Niektóre produkty długo czekają na swoją kolej, choć w innych częściach świata są codziennością. Czasem odstraszają wyglądem, innym razem nazwą, której nie potrafimy nawet wymówić, a jednak wystarczy jeden udany przepis, by na stałe zagościły w naszych kuchniach. Dziś przyglądamy się warzywu, które wygląda niepozornie, a potrafi naprawdę zaskoczyć i to nie tylko pstrokatym miąższem. Po obróbce termicznej zachwyca też smakiem i genialną konsystencją.
Mało znany kuzyn naszego ziemniaka
Taro, znane także jako kolokazja, to warzywo korzeniowe popularne przede wszystkim w kuchniach Azji i Pacyfiku. Często bywa żartobliwie nazywane „włochatym ziemniakiem”, ponieważ jego bulwy pokryte są drobnymi włoskami. W środku kryje się jednak prawdziwa niespodzianka - jasny miąższ z fioletowymi, nieregularnymi pstrokatymi wzorkami. Chociaż ten wygląd może was zaskoczyć, to smak i konsystencja są największymi atutami taro. Po obróbce termicznej staje się delikatnie kleiste, wręcz lekko galaretowate, a jego smak przypomina połączenie ziemniaka i topinamburu z wyraźną, orzechową nutą.
Co ciekawe, taro to jedno z najstarszych uprawianych warzyw na świecie. Jego historia sięga kilku tysięcy lat i zaczyna się najprawdopodobniej w rejonach Azji Południowo-Wschodniej oraz Indii. Stamtąd rozprzestrzeniło się na wyspy Pacyfiku, do Chin, Japonii, a także Afryki. W wielu krajach taro pełni podobną rolę jak u nas ziemniaki, czyli jest podstawą codziennej diety. A jak wykorzystać je pysznie w kuchni? To banalnie proste.
Co zrobić z taro?
Na samym początku warto podkreślić, że taro nigdy nie jada się na surowo, ponieważ dopiero po ugotowaniu, upieczeniu lub usmażeniu staje się w pełni bezpieczne i smaczne. Taro można traktować bardzo podobnie jak ziemniaki, ale z odrobiną kulinarnej fantazji. Świetnie nadaje się do smażenia i wychodzą z niego chrupiące frytki o lekko słodkawym, orzechowym smaku. Taka przekąska czy dodatek do kotleta to miła odmiana od klasycznych smażonych ziemniaków, bo taro oprócz nietypowego smaku ma też nieco inną konsystencję i chociaż na zewnątrz frytki chrupią, to w środku są kremowe i mniej mączyste.
A jak zrobić takie frytki? Niemal tak samo jak klasyczne, dodając tylko 1 ważne etap przed smażeniem. Chodzi o to, aby po obraniu i pokrojeniu taro w słupki dokładnie je przepłukać w zimnej wodzie, a potem porządnie osuszyć. Na koniec zostaje już tylko smażenie w głębokim tłuszczu, najlepiej podwójne, aby na wierzchu powstała idealnie złocista, rumiana skorupka.
Ponadto taro doskonale sprawdza się w pieczeniu. Można przygotować z niego zapiekanki, puree albo dodać do warzywnych dań jednogarnkowych. Po ugotowaniu taro staje się miękkie i kremowe, dlatego nadaje się też do zup kremów. A jeśli lubisz eksperymenty, możesz spróbować połączyć taro z czosnkiem, rozmarynem i masłem – taki zestaw świetnie podkreśl jego naturalny smak. Dobrze komponuje się także z mięsem, szczególnie pieczonym kurczakiem czy wieprzowiną.

Fot. AdobeStock, seagames50

















