Są takie produkty, które kupuję pierwszy raz z czystej ciekawości, a później dziwnym trafem zawsze mam kilka opakowań w lodówce. Ten ser jest właśnie jednym z nich. Kosztuje 7,99 zł za 200 g, jest już starty, więc oszczędza mi sporo czasu, ale jego największy sekret kryje się w smaku. Zwykłą pizzę czy makaron potrafi zmienić nie do poznania.

Ser z Lidla do pizzy i makaronu to smaczna nowość

Mowa o tartym serze Pilos Pizza & Pasta z chilli i papryką. Wypatrzyłam go w chłodni w Lidlu i początkowo pomyślałam, że to po prostu kolejny gotowy tarty ser. Dopiero po chwili zauważyłam informację o dodatku chilli i papryki. To wystarczyło, żebym wrzuciła paczkę do koszyka.

Za opakowanie 200 g zapłaciłam 7,99 zł. Pierwszą paczkę kupiłam na próbę, kolejnym razem brałam już zapas. Lubię mieć taki produkt w lodówce szczególnie w te dni, kiedy po pracy nie mam najmniejszej ochoty na długie stanie przy kuchence.

Ser jest już starty, więc odpada wyciąganie tarki, ścieranie dużego kawałka i późniejsze sprzątanie rozsypanych wiórków z blatu. Otwieram opakowanie, sypię i gotowe. Niby niewielkie ułatwienie, ale przy ekspresowym obiedzie naprawdę robi różnicę.

ser tarty PilosRedakcja MojeGotowanie.pl

Na domowej pizzy robi furorę

Pierwszym testem była oczywiście pizza. Na przygotowany spód dałam sos pomidorowy, pieczarki, cebulę i trochę salami, a całość obficie posypałam serem. Dodatek chilli i papryki sprawił, że nie musiałam już kombinować z ostrymi sosami ani dodatkowo sypać płatków chilli.

Na opakowaniu producent oznacza poziom ostrości jako łagodny, więc nie spodziewałam się ognia. I dobrze - zależało mi przede wszystkim na tym, żeby ser miał ciekawszy charakter niż najzwyklejsza wersja do zapiekania.

Świetnie sprawdził mi się również na zapiekankach. Bagietka, pieczarki, cebulka, szynka i solidna garść sera wystarczą, żeby w kilkanaście minut przygotować ciepłą kolację.

Do makaronu zużywam pół paczki bez mrugnięcia okiem

Jeszcze częściej wykorzystuję go do makaronów. Najprostszy patent? Podsmażam czosnek, dorzucam pomidory lub passatę, mieszam z ugotowanym makaronem i na końcu wsypuję porcję sera. Kilka ruchów łyżką i mam kremowy, wyrazisty sos bez długiego kombinowania.

Pasuje też do makaronu z kurczakiem, warzywami czy pieczarkami. Posypuję nim lazanię przed włożeniem do piekarnika, dodaję do tortilli, a czasem wykorzystuję do tostów. Nawet zwykła kromka chleba zapieczona z pomidorem i tym serem jest dla mnie wystarczającym powodem, żeby otworzyć kolejną paczkę.

Niczego nie muszę kroić ani ścierać, a chilli z papryką od razu podkręcają smak potrawy. Nic więc dziwnego, że po pierwszej próbie przestałam kupować pojedyncze paczki. Ostatnio wzięłam te paczuszki niemal hurtowo, aż kasjerka zerwała się z miejsca, zdziwiona, co ja właściwie wyrabiam... A ja po prostu wiem, że rodzina będzie zachwycona taki zapasem.