wręcz zwisały pod ciężarem śliwek.
To jedna ze starych odmian śliwy domowej, mocno związana ze Świętokrzyskiem, szczególnie z Ponidziem. W okolicach Buska i Pińczowa była dawniej bardzo popularna w przydomowych sadach. Damacha nie grymasiła: rosła nawet na słabszych ziemiach, skarpach i w miejscach, gdzie trudno było dostać się z koniem czy traktorem. Do tego dawała mnóstwo owoców. Zbiór miał jednak swoje pułapki, pani Ania wspomniała mi, że nieraz się przy tym nieźle pokłuła - babcia ostrzegała ją przed samodzielnymi wyprawami na śliwki.
AdobeStock philae
Pani Ania mówi, że w jej rodzinnych stronach i okolicach Sandomierza damaszki wciąż można spotkać. Do Krakowa przywożą je najczęściej drobni sprzedawcy, którzy mają po kilka drzew. Zamiast całych skrzyń pojawia się więc czasem zaledwie kilka pudełek na próbę - ukłon w stronę tradycji i tych, którzy znają i pamiętają. Mało kto zna dziś tę nazwę i jeszcze mniej osób pamięta smak tych śliwek.
Niepozorne maleństwa, a słodyczy mają więcej niż węgierki
Damaszka nie wygląda tak okazale jak niekiedy renkloda. Owoce są niewielkie, owalne lub jajowate, z ciemnofioletową, wpadającą niemal w czerń skórką i charakterystycznym jasnym nalotem. Miąższ jest zwarty, gęsty, aromatyczny i mocno słodki. Przy pestce smak robi się jeszcze bardziej wyrazisty.
I właśnie konsystencja jest tutaj najważniejsza. Damachy nie są przesadnie soczyste (a za to super mięsiste), dlatego znakomicie nadają się do powideł. Podczas smażenia szybko uzyskasz gęstą owocową masę, a dzięki dużej naturalnej słodyczy możesz mocno ograniczyć cukier albo, przy bardzo dojrzałych owocach całkiem z niego zrezygnować.
Pani Ania wskazała mi tylko jeden minus (oprócz cierni): pestkę. Mocno trzyma się miąższu i nie odchodzi tak posłusznie jak w węgierkach. Przy powidłach najprościej rozgotować całe owoce i przetrzeć masę przez sito. Trochę więcej pracy, ale dla takiego smaku warto.
Na specjalnych rusztach suszono je całymi partiami
Damachy są świetne nie tylko na powidła, ale też do suszenia. Na Ponidziu robiono to tradycyjnie na specjalnych rusztach nazywanych „laskami”. Pod nimi rozpalano drewno owocowe, a owoce powoli podsuszały gorące powietrze i dym. Później przechowywano je później między innymi w drewnianych beczkach. Co ciekawe, suszone damachy są nie tylko naszym lokalnym przysmakiem. Od wieków jada się je we Francji (jako pruneaux d’Agen) i mają one oznaczenie geograficzne IGP - to produkt, w przypadku którego szczególnie dogląda się metod produkcji i dba, by zachować jego miejsce pochodzenia.
Getty/iStock nobtis
Suszona damaszka staje się mięsista, aromatyczna i jeszcze słodsza niż świeża. Jeśli uda ci się kupić większą partię, warto część ususzyć. Zimą wykorzystasz ją do kompotu, bigosu, duszonej kapusty czy sosu do mięsa. Możesz też podać je z kaszą na słodko, na wzór znanej w Świętokrzyskiem kaszy z damachami. Do dania na bazie suszonych śliwek i pęczaku lub jaglanki dodaje się do smaku miód, cynamon oraz odrobinę masła. Można powiedzieć, że to regionalna wariacja na temat owsianki.
Świeże owoce możesz natomiast wrzucić do ucieranego, kruchego lub drożdżowego ciasta czy też zrobić z nich nadzienie do naleśników - skarmelizować szybko na patelni.
Dzięki rozmowie z p. Anią przekonałam się, że na targu warto patrzeć nie tylko na dorodne węgierki i renklody. Jeśli gdzieś z boku zauważysz pudełko małych, ciemnych, niepozornych damaszek, zapytaj o nie sprzedawcę i daj mu zareklamować je najlepiej, jak potrafi - chociaż akurat damaszki reklamy nie potrzebują, to marka sama w sobie. Czasami właśnie w takich niepozornych pudełkach kryją się smaki, które nasze babcie znały znacznie lepiej od nas.


Obserwuj nas na Google














