Nie każda słodycz musi pochodzić z cukru. Coraz częściej sięgamy po zamienniki – czasem z ciekawości, czasem z potrzeby. Stewia, ksylitol, erytrytol – to już brzmi znajomo. Ale owoc mnicha? Tu zaczyna się inna historia. Choć jego nazwa brzmi tajemniczo i bajkowo, w kuchni może całkiem dużo i jest uniwersalny. Nie zjadasz go na surowo, nie zastąpi śliwek lub winogron, nie dodajesz go do ciasta w kawałkach. A jednak potrafi podkręcić smak wielu potraw i napojów. Jak to możliwe? Przeczytaj, skąd wziął się ten nietypowy owoc, jak się go przerabia i jak go używać w kuchni.
Skąd właściwie pochodzi owoc mnicha?
Owoc mnicha, zwany też owocem Buddy, w oryginalnym języku luo han guo, pochodzi z południowych Chin – głównie z prowincji Guangxi. Rośnie tam na pnączach i przypomina zielone, niewielkie kule. Dawniej był wykorzystywany głównie w tradycyjnej chińskiej kuchni, ale również w kuchni zakonników buddyjskich. Stąd właśnie jego nazwa.
To nie jest owoc, który kupisz na targu i wrzucisz do miski z jabłkami. Na surowo nie nadaje się do jedzenia – ma gorzkawy posmak, bardzo specyficzną strukturę i krótki czas przydatności. Szybko się psuje, dlatego rzadko wychodzi poza granice swojego regionu w naturalnej formie.
Współcześnie owoc mnicha robi jednak międzynarodową karierę, ale już w zupełnie innej formie – jako sproszkowany słodzik. Z całego owocu wyodrębnia się substancje słodzące – głównie mogrozydy. To one odpowiadają za słodki smak, i to bardzo intensywny.
W handlu – zwłaszcza w Azji – można czasem spotkać go w formie całych, ususzonych owoców. Mają wtedy brunatny kolor, są lekkie i kruche. W takiej postaci bywają używane do gotowania naparów.
Jak powstaje słodzik z owocu mnicha?
Słodzik z owocu mnicha nie powstaje przez zwyczajne zmielenie go na proszek. To ekstrakt – czyli wyizolowana część, którą się wydobywa w specjalnym procesie. W skrócie: najpierw się go suszy, potem gotuje, a następnie przechodzi przez filtrację i ekstrakcję. Dzięki temu oddziela się składniki odpowiedzialne za słodycz od reszty miąższu. W handlu najczęściej spotkasz się z białym proszkiem albo granulatem, rzadziej z płynnym słodzikiem.
Gdzie kupić słodzik z owocu mnicha i jak go przechowywać?
W Polsce nie znajdziesz świeżych owoców mnicha. Ale słodziki – jak najbardziej. Najwięcej ofert jest w Internecie, ale czasem trafiają też na półki w większych supermarketach, w działach „fit”, „bio” albo „bez cukru”. Znajdziesz tam zarówno czysty ekstrakt (zwykle w małych opakowaniach), jak i mieszanki z erytrytolem, glukozą albo inuliną.
Cena bywa wyższa niż w przypadku innych słodzików, ale opakowanie starcza na długo. Przechowuj ekstrakt tak jak przyprawy: w szczelnym pojemniku, z dala od wilgoci i światła. Proszek lub granulat nie lubi pary – może się zbrylić i stracić swoje właściwości.
Jak używać słodzika z owocu mnicha w kuchni?
Słodzik z owocu mnicha możesz stosować wszędzie tam, gdzie używasz cukru. Rano do kawy albo herbaty, do naleśników, do wypieków, do sosów i marynat. Warto jednak wiedzieć, że jego intensywność zależy od rodzaju produktu – czy to czysty ekstrakt, czy mieszanka.
Do napojów sprawdzi się idealnie. Nie zostawia dziwnego posmaku jak stewia, dobrze się rozpuszcza i nie dominuje. Do wypieków – trzeba już uważać. Słodziki nie karmelizują się jak cukier, więc nie uzyskasz tej samej chrupkości ani koloru. Jeśli pieczesz ciasta, ciastka albo robisz bezy – użycie tylko słodzika z owocu mnicha może nie dać oczekiwanego efektu wizualnego. Lepiej zmieszać go ze zwykłym cukrem. Za to do deserów na zimno – budyni, lodów, musów – możesz używać go bez ograniczeń.
Jeśli korzystasz z przepisu, który podaje ilość cukru w gramach, musisz przeliczyć proporcje. Ekstrakt z owocu mnicha może być nawet 150–200 razy słodszy od cukru. Mieszanki są mniej intensywne – zwykle 1:1 z inną substancją słodzącą, ale warto przeczytać etykietę.

















