Są takie dni, kiedy ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest stanie godzinami przy kuchence. Wtedy najbardziej doceniam produkty, dzięki którym można przygotować coś naprawdę smacznego bez kombinowania. Ten niepozorny słoiczek z Dino kosztuje niewiele, a u mnie już niejeden raz uratował obiad. Wystarczy makaron i kilka minut, żeby na stole wylądowało danie, o które później wszyscy pytają.
Czerwone pesto z Dino kosztuje 6,99 zł. Mam je zawsze w zapasie
Mowa o czerwonym pesto Barri alla Siciliana. Pierwszy słoiczek kupiłam trochę z ciekawości. Zielone pesto znam od lat i bardzo je lubię, ale czerwona wersja wydała mi się bardziej konkretna i obiadowa. Pomyślałam, że w najgorszym razie wykorzystam ją do kanapek albo grzanek. Szybko okazało się jednak, że znalazłam jeden z moich ulubionych patentów na błyskawiczny makaron.
Kiedy kompletnie nie mam pomysłu na obiad, nastawiam wodę, wrzucam spaghetti, penne albo świderki, a po ugotowaniu mieszam makaron z kilkoma łyżkami pesto. Zawsze zostawiam odrobinę wody z gotowania i dolewam ją do całości. Dzięki temu pesto łatwiej rozprowadza się po makaronie i powstaje przyjemny, kremowy sos.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Jeśli mam w lodówce kawałek twardego sera, ścieram go na wierzch. Czasami dorzucam mozzarellę, pomidorki koktajlowe albo podsmażoną cukinię. Gdy chcę przygotować bardziej konkretny obiad, dodaję kawałki kurczaka. Samo pesto jest jednak na tyle wyraziste, że nawet najprostsza wersja z makaronem potrafi zniknąć z talerzy błyskawicznie.
Bratowa myślała, że mam jakiś sekretny przepis
Najlepiej przekonałam się o tym podczas rodzinnego obiadu. Nie miałam wtedy ani czasu, ani ochoty na wielkie gotowanie dla gości. Zrobiłam więc swój ekspresowy makaron, przełożyłam wszystko do dużej miski i postawiłam na stole. Bratowa spróbowała i natychmiast zaczęła wypytywać, co właściwie dodałam do sosu.
Przez chwilę żartowałam, że to mój pilnie strzeżony włoski patent. Kiedy jednak poprosiła o dokładny przepis, musiałam się przyznać. Nie ucierałam przez pół godziny składników w moździerzu i nie przywiozłam tajemniczej receptury z Sycylii. Bohaterem obiadu było po prostu czerwone pesto ze słoiczka z Dino.
Co ciekawe, wykorzystuję je nie tylko do makaronu. Smaruję nim grzanki, dodaję do zapiekanych kanapek, a czasem mieszam odrobinę z serkiem i robię ekspresową pastę do pieczywa. Dobrze sprawdza się również jako dodatek do pieczonych warzyw.
Właśnie dlatego, kiedy robię większe zakupy w Dino, często wrzucam do koszyka dodatkowy słoiczek. Lubię wiedzieć, że mam w szafce awaryjny obiad, który... wcale nie smakuje jak rozwiązanie awaryjne. Za niewielkie pieniądze dostaję bazę, z której w około 10 minut mogę zrobić danie dla całej rodziny. A odkąd zdradziłam bratowej mój „sekret”, sama zaczęła wypatrywać tych słoiczków na zakupach.


Obserwuj nas na Google














