Z bitą śmietaną przez lata prowadziłam kuchenne konfrontacje. Pozornie niby nic trudnego: schłodzić, wlać do miski i ubić. Raz wychodziła mi dosłownie idealna, a następnym razem była rzadka jak mleko albo wręcz przebita i stawała się masłem. W końcu w Lidlu wypatrzyłam prawdziwy hit, który znacznie ułatwił mi życie.
Z bitą śmietaną zawsze miałam pod górkę
Nie wiem, ile razy stałam nad miską z mikserem i zastanawiałam się, co znowu zrobiłam źle. Kupowałam śmietankę 30 proc., chłodziłam ją przez całą noc, czasem wkładałam nawet miskę i końcówki miksera do lodówki. Mimo to rezultat potrafił być loterią.
Najgorzej było wtedy, gdy bita śmietana była mi naprawdę potrzebna. Gofry już stygły, owoce były pokrojone, rodzina czekała przy stole, a ja nadal miksowałam coś, co za nic nie chciało zgęstnieć. Innym razem przesadzałam w drugą stronę. Jeszcze kilka sekund, myślałam, po czym puszysta masa zaczynała robić się grudkowata. Zamiast deseru miałam nerwy i kolejne opakowanie do wyrzucenia.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Próbowałam różnych sposobów. Cukier puder dodawałam wcześniej, później, czasem wcale. Pilnowałam temperatury i zmieniałam obroty miksera. Gdy już udało mi się uzyskać piękną chmurkę, zdarzało się, że po kilkunastu minutach na gofrze wyglądała znacznie mniej efektownie.
Dlatego, gdy w Lidlu zobaczyłam produkt przeznaczony właśnie do ubijania, pomyślałam: dobra, daję idealnej bitej śmietanie jeszcze jedną szansę.
Ten kubeczek z Lidla został ze mną na dłużej
Chodzi o Kasię Crema 31% do ubijania, którą kupiłam za 4,69 zł. Nie spodziewałam się żadnej rewolucji. Wzięłam jedno opakowanie na próbę, dobrze je schłodziłam i wieczorem zabrałam się za przygotowanie deseru.
Tym razem obyło się bez nerwowego zerkania do miski. Po ubiciu otrzymałam jasną, puszystą masę: sztywną jak kołnierzyk i bielutką jak śnieg. Była na tyle sztywna, żeby efektownie wyglądać na gofrach, ale jednocześnie lekka i delikatna.
Oczywiście nadal pilnuję podstawowej zasady: produkt przed ubijaniem powinien być porządnie schłodzony. Nie zostawiam też włączonego miksera bez kontroli. Gdy konsystencja jest odpowiednia, kończę ubijanie, by nie wyszło mi masło.
Teraz gofry robię bez stresu
Najczęściej podaję ją właśnie z goframi. Do tego truskawki, maliny lub borówki, czasem trochę startej czekolady i mam deser, który znika ze stołu błyskawicznie. Pasuje też do naleśników z owocami, racuchów, szarlotki czy prostego biszkoptu.
Robię z niej również ekspresowe desery w szklankach. Kruszę herbatniki, dodaję owoce i przykrywam wszystko grubą warstwą puszystej masy. Jeśli mam ochotę na słodszą wersję, podczas ubijania dodaję odrobinę cukru pudru albo wanilii.
Po tylu nieudanych przygodach z bitą śmietaną najbardziej cieszy mnie to, że przestałam traktować jej przygotowanie jak kuchenny egzamin. Od tamtej pory lubię mieć jedno opakowanie w lodówce. Bo kiedy nachodzi mnie ochota na gofry albo ciasto bez pieczenia, chcę martwić się najwyżej o to, czy mam w domu truskawki, a nie o to, czy śmietana tym razem zechce się dobrze ubić. Z ręką na sercu mogę powiedzieć - najlepsza bita śmietana wychodzi mi właśnie z hitem z Lidla.


Obserwuj nas na Google














