Rabarbar kojarzy się z domowym drożdżowcem, kruchym ciastem i babciną kuchnią. Problem zaczyna się wtedy, gdy podczas pieczenia wypuszcza tyle wody, że ciasto robi się mokre i ciężkie. Wiele osób próbuje ratować sytuację większą ilością mąki albo pieczeniem „na oko”, ale to zwykle niewiele daje. Tymczasem cały sekret tkwi w jednym prostym etapie, który zajmuje dosłownie chwilę. Właśnie stąd metoda „+10”.
Rabarbar puszcza sok już przed pieczeniem i warto to wykorzystać
Największy błąd pojawia się wtedy, gdy pokrojony rabarbar od razu trafia do ciasta. W piekarniku zaczyna intensywnie oddawać sok, a ten wsiąka w spód i środek wypieku. Efekt łatwo przewidzieć, ciasto robi się wilgotne, czasem wręcz surowe przy owocach.
Dlatego przed dodaniem rabarbaru warto zrobić jedną prostą rzecz. Pokrojone kawałki lekko zasyp cukrem i odstaw na około 10 minut. To właśnie cały sekret metody „+10”. W tym czasie rabarbar zaczyna puszczać część soku jeszcze przed pieczeniem, a do tego staje się o wiele smaczniejszy.
Po kilku minutach zauważysz na dnie miski sporą ilość płynu. I właśnie o to chodzi. Dzięki temu nadmiar wilgoci nie trafi później do ciasta. Wystarczy delikatnie odsączyć rabarbar na sitku albo papierowym ręczniku i dopiero wtedy dodać go do wypieku.
Ten trik szczególnie dobrze sprawdza się przy cieście kruchym, ucieranym i drożdżowym. Spód pozostaje bardziej chrupiący, a środek nie robi się ciężki.
Cukier ma tu większe znaczenie, niż może się wydawać
Nie chodzi wyłącznie o smak. Cukier działa tutaj jak naturalny „wyciągacz” wilgoci. Kiedy połączysz go z rabarbarem, zaczyna się prosty proces, warzywo oddaje część soku jeszcze zanim trafi do piekarnika.
Ważne jednak, żeby nie przesadzić z ilością. Rabarbar powinien być tylko lekko obsypany. Jeśli wsypiesz zbyt dużo cukru, kawałki zrobią się bardzo miękkie i mogą zacząć się rozpadać.
Dobrym pomysłem jest także użycie cukru trzcinowego. Daje delikatnie karmelowy posmak i świetnie podkreśla kwaskowość rabarbaru. Niektórzy dodają też odrobinę cukru wanilinowego albo cynamonu, szczególnie do ciast drożdżowych.
Jeśli lubisz bardziej wyrazisty smak, możesz po odsączeniu oprószyć rabarbar niewielką ilością mąki ziemniaczanej. To dodatkowo pomoże zatrzymać wilgoć podczas pieczenia.
Nie każdy rabarbar zachowuje się tak samo
Starsze, grubsze łodygi zwykle zawierają więcej włókien i potrafią puszczać jeszcze więcej soku. Z kolei młody rabarbar jest delikatniejszy i mniej wodnisty. Dlatego czas „+10” możesz delikatnie dopasować do rodzaju łodyg.
Przy bardzo soczystym rabarbarze warto wydłużyć odstawienie nawet do 15 minut. Jeśli widzisz, że na dnie miski zebrało się naprawdę dużo płynu, nie pomijaj odsączania. To właśnie ten etap robi największą różnicę.
Znaczenie ma też sposób krojenia. Zbyt cienkie plasterki szybciej miękną i mogą niemal rozpłynąć się w cieście. Lepiej kroić rabarbar w kawałki około 1-2 cm. Dzięki temu zachowa strukturę i będzie przyjemnie wyczuwalny po upieczeniu.
Dzięki metodzie „+10” ciasto wychodzi lekkie i sprężyste
To jeden z tych trików, które po prostu zostają w kuchni na stałe. Nie wymaga dodatkowego sprzętu ani skomplikowanych przygotowań, a różnica po upieczeniu jest naprawdę widoczna.
Ciasto nie nasiąka nadmiarem soku, lepiej rośnie i dłużej zachowuje świeżość. Sam rabarbar nadal pozostaje soczysty, ale nie zamienia wypieku w mokrą masę.
Metoda „+10” sprawdza się nie tylko przy klasycznym cieście z kruszonką. Możesz wykorzystać ją także do muffinek, tart, drożdżówek czy naleśników zapiekanych z owocami. Szczególnie latem, gdy rabarbar jest wyjątkowo soczysty, ten mały etap robi ogromną różnicę.

















