Przyczyn utrzymywania się niskich cen masła jest kilka. Na czele z walką cenową między dyskontami, cyklami na rynku przetwórstwa mlecznego czy wreszcie kwestia zalewu Europy masłem i śmietanką importowanymi spoza Unii Europejskiej i spoza Starego Kontynentu.

Jako, że masło wyraźnie potaniało, klienci przestali zadowalać się „byle jakimi” kostkami z dyskontu oznaczanymi markami własnymi. Wydanie przysłowiowych paru groszy więcej sprawia, że można nabyć produkt ciekawszy, do niedawna bardzo drogi. Weźmy choćby tak zwane osełki, czyli masła sprzedawane w charakterystycznym walcowatym  kształcie.

Masło osełka – co to jest?

Wkładając do koszyków cięższe bryłki masła w formie walca klienci mają nadzieję, że w ten sposób wybierają produkt bardziej tradycyjny i po prostu lepszy. Tymczasem osełka osełce nierówna. Po pierwsze należy z całą stanowczością zaznaczyć, że pod tą nazwą wcale nie musi kryć się produkt w jakikolwiek lepszy od masła sprzedawanego w kostkach. Dlaczego? Bowiem w Polsce zdecydowana większość maseł (włącznie z częścią osełek) to po prostu tzw. masło ekstra, czyli tłuszcz mleczny o zawartości tłuszczu od 80 do 83%, zazwyczaj produkowany ze słodkiej śmietanki. 

Redakcja MojeGotowanie.pl

Tymczasem wiejskie osełki, do których producenci chcą upodobnić swój produkt, zwykle powstawały w wiejskich zagrodach ze śmietany kwaśnej, co automatycznie sprawiało, że masło smakowało zupełnie inaczej. To nie koniec różnic. Również zawartość tłuszczu w wiejskim maśle często bywała znacznie wyższa, co również miało swoje przełożenie na walory masła.

Czy zwykłe masło i osełka to jedno i to samo?

To jednak nie wszystko. W przeciwieństwie do zwykłego masła, termin „osełka” w żaden sposób nie jest chroniony prawnie. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z 2013 roku ściśle określa definicję i skład masła, które może być sprzedawane w krajach członkowskich. Słowem: nie ma tu miejsca na kombinacje producentów z domieszkami margaryny i innych tłuszczów roślinnych.

A co z osełkami? Tutaj niestety działa zasada: hulaj dusza, piekła nie ma. Tą nazwą mleczarnie mogą bez problemu (i bez konsekwencji prawnych) nazwać dowolny tłuszcz i to na kliencie spoczywa obowiązek sprawdzenia, co tak na dobrą sprawę kupuje. Osełka może mieć zatem znacznie mniej tłuszczu pochodzenia mlecznego, zawierać dodatek np. tłuszczu palmowego, a prawdziwe masło przypominać może tylko i wyłącznie kształtem.

Jak rozpoznać dobre masło w sklepie?

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Osełki niekoniecznie są w polskich sklepach masłem typu premium. Tych lepiej szukać poprzez dokładne czytanie etykiet i sprawdzanie walorów smakowych danego masła we własnym domu, poprzez smarowanie chleba i kosztowanie kanapek. Dlaczego? Różnice smakowe między masłami danych producentów mogą brać się nawet z tak prozaicznej przyczyny, jak dieta krów dających mleko w danym regionie kraju. 

Źródło: gov.pl