Ceny truskawek spadają, a więc popyt rośnie - śpieszmy się je kupować, zanim znów skoczą do góry, tym bardziej, że ceny owoców są jak sinusoida i często zależą od pogody. Przy okazji sezonu na truskawki, na ich temat wypowiedział się na swoim Instagramie UOKiK. Urząd jest znany ze stawania w obronie klientów i ich interesu, ale uznaje też prawa sprzedawców. Handlarz naprawdę ma prawo zabronić ci samodzielnego przebierania owoców - czy to w kobiałce, czy luzem. 

Truskawki pod specjalnym nadzorem

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyjaśnił, że przy wyjątkowo delikatnych owocach (typu truskawki, maliny czy porzeczki) sprzedawca może wprowadzić zasadę, że to on podaje towar. Powód jest prosty - truskawki bardzo łatwo się gniotą, puszczają sok i szybciej tracą świeżość, gdy każdy klient zaczyna je przekładać z ręki do ręki, oglądać z każdej strony i wybierać po jednej, przeprowadzając wnikliwą selekcję.

Handlarze są dziś wyjątkowo wyczuleni na dotykanie miękkich owoców. Zwłaszcza rano, gdy towar wygląda najładniej i ma przetrwać cały dzień sprzedaży. Niektórzy jednak są wręcz przeczuleni. Kilka lat temu na bazarku chciałam sama nabrać truskawki łopatką do woreczka, więc nawet bez dotykania gołymi rękami.

Sprzedawca niemal wyskoczył zza skrzynki i powiedział, że „on sam nabiera”. Co milszy sprzedawca potrafił jedynie rzucić "„Proszę nie dotykać truskawek”. Innym razem starsza pani pilnowała owoców jak oka w głowie i tylko mruknęła pod nosem słynne: „towar macany należy do macanta”. Kto pamięta czasy PRL-u, ten dobrze zna ten tekst. 

Nie każdy produkt podlega takim zasadom

UOKiK zaznacza jednak wyraźnie, że takie ograniczenia nie mogą dotyczyć wszystkiego. Jeśli kupujesz jabłka, banany, pomidory czy ogórki, masz pełne prawo samodzielnie wybrać sztuki, które najbardziej ci odpowiadają. Oczywiście pod warunkiem, że robisz to rozsądnie i nie niszczysz produktu. Każdemu w końcu zależy, by wybrać właściwe sztuki na małosolne czy odpowiednio dojrzałe pomidory na zupę. 

Zepsute owoce na dnie łubianki? Nie jesteś bez szans

Największe emocje budzą jednak sytuacje, gdy na wierzchu łubianki leżą piękne, czerwone truskawki, a po powrocie do domu okazuje się, że na spodzie kryją się miękkie albo spleśniałe sztuki. To częsty „numer” sprzedawców. 

W takiej sytuacji możesz złożyć reklamację. Sklep czy stoisko nadal odpowiada za jakość sprzedawanego towaru, nawet jeśli klient nie miał możliwości samodzielnego przebierania owoców. Masz prawo domagać się wymiany produktu albo zwrotu pieniędzy. Dotyczy to zarówno owoców sprzedawanych na wagę, jak i gotowych łubianek.

Na wszelki wypadek zawsze zabieraj ze sobą paragon. W świetle prawa nie jest on niezbędny do reklamacji (może być też wyciąg z konta lub poświadczenie świadka, że kupiłaś owoce w danym miejscu), ale skutecznie zaprzecza argumentom, że sprzedawca nic ci nie sprzedał i że to nie są truskawki od niego.

Obejrzyj, ale nie ugniataj

Urząd przypomina też o zwykłym rozsądku podczas zakupów. Klient ma prawo obejrzeć produkt przed kupnem, ale nie powinien przesadzać z jego „testowaniem”. Innymi słowy, sprawdź tyle, ile trzeba, a nie tyle, ile się da.

I szczerze mówiąc, coś w tym jest. Sama widziałam kiedyś na swoim lokalnym bazarze panią, która, ignorując sprzedawcę, potrafiła przejrzeć pół skrzynki czereśni, zostawiając po sobie prawdziwe pobojowisko - jak szpaki na drzewku owocowym. Po takich zakupach owoce nadawały się już bardziej na kompot i dżem niż do jedzenia na świeżo.

Najlepiej wybieraj stoiska, na których truskawki leżą luzem, najlepiej na płasko, zamiast zapakowane do kobiałek. Wtedy najłatwiej jest dostrzec ich faktyczny stan. A jeśli już dodatkowo sprzedawca da ci spróbować owoców i zgodzi się, byś sama nabrała je łopatką, jesteś już w domu - możesz już kupować tutaj na stałe.