Są dni, kiedy naprawdę lubię ugotować porządny obiad od podstaw, ale czasem jednak ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest stanie przy garnkach. Właśnie na takie okazje mam swój mały patent. W Lidlu znalazłam gotowe danie za 17,99 zł, które wystarczy podgrzać. Przekładam je do misek, dodaję kromkę dobrego chleba i obiad gotowy. Domownicy za pierwszym razem byli przekonani, że spędziłam nad tym rarytasem pół dnia.
Gotowy obiad z Lidla, który ratuje mnie w zabiegane dni
Do gotowych zup długo podchodziłam z dystansem. Wiele z nich kojarzyło mi się z rozwodnionym smakiem i zawartością, w której konkretnych składników trzeba szukać z lupą. Dlatego najczęściej wolałam ugotować garnek zupy sama. Problem w tym, że nie zawsze mam na to czas.
Pewnego dnia podczas zakupów w Lidlu zobaczyłam charakterystyczny słoik ozdobiony kaszubskim wzorem. Wzięłam jeden na próbę i właściwie nie miałam wielkich oczekiwań. Kosztował 17,99 zł, więc stwierdziłam, że najwyżej raz spróbujemy i więcej po niego nie sięgnę. Stało się dokładnie odwrotnie...
Mowa o tradycyjnej zupie rybnej z dorszem EvraFish. W słoiku znajduje się 470 g produktu, a przygotowanie obiadu sprowadza się właściwie do podgrzania zawartości. Producent podaje około 4 minut w garnku lub około 3 minut w kuchence mikrofalowej.
Redakcja MojeGotowanie.pl
W składzie dorsz, warzywa i przyprawy
Najbardziej zaciekawił mnie skład. Zgodnie z etykietą zupa zawiera 16 proc. filetów z dorsza czarnego. Do tego dochodzą m.in. przecier pomidorowy, ziemniaki, cukinia, cebula, seler naciowy, marchew i czerwona papryka.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Smak podkręcają koncentrat pomidorowy, śmietanka, masło oraz przyprawy, m.in. natka pietruszki, czosnek, pieprz, oregano i chili. Dzięki temu całość nie jest mdła. Zupa ma pomidorowo-warzywny charakter i wyraźnie rybny akcent.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Podoba mi się również to, że nie dostaję samego bulionu. Są tutaj kawałki ryby i warzywa, więc po przelaniu zawartości do miski danie wygląda znacznie bardziej domowo, niż można byłoby oczekiwać po gotowym produkcie ze sklepowej półki.
Przekładam do misek i obiad wygląda jak domowy
Za pierwszym razem popełniłam małe oszustwo. Zamiast postawić słoik na stole, podgrzałam zawartość w garnku, przelałam do misek i posypałam świeżą natką pietruszki. Obok położyłam kromki chrupiącego pieczywa. Nagle gotowiec za niespełna 10 zł wyglądał jak zupa, przy której naprawdę trochę się napracowałam.
Domownicy zaczęli dopytywać, kiedy zdążyłam ją ugotować. Dopiero wtedy pokazałam pusty słoik. Od tej pory już nikogo nie nabiorę, ale zupa i tak regularnie wraca do naszego menu.
Najbardziej doceniam ją w dni, kiedy wracam późno do domu. Zamiast zamawiać jedzenie albo naprędce robić kanapki, wyciągam słoik, podgrzewam zawartość i po kilku minutach mogę siadać do stołu.


Obserwuj nas na Google














