Kawowe trendy zmieniają się dziś szybciej niż sezonowe menu w restauracjach. Jedne znikają po kilku tygodniach, inne na dobre zapisują się w świecie kształtowanym przez smakoszy. „Słona kanadyjka” ma zadatki, by znaleźć się w tej drugiej kategorii. Choć jej nazwa brzmi nieco tajemniczo, inspiracja jest bardzo prosta i nawiązuje do jednego z najbardziej charakterystycznych smaków „wielkiej białej Północy”. Nie chodzi jednak wyłącznie o syrop klonowy. Złoto z butelki ma zaskakujące towarzystwo, a razem tworzą kawową piankę, która wygląda tak, że od razu uruchomiają się ślinianki.
Kanadyjska kuzynka kawy kuloodpornej
„Słoną kanadyjkę” wyróżnia bardzo konkretne połączenie składników. Bazą jest espresso lub mocna czarna kawa, do której dodaje się syrop klonowy oraz solone masło.
Podobieństwo do popularnej swojego czasu kawy kuloodpornej nasuwa się samo. W obu przypadkach masło odpowiada za charakterystyczną kremowość. Na tym jednak wspólny mianownik w dużej mierze się kończy. O ile bulletproof coffee powstało jako element określonego sposobu odżywiania i miało przede wszystkim dostarczać energii, o tyle „słona kanadyjka” stawia przede wszystkim na smak i prezencję.
Kluczową rolę odgrywa tutaj duet syropu klonowego i soli. Pierwszy składnik wnosi karmelowe nuty, a drugi podkreśla jego słodycz i łagodzi goryczkę kawy. Dzięki temu napój zyskuje bardziej złożony, harmonijny charakter.
Efekt końcowy wielu osobom kojarzy się z kanadyjskim śniadaniem. W aromacie i smaku pojawiają się skojarzenia z tostami posmarowanymi masłem i polanymi syropem klonowym lub świeżymi naleśnikami.
Sekret tkwi nie tylko w składnikach, ale też w sposobie przygotowania
Choć lista składników jest krótka, o charakterze „słonej kanadyjki” w dużej mierze decyduje sposób ich połączenia. Nie wystarczy po prostu dodać i zamieszać. Kluczowym etapem jest dokładne spienienie kawy z syropem klonowym, masłem i szczyptą morskiej soli (albo od razu solonym masłem).
Podczas intensywnego miksowania masło łączy się z kawą, tworząc gładką, kremową emulsję. Dzięki temu na powierzchni nie pojawia się tłusta warstwa, a napój zyskuje aksamitną konsystencję.
Dopiero na końcu do tak przygotowanej bazy dolewa się mleko. W ten sposób powstają efektowne dwie warstwy, które powoli się ze sobą mieszają. Najlepsze, że kawę można podać zarówno na gorąco, jak i na zimno, z kostkami lodu.
Inne kawowe eksperymenty, które przesuwają granice
Jeszcze kilkanaście lat temu dodanie do kawy czegokolwiek poza mlekiem i cukrem dla wielu osób było kulinarną ekstrawagancją. Dziś nikogo nie dziwi espresso z tonikiem, które zachwyca orzeźwiającą goryczką, ani kawa z sokiem pomarańczowym, popularna zwłaszcza latem. Ogromną popularność zdobyła również dalgona coffee z puszystą pianką, a w wielu kawiarniach na stałe zagościły napoje z dodatkiem przypraw, takich jak cynamon, kardamon czy chili.
Coraz odważniej eksperymentuje się także ze słonymi akcentami. W niektórych krajach do kawy dodaje się szczyptę soli już na etapie parzenia, aby złagodzić goryczkę ziaren. Popularność zdobywają kawy z solonym karmelem czy też pastą pistacjową. Brwi niedowiarków uniesie na pewno fińska kawa, w której ląduje ser.


Obserwuj nas na Google














