Oto krótka instrukcja na twoją następną wycieczkę do Hiszpanii – najpierw wdrapujesz się na wieżę Torres de Cuart, żeby podziwiać widoki na Walencję, zahaczasz o gotycką Giełdę Jedwabiu, a potem, pragnąc ochłodzenia i słodyczy na doładowanie baterii, kierujesz się na Mercado de Colón. Tam, z dala od tłumów, spróbujesz czegoś bardzo prostego, ale niezwykle satysfakcjonującego. Kultowe puszyste paluchy występują tam w duecie z innym narodowym skarbem, ale jak dla mnie, skradły całe szoł.
Czym są hiszpańskie fartons?
Idea jest nieskomplikowana – fartons to podłużne puszyste bułeczki na bazie ciasta drożdżowego. Ich siła tkwi właśnie w prostocie, a także charakterystycznym kształcie. Są delikatne i puchate, ale nie suche. Przyjemnie rozpływają się w ustach i wygodnie się je pałaszuje. Same w sobie nie są bardzo słodkie, ale zwykle pokrywa je cienka warstwa cukrowej glazury.
Tradycyjnie nie mają żadnego nadzienia, ale obecnie powstają też wersje ze słodkim farszem, które można spotkać w nowoczesnych panaderíach (piekarniach). Środek podłużnej bułeczki wypełnia się najczęściej kremem pistacjowym lub czekoladą.
Co ciekawe, walenckie fartons nie mają szczególnie długiej historii, tak jak na przykład nasze kołacze, babki i chałki. W dodatku można dość dokładnie określić czas, w którym powstały. Stworzyła je rodzina Polo w okolicy 1960 roku dla konkretnego celu. Od początku miały stanowić towarzystwo dla słynnej horchaty – napoju z orzechów tygrysich uprawianych w tym regionie.
Paluchy stworzone do maczania
Skoro już wiadomo, że fartons powstały w konkretnym celu, ich charakterystyczny kształt staje się dość oczywisty. Są długie i dość cienkie, zaprojektowane tak, żeby mieściły się w wysokiej szklance, w której podaje się horchatę. Odpowiednio przyrządzone powinny sięgać do samego dna niczym słomka z ciasta.
Pomysł na maczanie paluchów w napoju wydaje się banalny, ale jako osoba, która spróbowała osobiście tego połączenia, zapewniam, że jest genialny. W dodatku miałam okazję skosztować duetu fartons + horchata w tradycyjnej, autentycznej cukierni Daniel. Jedna (pierwotna) znajduje się w małym miasteczku Alboraya, druga – we wspomnianej wcześniej hali targowej Mercado de Colón. I tam właśnie w spokoju rozkoszowałam się deserowym posiłkiem.
Zwarte, ale wybitnie pulchne ciasto po zanurzeniu w napoju horchata nasiąka płynem i jakby zyskuje nowy smak – pysznie orzechowy. Słodycz staje się bardziej złożona, podłużna bułeczka wydaje się wręcz kremowa. Trzeba jednak uważać, by zbyt długo jej nie moczyć, bo ekspresowo chłonie płyn.
Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl
Na sposobie z Walencji się nie kończy
Jedzenie fartons w ścisłym duecie z horchatą to walencka tradycja, ale zastosowanie podłużnych bułeczek wcale nie musi się na niej kończyć. Ponieważ orzechy tygrysie nie są popularnym składnikiem w Polsce, warto wspomnieć, że w domowych warunkach drożdżowe paluchy świetnie smakują także po zamoczeniu w mleku (zwykłym lub dowolnym roślinnym), kakao lub kawie. Mogą więc stanowić świetną słodką przekąskę na każdą okazję, zwłaszcza że samo ciasto nietrudno wykonać samodzielnie.
Ciekawym pomysłem jest także maczanie ich w sosie czekoladowym lub waniliowym lub nadziewanie ich owocowymi przetworami.


Obserwuj nas na Google














