Mój mąż obiecał mi ostatnio gołąbki na obiad i słowa dotrzymał. Mruczał pod nosem przez cały czas, ale zrobił - bajecznie dobre. O ile farsz, to szybka i prosta sprawa, parzenie kapusty na gołąbki to dla wielu osób (w tym i jego) najbardziej męczący etap robienia tego dania. A z tym wiąże się przykry zapaszek pyrkającej w garnku kapusty. I właśnie wtedy wiele osób otwiera okna na oścież albo włącza okap na najwyższą moc.
U nas dawniej też tak było. Szczególnie zimą ten zapach szybko rozchodził się po całym mieszkaniu i zostawał jeszcze długo po gotowaniu. Więc mój mąż, „Pomysłowy Dobromir”, zaczął kombinować i od tamtej pory kapustę parzymy tylko w jeden sposób.
Parzenie kapusty na gołąbki? Tylko tak, nie inaczej
Patent mojego towarzysza życia jest banalnie prosty, ale działa zaskakująco dobrze. Zanim włoży kapustę do garnka z wrzącą wodą, wrzuca do środka kilka liści laurowych i parę gałązek rozmarynu. Potem całość parzy pod przykrywką. Dzięki temu charakterystyczny zapach kapusty przestaje dominować w kuchni. Ten duet przypraw skutecznie go neutralizuje.
Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne
Liście laurowe oddają lekko korzenny aromat, a rozmaryn wnosi świeżość. Co ważne, ten trik działa nie tylko na powietrze w kuchni. Same liście kapusty też przechodzą aromatem przypraw. Później gołąbki mają ciekawszy smak już od pierwszego kęsa.
Mój mąż czasem zmienia zestaw dodatków. Zdarza mu się wrzucić kilka ziaren ziela angielskiego, nieco kminku, 2 goździki, gałązkę tymianku albo odrobinę lubczyku. Wtedy podczas parzenia pojawia się bardziej domowy, rosołowy aromat.
Ciekawy efekt daje też koper włoski albo nasiona kolendry. Wiele osób o nich zapomina, a świetnie przełamują cięższy zapach kapusty. Ważne jednak, żeby nie przesadzić z ilością przypraw. To ma być delikatne tło, a nie wywar jak na zupę.
Co jeszcze jest ważne przy parzeniu kapusty?
Istotny jest też wybór kapusty. Stara, długo przechowywana kapusta zwykle pachnie intensywniej podczas obróbki. Jeśli możesz, wybierz świeżą główkę z jasnymi, jędrnymi liśćmi. Taka kapusta szybciej mięknie i ma łagodniejszy aromat. Włoska też wydziela zwykle delikatniejszy zapaszek.
Dobrym wyborem będzie też kapusta pekińska. Zwykle nikt nie bierze jej pod uwagę, a ma spore liście, które nadają się na gołąbki. Liście odchodzą z niej na surowo znacznie łatwiej niż ze zwykłej kapusty i wystarczy im parzenie partiami po ok. 1-2 minuty. Potem wystarczy je zahartować zimną wodą, by nie straciły ładnego koloru i można zawijać.
Ważna jest też przykrywka. Bez niej zapach bardzo szybko rozchodzi się po mieszkaniu. Kiedy garnek jest przykryty, para zostaje głównie w środku, a przyprawy dodatkowo neutralizują intensywny aromat. Od kiedy robimy to w ten sposób, naprawdę nie ma potrzeby wietrzenia całego domu.
Jak sprawić, by kapusta zachowała ładny kolor po sparzeniu?
Jest jeszcze jeden trik i dodatek, który możesz dodać do garnka - by kapusta nie zszarzała po wyparzeniu. To pomysł, który zapożyczyliśmy z mężem od Jana Kuronia.
Kucharz do wrzątku dodaje 1-2 łyżki soli. Dzięki temu kapusta zachowuje ładny kolor i nie rwie się po wyjęciu z garnka. Szczególnie widać to na przykładzie włoskiej, której liście zwykle mają intensywny odcień i charakterystyczną strukturę. Gołąbki wyglądają świeżo i apetycznie. Wbrew pozorom ma to duże znaczenie, bo przecież najpierw je się oczami.
Warto też pilnować czasu parzenia. Wiele osób trzyma kapustę we wrzątku zdecydowanie za długo. Liście robią się wtedy miękkie aż za bardzo i zaczynają się rozrywać podczas zawijania. Lepiej wyjmować je stopniowo, a resztę trzymać na niewielkim ogniu. Zewnętrzne miękną najszybciej, więc można delikatnie oddzielać je pojedynczo i odkładać na bok.
Jeśli kapusta ma bardzo twardy głąb, dobrze jest wcześniej go po prostu odciąć - by tak zrobiliśmy (a mąż schrupał jak kalarepkę). Woda szybciej dostanie się do środka i liście będą odchodziły znacznie łatwiej. Dzięki temu nie trzeba długo gotować całej główki.

















